(zasady
i perspektywy dialogu między judaizmem
i
chrześcijaństwem)
W książce „Teologia
dopełnienia” autor prowadzi drobiazgową i wszechstronną
analizę stosunków wzajemnych judaizmu i chrześcijaństwa.
Różnorodność
podejścia obu tych religii autor prezentuje nie jako sprzeczność
między nimi, a jak jako antynomiczne sprzężenie. Inaczej
mówiąc, stanowiska, na jakich stoi judaizm i
chrześcijaństwo są tu rozpatrywane nie jako wzajemnie
wykluczające się, ale jako wzajemnie rozumiejące się.
Oznacza to w praktyce, że judaizm i
chrześcijaństwo są zdolne do wzajemnego uznania w sobie nie
zaprzeczenia, ale swoistego potwierdzenia własnego stanowiska.
Autor stara się szczególnie
uwypuklić fakt, że zachowanie i udzielenie poparcia dla judaizmu w
jego tradycyjnych formach bezpośrednio służy interesom
chrześcijaństwa, a działalność misyjna w stosunku do
judaizmu przynosi szkody nie tylko Izraelowi, ale także i
Kościołowi, podrywając podstawę, na której on stoi.
Idee przedstawione w książce
można zaproponować jako model i podstawę dla zbudowania
pozytywnych stosunków między wspólnotą
żydowską i chrześcijańską.
Dwa typy wiary
Dialog między tradycjami religijnymi jest cenny i
pożądany w każdej sytuacji. Nawet, jeśli podczas jego
trwania, nie jesteśmy w stanie otworzyć wobec siebie wzajemnie
żadnej szerszej perspektywy, zawsze jednak rozmawiając ze sobą,
w ostatecznym rachunku, lepiej wyjaśniamy swoje stanowiska.
Każdą religię można
porównać z inną religią - bliską albo
odległą od niej – w taki sposób, że porównanie
przyniesie korzyść w postaci lepszego przemyślenia obu tych religii.
Jest to słuszne, zarówno dla religii różniących
się między sobą radykalnie, jak i dla tych, które
mają jedno źródło i reprezentują sobą raczej
dwa różne prądy wewnątrz jednej religii, niż dwie
oddzielne religie. Zestawiając w taki sposób chrześcijaństwo
z hinduizmem, możemy porównać ideę „wcielenia” z
ideą „awatar”, a porównując między sobą
prawosławie i katolicyzm; możemy lepiej wyjaśnić, na czym
polega - na przykład - istota jedności eucharystycznej. Na
ogólnym tle zestawienia wszystkich religii swoją
zasadnością będzie się wyróżniać
porównanie judaizmu z chrześcijaństwem. Mamy pełne prawo
uznać, że wzajemne relacje, jakie zachodzą między judaizmem
i chrześcijaństwem, nie istnieją w żadnych innych
stosunkach międzyreligijnych, ani w przypadku religii bliskich sobie
wzajemnie, ani w przypadku wiar odległych od siebie.
Literatura polemiczna ukazuje dobitnie, że w podczas
formowania się obu religii między Żydami i chrześcijanami
zachodził proces silnego wzajemnego odpychania się od siebie. Wtedy
strony, zdecydowanie akcentowały jedne ze swoich stanowisk, pomijając
inne. I jedni i drudzy pretendowali do tego, aby być jedynymi
spadkobiercami duchowymi jednego i tego samego podmiotu – starożytnego
Izraela. Wobec tego, zarówno ojcowie Kościoła, jak i
mędrcy Talmudu budowali swoje religie z nastawieniem polemicznym tak, aby
nie być takimi „jak ci inni”. Chrześcijanie, bardziej niż
ktokolwiek inny na świecie bali się podobieństwa z Żydami,
obawiali się „faryzejskiego zakwasu”, wobec czego stanęli na
pozycji przeciwstawienia sobie wiary i prawa. Żydzi na odwrót,
niczym od dżumy separowali się od „chrześcijańskiego
zakwasu”, ze wszystkich sił starając się nie
dopuścić do konfrontacji wiary z prawem. W tym znaczeniu nie tylko w
genach chrześcijan zachował się judaizm, ale – wprawdzie w
stopniu mniejszym – chrześcijaństwo odnajdujemy w części
genów żydowskich. W tym przypadku sprawa dotyczy nie tylko
wzajemnego odpychania się, które można prześledzić i
w wielu innych sytuacjach – wspominając na przykład reformację i
kontrreformację. W przypadku judaizmu i chrześcijaństwa istotne
jest to, że rozdział między nimi powstał nie z powodu
bliskości, albo oddalenia w podejściach, ale z przyczyny samego
określania „podejścia” jako takiego.
Martin Buber w swoim dziele „Dwa typy wiary[1]”
napisał - „występują dwa i tylko dwa wzorce albo typy wiary...
Oba one pojawiają się w naszym zwykłym życiu. Pierwsza
forma wiary wyraża się w tym, że dowierzam komuś, nawet, u
jeśli nie będę miał „dostatecznych podstaw”, aby
zaufać danemu człowiekowi. Druga forma wiary polega na tym, że
ja sam bez „wystarczających podstaw” uznaję prawdziwość
czegoś. Jeden z tych typów wiary został wysublimowany przez
Żydów, drugi przez chrześcijan”.
Innymi słowami można stwierdzić, że
Buber porównuje podstawowy żydowski typ bezpośredniej
przedrefleksyjnej wiary z hellenizowanym typem teologicznym. Zwraca on na to
szczególnie uwagę pisząc - „Jeśli rozpatrujemy rozmowy
Jezusa z jego uczniami, znajdujące się w Ewangeliach synoptycznych i
u św. Jana, w charakterze dwóch etapów jednej drogi,
zauważymy od razu, co na tej drodze zostało osiągnięte, a
co utracone. Osiągnięta została najbardziej wzniosła ze
wszystkich teologii. Za osiągnięcie to przyszło jednak
zapłacić prostą, konkretną dialogiką pierwotnego
człowieka Biblii, dialogiką zawierającą wieczność
w duchu nie ponadczasowym, a w głębi teraźniejszego momentu. W
tym sensie Jezus oryginalnej tradycji jest nadal jeszcze człowiekiem
Biblii, ale Jezus teologii już nie jest nim”[2].
W swoich poszukiwaniach, Buber pokazuje w istocie, że w przypadku judaizmu
i chrześcijaństwa, mamy do czynienia nie z dwoma wiarami, a
właściwie z dwoma typami jednej i tej samej wiary. Obserwacja ta jest
bardzo ważna i cenna.
Rzeczywiście, mimo ogromnej ostrości wzajemnych
napaści, którymi w ciągu wieków wymieniali się
Żydzi i chrześcijanie, nie można nie zauważyć, że
i jedni i drudzy nie tylko opierają się oni na jednym i tym samym
źródle, Biblii Hebrajskiej – TANACH, - „Pisanej Torze”, ale
także „ustne” wypowiedzi Żydów i chrześcijan są
dość zbieżne.
Jak błyskotliwie zauważył autor
chrześcijański Hans Uko: „Kościół
chrześcijański narodził się w świecie judaizmu i
posługuje się prawie tym samym językiem. O Kościele zawsze
będzie mówić się tak, jak kiedyś było
powiedziane o Piotrze „na pewno i ty jesteś jednym z nich, bo i twoja mowa
cię zdradza” (Mt 26:73). Jednak, podobnie jak Piotr,
Kościół często negował swoje pochodzenie, swoje
dziedzictwo judejskie”[3]
Zrozumiałe,
że główna różnica w stanowisku Żydów i
chrześcijan wynika z ich stosunku do osoby Nauczyciela z Nazaretu. Dla
chrześcijanina podstawa jego religii zbudowana jest na zaufaniu do Jego
osoby, kiedy dla Żyda Jezus w najlepszym wypadku jest pozbawiony
jakiegokolwiek autorytetu.
Kwestię osoby Jezusa i stosunku Żydów do
niego rozpatrzę w zakończeniu niniejszej pozycji, bo ten punkt
dziś wreszcie rzeczywiście wydaje się kluczowym. Jednak nawet,
jeślibyśmy na razie nie postawili jeszcze kwestii „personalnych”,
mówiąc wyłącznie o zawartości nauki wiary (zwykle
kopie łamie się z tego właśnie powodu), to wskazanie na to,
czym wiara żydowska różni się od
chrześcijańskiej, nie jest bynajmniej łatwe.
We wszystkich punktach słynących z tego, że
są przykładem waśni, w rzeczywistości występują
zawsze punkty styczne.
Rozmyte granice
Tradycyjnie
przyjmuje się, że chrześcijaństwo opiera się na
powszechnym przebaczeniu i miłosierdziu, kiedy judaizm wszystko
odważa i rozlicza. W Kazaniu na Górze jest mowa: „Nie
sądźcie, abyście nie byli sądzeni”, (Mt 7:1), albo
„Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za
tych, którzy was prześladują” (Mt 5.44). A w jednym ze
swoich listów Apostoł Paweł napisał:
„Błogosławcie tych, którzy was prześladują.
Błogosławcie a nie złorzeczcie (...) Umiłowani, nie
wymierzajcie sami sobie sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście
[Bożej]. Napisano, bowiem: Do mnie należy pomsta, ja wymierzę
zapłatę – mówi Pan, - ale: „Jeżeli nieprzyjaciel
twój cierpi głód – nakarm go. Tak, bowiem czyniąc,
węgle żarzące zgromadzisz na jego głowę”. (Rim
12.14-20)
Jest charakterystyczne, że w udzielanym pouczeniu,
Paweł opiera się na dwóch wypowiedziach starotestamentowych:
„Moja jest odpłata i kara”(Pwt 32.35) i „Gdy wróg
twój łaknie, nakarm go chlebem, gdy pragnie, napój go
wodą – żar ognia zgromadzisz na nim, a Pan ci za to zapłaci” (Prz
25.21).
Żydzi jednak również umieją
wyciągać właściwe wnioski z tych dwóch
źródeł. W traktacie „Pirkej Awot” (4.24) powiedziano: „Kiedy
wróg twój pada – nie raduj się; kiedy potyka się –
niech nie cieszy się serce twoje. Pan zobaczy, uzna to za niegodziwe i
swój gniew odwróci od niego, kierując go na ciebie”.
Więcej, wszystkie żydowskie ruchy charyzmatyczne
typu chasydzkiego stawiali „nie sprzeciwianie się” na pierwszym planie. W
księdze „Sefer chasidim” Jehudy Chasyda z Wormacji, żyjącego w
XII wieku jest powiedziane: „Istota chasyda polega na tym, aby on w
każdych warunkach z pobłażliwością, a bez
srogości przyjmował to, co jest wyznaczone. Można wyrazić
to prościej stwierdzając, że jest to pouczenie, aby chasyd w
swoich własnych interesach nie opierał się wyłączne na
literze Tory”.
W księdze „Tanija” (19) mówi się w
związku z tym: „Mózg posyła do serca swój wpływ i
władzę nad duchem, aby skłonić go do działań
zupełnie przeciwnych. Należy postępować z człowiekiem,
na którego skierowane są takie uczucia bardzo delikatnie i po
przyjacielsku. Znosząc przy tym wszystko z jego strony cierpliwie, aż
do ostatecznej granicy, nie gniewając się na niego - zachowaj
Boże - a także nie odpowiadając mu pięknym za nadobne - zachowaj
Boże - a przeciwnie, odpowiadając dobrem na zło, jak jest
napisane w księdze, „Zohar”, czego można nauczyć się na
przykładzie postępowania Józefa z jego braćmi”
Czasami można usłyszeć opinię, że
istotą podejścia chrześcijańskiego jest radykalna przemiana
natury człowieka, jaka nastąpiła w wyniku upadku na skutek
popełnionego grzechu pierworodnego. Judaizm zaś uznaje naturę
ludzką za w swych podstawach niezmienną..
Nie jest to – w judaizmie - bynajmniej jednoznaczne. Na
przykład Moses Chaim Luzatto (1707 – 1746) pisze na temat upadku w wyniku
grzechu pierworodnego w następujący sposób: „W prawdziwej
swojej istocie, ród ludzki nie utracił najwyższej ze swoich
postaci - wśród wszystkich postaci, jakie były w jego
posiadaniu - przed momentem popełnienia grzechu. Pierwszy człowiek
nie został całkowicie odrzucony - na, tyle - aby nie był w
stanie powrócić na wyższy stopień, ale aktualnie znajduje
się on na stopniu niższym” (Moses Chaim Luzatto, „Droga
Stwórcy” II 4:3)
Oczywiście, że takie określenie dopuszcza
bardzo różne traktowanie problemu, włączając
również w to wizję chrześcijańską. Odkupienie
bowiem możliwe jest tylko dzięki temu, że w człowiek u
swoich podstaw zachował człowieczeństwo, nawet wtedy, gdy znajdzie
się na ostatnim jego stopniu.
Porównując judaizm z
chrześcijaństwem, nie można nie zaznaczyć ich biegunowo
różnego stosunku do małżeństwa. Dla
chrześcijaństwa życie rodzinne tradycyjnie wygląda jako
sfera wroga religii, jak sfera, którą należałoby wzgardzić.
Dla judaizmu małżeństwo stanowi nieodzowną podstawę
religijną Rzuca się tu w oczy komplementarność
przeciwstawnych podejść. Nie jest możliwe negowanie faktu,
że w kwestii małżeństwa nauczania żydowskie i
chrześcijańskie, także uzupełniają się. Jak
powszechnie wiadomo, protestantyzm odrzucił życie monastyczne, a
szwedzki mistyk Emanuel Swedenborg, którego nauka stanowi podstawę
dla paru wspólnot chrześcijańskich, dostrzega w
małżeństwie podstawy życia duchowego, a nawet uważa,
że prawdziwe małżeństwo możliwe jest tylko
wśród chrześcijan. Judaizm ze swej strony, jest też
zdolny do docenienia pozytywnych stron celibatu. W żadnym wypadku judaizm
nie widzi w długotrwałej wstrzemięźliwości
płciowej niczego grzesznego, jeśli jej motywem są studia nad
Torą. W Gemarze przytoczone jest parę historii mędrców,
którzy latami żyli w oddaleniu od swoich żon.
Często poglądy i Żydów, i
chrześcijan są zbieżne w tym, że chrześcijanie
wierzą w cierpiącego i słabego Mesjasza, a Żydzi w
triumfującego. Ale po pierwsze, chrześcijanie wierzą w
powtórne przyjście, które będzie właśnie
„triumfalnym”, a po drugie judaizm też zna obraz cierpiącego
mesjasza. Zgodnie z jedną talmudyczną Haggadą (Sanhedryn
98.ŕ) Mesjasz żebrze u bram Rzymu, a w traktacie Sukka (52a) utrzymuje
się, że Mesjasz będzie zamordowany. Co zaś dotyczy
towarzyszących przyjściu Mesjasza klęsk, to wiara w nie odbita w
trwałym pojęciu «chewlej Masziach» (mesjańskie
żałości)
Niekiedy można usłyszeć, że judaizmowi
obca jest chrześcijańska idea odkupienia, cierpienia sprawiedliwego
dla obcego, wobec niego, grzesznika. Te twierdzenia też nie są prawdziwe.
Na przykład w Talmudzie jest mowa: „Rzekł rabbi Ami: „dlaczego
opowieść o śmierci Miriam sąsiaduje z zapowiedziami o
czerwonej jałówce?” Owa czerwona jałówka bowiem dana
dla odkupienia, tak śmierć sprawiedliwego jest odkupiająca.
Rzekł rabbi Eliezer: dlaczego w opowieści o śmierci Aarona
wspomina się o szatach kapłańskich? Tak jak szaty
kapłańskie służą dla odkupienia, tak też
śmierć sprawiedliwych ma moc odkupiającą” (Moed Katan 28.a)
W niektórych wypadkach odkupiająca rola
sprawiedliwego jest nawet traktowana za
decydującą przy zbawieniu grzesznika. W tej sprawie, w taki
sposób wypowiadał się nawet nie cadyk chasydzki, a sam Gaon z
Wilna, przywódca mitnagelów. Był on przekonany, że:
„Ten, kto źle obchodzi się z ludźmi nie podniesie się z
gehenny, dopóki nie wydobędzie go z niej sprawiedliwy” (Ewen Szlema
10:20)
W księdze „Zohar” (3.146) mamy następujący passus:
„Rzekł rabbi Josi: W czasie, kiedy dzieci ziemi okazały się
winne wobec Świętego – niech będzie błogosławiony -.
prowadzi On rozmowę z tym sprawiedliwym, który znajduje się we
Wszechświecie.
- Prowadzi ją po to, aby
usłyszeć modlitwę za mieszkańców Wszechświata i
pojednać się z nimi. Co czyni Święty – niech będzie
błogosławiony? Rozmawia z nim o grzesznikach ziemi. Mówi,
że wszystkich ich wygubi i tylko jemu jednemu wyrządzi dobro.
- Jak postępuje wówczas ten
sprawiedliwy? Zapomina o sobie i niesie cały Wszechświat, aby
Święty, niech będzie błogosławiony, pojednał
się z nimi”.
W tej relacji ostrość traci nawet ta
różnica między judaizmem i chrześcijaństwem,
która wydaje się być całkowicie oczywista. - Stosunek do
idei komunii. Żyd bowiem wypełnia nałożoną na niego
misję samodzielnie, a chrześcijanin widzi swoje zadanie w tym, aby
samemu przyłączyć się do rezultatów cudzej misji.
Doświadczeniem chrześcijańskim jest w pierwszej kolejności praktyka komunii.
Ale analogiczna idea znajduje swoje wyrażenie także w judaizmie, a
dokładniej w doświadczeniu chasydyzmu. Chasyd też w pierwszej
kolejności zdaje się na zasługi swojego cadyka, swojego
Sprawiedliwego, a nie siebie samego.
Żydzi szczycąc się swoją
zdolnością znajdowania sensu w codziennych radościach
przynoszonych przez życie często przypisują
chrześcijaństwu zbędny ascetyzm. Chrześcijanie zaś - z
jednej strony podkreślają, że widzą zadanie swojej ascezy w
tym - aby „uświęcić ciało”, a z drugiej strony, dla
Żydów - konfrontacja między duszą z ciałem -
również nie jest obca. W „Zoharze” ciało nie jednokrotnie
nazwane zostało „wężową skórą”, a Maharal
naucza, że sprawiedliwy powinien jadać niewiele i szybko, aby nie
delektować się nazbyt zmysłowym smakiem pokarmów. W
Taniji (32) powiedziano: - „Pogarda i wstręt do ciała i
radość związana jedynie z duszą – są prostą i łatwą
drogą do tego, aby wypełnić przykazanie „Kochaj bliźniego
swego jak siebie samego”.
Jak już zaznaczałem, przyjmuje się, że
chrześcijanie przeciwstawiają sobie wiarę i działanie,
konfrontując je ze sobą. - „Sądzimy, bowiem, że
człowiek osiąga usprawiedliwienie przez wiarę, niezależnie
od pełnienia nakazów Prawa” (Rim 3.28). Natomiast wiara
żydowska przejawia się głównie, jeśli nie
wyłącznie, w „działaniu” w wypełnianiu przykazań. -
„Traktuj poważnie łatwe przykazania, tak jak i te surowe, bo nie
tobie znać nagrodę za ich przestrzeganie” (Pirkej Awot 2.1).
Ale w rzeczywistości wiara oddziela się i przeciwstawia się
Prawu nie tylko w Nowym Testamencie, ale także w Talmudzie. Na
przykład - „Sześćset trzynaście przykazań zostało
dane Izraelowi. Kiedy przyszedł Habakuk sprowadził je do jednego, tak
jak napisano: „Sprawiedliwy będzie żyć swoją wiarą”(Makot
24a)
Zrozumiałe, że na tle stosunku do
niezbędności przestrzegania Praw Tory, nastąpiło
rozejście się między Żydami i chrześcijanami.
Żydzi podstawę swojej religii widzą w skrupulatnym wypełnianiu
przykazań, a chrześcijanie dostrzegają w Prawie środek
tymczasowy – „wychowawcę, który miał prowadzić ku
Chrystusowi” (Gal. 3.24).
Wrócę jeszcze do tej sprawy oddzielnie. Na razie
wspomnę, że nie ma sensu zestawienie judaizmu i
chrześcijaństwa w kwestii ich stosunku do prawa, już tu na
początku niniejszych rozważań. Prawo przecież zostało
dane wyłącznie Żydom. Żydzi nie wymagają od wszystkich
nie-Żydów, w ich liczbie chrześcijan, aby ci dokonywali
obrzezania się i ubierali się w teflin.
No, a gdzie dogmaty kościelne? – zapyta mnie w tym
miejscu każdy. Wyraźnie widać, że to tu właśnie
tutaj zachodzi zasadnicza różnica. Nauka o trójcy i
bogowcieleniu, na jakich opiera chrześcijaństwo, stanowi radykalne
rozejście się z wierzeniami Żydów. Można jednak
udowodnić, że rozejście to, wcale nie jest aż tak
jednoznaczne.
Dwa symbole wiary
Staram się tu ukazać, że
judaizm – stosując określone terminy - dobrze zdaje sobie sprawę
z istoty wyobrażeń stosowanych w chrześcijaństwie.
Wyobrażenia chrześcijańskie – takie jak nauka o „jedności w
trójcy” i o „bogowcieleniu” tylko
pozornie, radykalnie różnią judaizm od
chrześcijaństwa .
Kabała, bowiem „rzeczywiście wyróżnia
w Najwyższym dziesięć „sefir” transformujących się w
pięć oblicz Bożych - „parcufów”. Dwa z tych
„parcufów” nawet nazywają się Ojciec i Syn. Kabała
także uznaje, że Sprawiedliwy jest samym Najwyższym na ziemi
Na temat żydowskiej koncepcji
roli sprawiedliwych, poprowadzę jeszcze osobną rozmowę, w
aspekcie dziesięciu „sefir” i pięciu „parcufów”. Na razie,
jest istotne zaznaczenie, że judaizm opisując życie „oblicz
Bożych”, konsekwentnie odstępuje od racjonalistycznej oceny ich
statusu. Dla Żydów nieistotna jest ta sprawa, od której
właściwie zaczyna się chrześcijaństwo; czyli pytanie o
wzajemne relacje pomiędzy postaciami - imionami Bóstwa,. danymi nam
w bezpośrednim doświadczeniu religijnym? Judaizm uchyla się
przed postawieniem pytania o formalno– logiczne relacje jedności Boga z
dziesięcioma jego „sefirami” i pięcioma „parcufami”.
W chrześcijaństwie również mamy
warstwę przedracjonalną. W Ewangeliach nie powiedziano przecież
ani jednego słowa na temat „Trójcy”, Ewangelie jedynie
wspominają imiona Boże: - „Ojciec”, „Syn” i „Duch Święty”.
Chrześcijaństwo jako religia zaczęło się od
próby dokonania racjonalnej analizy związków między
tymi imionami. Chrześcijanie opisali wszystkie możliwe typy
wzajemnych relacji, sformowało swój pogląd ortodoksyjny,
który został sformułowany jako reakcja, w konfrontacji z
wielością poglądów heretyckich. W taki sam sposób
została początkowo sformułowana koncepcja dynamizmu i modalizmu.
Zwolennik pierwszej z tych koncepcji, Paweł z Samosaty (III w.), był
przekonany, że ponieważ Bóg jest jedyny, to Syn i Duch nie
są pełnymi osobami, a tylko siłami jedynego Bóstwa.
Zwolennik modalizmu, Sabeliusz (IV w.) nauczał, że osoby
trójcy, są tylko formami w których jedyne Bóstwo
wyraża się
Dogmatyczna zasada jedności w Trójcy świętej
(wykorzystująca dialektykę neoplatońskiej „trójcy” -
„jedność – rozum – dusza”) formowała się w polemice z,
subordynacjonizmem, którego pierwszym wyrazicielem był Ariusz.
Dogmat o Trójcy św. w ogólnym zarysie sformułowany
jeszcze przez świętych Tertuliana i Atanazego Wielkiego, został
dopracowany przez świętych kapadockich - Grzegorza Teologa, Bazylego
Wielkiego Grzegorza z Nyssy. Nauczali oni o jedności w Bóstwie
wszystkich Osób Trójcy, włączając Ducha.
Później kierunek ortodoksyjny musiał zmierzyć się z
tryteizmem, według którego Istota ogólna, może
przejawiać się jedynie w trzech oddzielnych Istotach
.
Jeśliby chrześcijanie zechcieliby uznać
księgę „Zohar” za swoje źródło kanoniczne,
niewątpliwie zaczęliby od wyjaśniania relacji, od tego, w jaki
sposób przedstawione w niej
Boże postaci i Boże imiona odnoszą się wzajemnie do
siebie. Zaczęliby zastanawiać się, w jakich one formalno - logicznych
relacjach znajdują się między sobą, pod względem ich
atrybutów albo istoty, hierarchicznie albo racjonalnie itd. itp.
Rozumiejąc to, wielu filozofów żydowskich
(Abulafija, rabbi Eljahu z Kandii) - w swoim czasie krytykowało
kabalistów - za ich bliskość do chrześcijaństwa, a z
drugiej strony kabaliści chrześcijańscy (na przykład
Giovanni Pico della Mirandola) widzieli w żydowskiej Kabale potwierdzenie
poglądów chrześcijańskich.
Jak widzimy, judaizm tez dopuszcza pewne
zróżnicowanie wnętrza Bóstwa Tym, czego on zdecydowanie
zabrania jest prowadzenie pogłębionej analizy tego właśnie
zróżnicowania. Żydzi zawsze powiedzą, że ich
„Piątka”, jest czymś zupełnie innym niż chrześcijańska
„Trójca”, ale mają poważne kłopoty w wyjaśnieniu, na
czym ta „inność” polega. Konsekwentne wytłumaczenie kwestii, czy
„sefiry” należy rozumieć jako atrybuty Boskości, czy jako jej
„postaci” można znaleźć jedynie u świeckich uczonych, na
przykład u Gerszoma Szolema albo Mosze Idela, a nigdy u samych
kabalistów, przynajmniej nie u kabalistów czasów
nowożytnych.
W literaturze popularnej, „sefiry” nazywa się niekiedy
„atrybutami Najwyższego”, ale ich wyrażenie w kulcie bynajmniej nie
jest takie, jakie zwykło się oddawać „atrybutom”.
Spośród prób uchwycenia tego, czym są sefiry,
najbardziej charakterystyczne są rozważania filozofa żydowskiego
z XIV w.. Eljahu ben Eliezera z Kandii, przytoczone w jednej z analiz Mosze
Idela: - „Są tacy, którzy mówią, że
dziesięć sefir jest już samym Wszechświętym. Są
też tacy, którzy nie uważają sefir za samego
Wszechświętego, ale jedynie za właściwe Jemu kategorie
(atrybuty). stanowiące Jego pierwowzór. Są też tacy,
którzy mówią, że te sefiry nie stanowią ani samego
Wszechświętego, ani jego atrybutów, a jedynie są
czymś znajdującym się między Wszechświętym a
całym jego stworzeniem..... Są wreszcie tacy, którzy
mówią, że istotą, sefir są atrybuty Boskie,
poruszające się po drodze Izmaelitów.... Izmaelitom zaś
wystarczają trzy mądrości, siła i wola, a te zmierzają
dalej. Właściwą drogę znaleźli ci, którzy
wybrali podejście trzecie, łączące drogę
kabalistów z drogą filozofów, oni podążają
właściwie”
אידל,
משה, תארים
וספירות
בתיאולוגיה
היהודית,
מחקרים בהגות
יהודית.
עורכים: שרה א.
הלר וילנסקי,
משה אידל.
ירושלים:
הוצאת מאגנס,
תשמט 87-111
Zamiast tego, aby podążać tą
trzecią drogą, nie satysfakcjonującą duszy religijnej,
Żydzi postanowili po prostu nie podejmować pytania o sefiry, a tym
samym w pełni zerwali wszelkie związki między „wiarą” i
„teorią”.
Co jest przyczyną takiej rezygnacji,
szczególnie dobitnie można ukazać odwołując się
do nauki chrześcijan o wcieleniu, która jest w znacznie jeszcze
wyższym stopniu nie do przyjęcia dla judaizmu.
Idea bogowcielenia
jest przyczyną kluczową, przeciwstawiającą sobie wzajemnie
judaizm i chrześcijaństwo. Rzeczywiście, dla
chrześcijaństwa, idea ta niesie niemal całe główne
ziarno Dobrej Nowiny. Judaizm zaś
implicite wyklucza możliwość sprzężenia
Wszechświętego z jakimkolwiek przedmiotem tego świata i widzi w
chrześcijańskim dogmacie o „wcieleniu się Boga w człowieka”
typowy przykład tak zwanego „współuczestniczącej
idolatrii[4]”, czyli
takiego kultu, w którym cześć oddawana Bogu Izraela jest
połączona z czcią oddawaną siłom przez Niego
stworzonym.
Rozejście się, dokonane między
chrześcijaństwem i judaizmem, ma rzeczywiście. charakter
zasadniczy. Z tego powodu muszę oddzielnie rozpatrzyć, w jak dochodzi
do tego, że z powodu dogmatu o bogowcieleniu, te tak wzajemnie
sprzężone ze sobą podejścia: judejskie i chrześcijańskie
zderzają się czołowo ze sobą.. Jednak nawet i ta sprawa
posiada swój aspekt specjalny, w którym specyfika judaizmu i
chrześcijaństwa, jako dwóch alternatywnych podejść
hermeneutycznych, nieuchronnie ujawnia się wyraźnie.
Jak nie
wydawałoby się to paradoksalne, ale właśnie w kwestii
wzajemnego przeciwstawienia sobie żydowskiego i
chrześcijańskiego stosunku do idei bogowcielenia, tak jak w
żadnej innej sprawie, można zauważyć dogłębne
sprzężenie, a nawet to, że wary te tworzą parę.
Rabbi Mosze ben Majmon (Rambam) z Kordoby
następującymi słowami wyraża logikę, wydawałoby
się odwiecznego żydowskiego podejścia, do sprawy
niemożliwości wcielenia Wszechświętego: -
„Różnica między Nim a stworzeniami nie jest tylko różnicą
między wielkim i małym, ale też różnicą
dotycząca rodzaju ich istnienia. Innymi słowami - należy
tłumaczyć każdemu - że Jego wiedza i nasza wiedza, Jego
potęga i nasza potęga różnią się między
sobą nie podobnie jak wielkie, różni się od małego,
a silne od słabego. i w innych podobnych relacjach. Bez wątpienia to
co silne i to co słabe,
upodobniają się wzajemnie do siebie w tym, że dotyczą
rodzaju. Można je wobec tego uchwycić za pomocą jednego
określenia. Natomiast wszystko to, co można przypisać Jemu,
różni się zasadniczo od atrybutów przynależnym
nam, we wszystkich aspektach, do tego stopnia, że w żaden
sposób nie można tego uchwycić za pomocą jednego
określenia”. (Rambam – „Przewodnik błądzących R 35)
Tym twierdzeniem Rambam (1135 – 1204) jakby
włączył się w dyskusję między Ibn–Ruszdiem (1125
– 1198) i Ibn Siną (Avicenną 980 – 1037) na temat tego, czy
egzystencja jest tożsama z istotą, w jakim momencie kształtuje
się istnienie mogące być substancją albo akcydensem
(substancja istnieje sama przez siebie, a akcydens przez uczestnictwo w innym).
Jeśli egzystencja nie jest tożsama z istotą, wtedy byt Boga i
byt człowieka są tym samym bytem - w takim sensie, że obaj
istnieją - obaj są. (Iibn-Sina).
Jeśli
zaś egzystencja jest tożsama z istotą, to byt substancji i
akcydensu, a także i byt różnych akcydensów,
różnią się wzajemnie, dlatego, że różne
są ich określenia (Ibn Ruszd). Byt Boga i byt człowieka
można pojąć albo jako jeden byt, różniący
się tylko stopniem doskonałości (stanowisko panteistyczne), albo
jak dwie różne rzeczywistości, nie połączone niczym,
oprócz tylko jednego słowa, bo przecież istota Boga zasadniczo
różni się od niedoskonałej istoty człowieka (droga
teologii negatywnej, którą wybrał Rambam). Sama zaś
alternatywa była traktowana przez obie szkoły jako jedyna
możliwa do pomyślenia, a Rambam, jak widzimy, był w
niektórych aspektach bliższy
Ibn-Ruszdowi, chociaż był daleki ot jego konsekwentnej
racjonalizacji Boga.
Św. Tomasz z Akwinu,
włączywszy się w ich polemikę (urodził się w
dwadzieścia lat po śmierci Rambama), znalazł swoje oryginalne
rozwiązanie problemu. Poddał on radykalnej analizie całą
tę kwestię. Zgodnie z Akwinatą, egzystencja nie jest ani
tożsama z istotą, ani oddzielną od niej. Dla wszystkiego, co
tylko istnieje - egzystencja stanowi rezultat włączenia istoty do
bytu w charakterze aktu. Dlatego też istota w stosunku do bytu ma się
jak potencja w stosunku do aktu. Byt u św. Tomasza stanowi zasadę
stojącą ponad wszystkim innym, w swojej istocie jest on jednak
sprowadzalny do innego: może
istnieć sam przez siebie samego (substancja) albo przez inne
(akcydens). Byt istniejąc sam przez siebie, może potrzebować czegoś innego
dla swojego istnienia (substancja materialna), albo jedynie siebie (subsystencja). Tylko
dzięki tej przewadze bytu i jednoczesnej jego
sprowadzalności do tego, co sam
byt czyni rzeczywistym, można mówić o analogii
bytu - albo wyrażając się inaczej - o specyficznym
podobieństwie Boga i człowieka jako analogii.
Nie trudno zauważyć, że ten sposób
dowodzenia filozoficznego stanowi kalkę filozoficzną „dogmatu o
bogowcieleniu”. Tak jak wcześniej Ojcowie Kościoła
określili Jezusa jako prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka,
twierdząc, że w nim łączą się człowiek i
Bóg ”bez pomieszania i nierozdzielne”, tak św. Tomasz z Akwinu
postąpił w filozofii z pojęciem „byt”.
Słownik encyklopedyczny niniejszymi słowami
charakteryzuje to nauczanie: «Analogii dla «bytu» neotomiści
dopatrują w tym, że pojęcie to służy
głównie dla uchwycenia różnych sfer, atrybutów
bytu: substancji i akcydensów, formy i materii,
nieskończoności i skończoności, Bożego i stworzonego
itd. w skończonym świecie dla zbudowania teologicznego obrazu
świata. Przyznanie analogiczności bytu wyklucza jego rozumienie jako
jednoznacznego albo wieloznacznego”. Przedstawiając to innymi
słowami, mamy następującą diagnozę: „analogiczne przedstawienie
bytu, oznaczające światopogląd o charakterze centrowym i
kompromisowym zadawala scholastykę katolicką. Zadawala ją,
dlatego, że jednoznaczność pojęcia bytu prowadzi do
utożsamienia Boga i przyrody, do panteizmu, a jego
wieloznaczność wykopuje przepaść między Bogiem i
przyrodą, prowadząc tym samym do radykalnego dualizmu, a w wyniku
ostatecznym do teologii negatywnej[5]»
Wskutek tego, nawet spojrzenie z zewnątrz z
łatwością ujawnia pozytywne strony teologii
chrześcijańskiej i mimowolnie odkrywa słabe strony stanowiska
teologii żydowskiej, w której nieuchronnie następuje
podział na koncepcję „Przewodnika” prowadzącą do „teologii
negatywnej” i koncepcje „Zoharu” prowadzące do panteizmu.
Jednak przyjmowanie założenia, że w
istniejącej sytuacji, ”zrozumiałość” teologii
chrześcijańskiej przeciwstawia się żydowskiej
„niezrozumiałości” oznacza niepełne zrozumienie istoty problemu.
Rzeczywiście,
- chrześcijaństwo przyjąwszy Jezusa za prawdziwego Boga i
jednocześnie prawdziwego człowieka (a byt uznawszy za odrębny
akt mieszczący w sobie substancje i akcydensy), - z
łatwością umiało przeciwstawić sobie świat
znajdujący się ponad nami i świat znajdujący się
poniżej nas, uniknąć zarówno panteizmu, jak i dualizmu.
Ale to zostało dokonane jedynie dzięki temu, że
całość omawianej problematyki
skoncentrowała się na chrystologii. W chrystologii, czyli w
nauce o podwójnej naturze Chrystusa, problem ten jest tak samo
zdezintegrowany, jak zdezintegrowany jest on w judaizmie w stosunku do obrazu
całego świata. Wszystkie te paradoksy zaczęły ujawniać
się dopiero w XX wieku w teologii porównawczej z
założenia niezgodnej ani z „chrystologią z góry”, ani i
„chrystologią z dołu”, wzajemnie ze sobą nie zgadzających
się tak jak i „Przewodnik” z
„Zoharem”.
Określenie granic paradoksu, umożliwiło
wypracowanie maksymalnie jasnych definicji, ale sam paradoks
chrześcijaństwa nie został rozwiązany i rozwiązany
być nie może.
Z tego, jak w samej istocie wizja „Przewodnika” i wizja
„Zoharu”, a także wizja „chrystologii z góry” z wizją
„chrystologii od dołu” są wzajemnie sprzężone ze sobą.
chrześcijaństwo nie zdaje sobie sprawy.
Tak
sprawa ta przedstawia się z jednej strony. Z drugiej strony świat
żydowski, uznawszy i „Przewodnik i „Zohar”, za swoje fundamentalne
źródła równym stopniu i pozostając przy tym
jedną wspólnotą, w rzeczywistości reprezentuje sobą
nie „ślepą uliczką”, a alternatywne rozwiązanie tego samego
problemu. Świat żydowski mieści w sobie obie te antynomiczne
pozycje, w ich pierwotnej i niezmąconej czystości, nie poszukując
rozumowego kompromisu między nimi.
W swoim czasie dyskusja była prowadzona bardzo ostro.
W pewnym momencie „arystotelik” Rambam skazał nawet „antropomorfistę”
Raawada na pozbawienie prawa do „udziału w życiu wiecznym” רמב'ם
משנה תורה .
הלכות תשובה .3.7) (Rambam Miszne Tora. Gihot Tszuba 3:7).
Następne pokolenia z jednakową
wdzięcznością wydają dzieła i jednego i drugiego.
Następne pokolenia zaliczają, w równej mierze, do swojego
dziedzictwa „Przewodnik” Rambama, jak i „Glosa krytyczne” Raawada.
Włączając oba te stanowiska do jednej i tej samej tradycji,
judaizm dokonuje w sferze „bytu” tego samego, czego chrześcijaństwo
dokonuje w sferze „myśli”, a mianowicie dokonuje sprzężenia ze
sobą światów, realizuje „analogię bytu”, a nie jedynie
snuje rozważania o niej. Judaizm jest fundamentalnie egzystencjalny, woli
mieć zawsze do czynienia z rzeczywistością religijną w
całej jej pierwotnej antynomiczności, a nie w okrągłych
intelektualnych formułkach.
Mówiąc o tej szczególnej właściwości
judaizmu, rabin Józef Sołowiejczyk napisał „Judaizm przyjmuje
dialektykę składającą się tylko z tezy i antytezy.
Trzeci zaś człon heglowskiej triady – pojednanie –dla niego nie
istnieje. Konflikt jest tu ostateczny, prawie absolutny. Tylko Bóg wie,
jak pojednać, my nie[6]”
Dzięki temu możemy dostrzec, że nawet w
punktach najostrzejszego ideowego rozejścia się, judaizm i
chrześcijaństwo reprezentują sobą nie tyle dwa stanowiska
wzajemnie wykluczające się, a tylko dwa typy jednej wiary,
połączone ze sobą w parę i znajdujące się we
wzajemnej relacji.
Jakiejkolwiek sfery
dotkniemy się, zauważymy, że religijne wyobrażenia
chrześcijan i Żydów, będą zawsze wzajemnie
rzucać na siebie cień, a różnice między judaizmem i
chrześcijaństwem ciągle będą nam wymykać
się.
Ale wobec tego, dlaczegoż odróżniamy
judaizm od chrześcijaństwa, tak samo od razu i jednoznacznie, jak
odróżniamy kobietę od mężczyzny? Co skłania
przytłaczającą większość ludzi do traktowania
judaizmu i chrześcijaństwo za religie odległe i niczym nie
powiązane ze sobą, którym zasadniczo nie dano
możliwości porozumienia?
Jak pamiętamy, Martin Buber w swoim dziele „Dwa typy
wiary” daje dostatecznie sugestywną odpowiedź na te pytanie. Wiara
Żydów jest bezpośrednia, wiara chrześcijan jest teoretyczna.
Jeden wierzy „komuś”, drugi „czemuś”.
Nasuwa się refleksja, że u podstaw
różnic między judaizmem i chrześcijaństwem leży
nie tyle prawda religijna, ile metody, które ją formują.
Metoda chrześcijańska jest metodą filozoficzną, prowadzi
ona poprzez sens ogólny ku szczegółom. Judaizm przeciwnie,
jest filologiczny, każde twierdzenie zawarte w nim, opiera się na
literze Pisma. Każda prawda, - niezależnie od tego na ile
ogólny charakter ona by miała - judaizm zawsze wyprowadza z tekstu,
zakorzenia ją w detalach.
Chrześcijaństwo czyta i wyjaśnia Pismo
wychodząc od doktryny o charakterze ogólnym
(„trójjedność”, „bogowcielenie”, „boży plan zbawienia”
itd.) Poszczególne słowa i detale nabierają znaczenia w
świetle ogólnej koncepcji, w pełni intelektualnej. Judaizm nie
dysponuje żadną przyjętą z góry koncepcją, a
odwołując się do źródła, przywiązuje
znaczenie nie tylko do każdej litery, ale nawet do sposobu, w jaki ją
zapisano – do rozmiaru i grubości, funkcjonuje też wielość
interpretacji, związanych nawet z kształtem graficznym liter.
Na przykład fakt, że Tora rozpoczyna się od litery «ב» - «bet», zamkniętej od
góry, z dołu i z tyłu, ale otwartej z przodu, mędrcy
objaśniają jako znak tego, że człowiek powinien zbadać
w pierwszej kolejności to, co wiąże się z tym światem,
po jego stworzeniu. Nie powinien zaś dążyć do
wniknięcia w to, co było przed stworzeniem świata, a także
starać się zgłębić to, co istnieje «ponad»
światem i «pod» nim.
Judaizm zakłada, że przekład Tory nie
stanowi ekwiwalentnego tekstu, wobec tego traktuje się go tylko.... jako
komentarz. Każde wydanie Tory opatrzone jest klasycznymi komentarzami,
obowiązkowo zawiera także przekład na język aramejski,
zwany przekładem Andekelosa. Przekład ten służy jednemu
jedynemu celowi - lepszemu przyswojeniu sobie tego, w jakim znaczeniu
mędrzec ten pojmował poszczególne słowa Tory
Stosunek chrześcijan do tekstów kanonicznych
jest zupełnie przeciwstawny: Chrześcijanie nawet swoje podstawowe
źródło - Ewangelię zachowali nie w oryginale, a
właściwie jedynie w przekładzie! Chrześcijańska
wspólnota naprawdę nie przywiązywała znaczenia do
autentycznych słów swojego Nauczyciela, dając
przekładając ponad nie same ich «sens ogólny», przytoczony w
języku greckim, lepiej przygotowanym do pełnienia takiego zadania.
Swoją
egzegezę, chrześcijaństwo rozpoczyna od ogólnego sensu,
który niespodziewanie otwiera się sensu («narodzenie z
wysokości»), judaizm pisany z unikalnej litery (uprawomocnionej przez
Narodzonego z Abrahama, Izaaka i Jakuba).
Dla chrześcijanina sens może nawet być
sprzeczny z literą Pisma. W każdym razie tak jest przyjmowane wiele
ze słów Ewangelii. Na przykład: «Słyszeliście,
że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb. A Ja wam powiadam: Nie
stawiajcie oporu złemu». (Mt 5.38).
Judaizm zna dobrze zasadę, zwaną «lifnim
miszurat adin» («między wierszami Prawa»), wraz z jej paradoksem
(polecenie wykonania więcej, niż to, czego wymaga Prawo). Ale judaizm
nawet i tę zasadę wyprowadza z litery. W tekście TANAH-u:
«Rabinowi Bar-Hananowi tragarze rozbili beczkę z winem, za co rabin
zabrał im ubrania. Wobec tego poszli oni do Reba. Powiedział on
(Rebe): «oddaj im ich ubrania» Ten zapytał «Czy jest to zgodne z Prawem?»
Reb odpowiedział: «Tak, abyś ty chodził drogą błogosławionych».
(Przypowieści 2.20). Rabin oddał im ubrania, a oni (tragarze)
oznajmili Rebowi: «Jesteśmy biedni, pracowaliśmy cały dzień
i jesteśmy głodni, a nie mamy niczego» Powiedział on (Rebe)
«Zapłać im». Rabin zapytał: «Czy jest to zgodne z Prawem?» (Reb)
«Tak, «przestrzegaj właściwych ścieżek» (2.20) (Bawa
Miecja 83.a)
Nawet nieformalne powołanie się na Prawo,
dążenie do tego, aby uczynić więcej, niż jest to
wymagane, nawet to - poszukuje dla siebie «formalnego» potwierdzenia w
słowach Pisma Świętego - w Przypowieściach Salomona (2.20)
(zgodnie z inną wersją, zasadę tę wyprowadza się ze
słów: «Pouczaj go o drodze, jaką winien chodzić, i o
uczynkach, jakie winien spełniać». (Wj 18.20)
Takie - charakterystyczne dla judaizmu - podejście do
tekstu wydaje się przeszywać go na wylot i rzeczywiście
różni się od podejścia chrześcijańskiego.
Słynne orzeczenie Jezusa «sobota dla człowieka, a nie człowiek
dla soboty» świat chrześcijański przyjmuje jako ogłoszenie
pewnej ogólnej idei ludzkiej osoby, której wartość jest
sama w sobie. Ale analogiczne wypowiedzi Talmudu mają zupełnie inny
charakter. Idea służebności soboty opiera się na konkretnym
wierszu Pisma (Kpł 18.5). Rabbi
Jonatan ben Józef powiedział: «Ponieważ sobota jest
święta dla was» - ona (sobota) jest przekazana w wasze ręce, a
nie wy w jej ręce» (Joma 85)
Skąd
chrześcijanin wie, że istnieje Jerozolima dolna i górna?
Według wszelkiego prawdopodobieństwa wie o tym z ogólnych idei
Platona, w których kontekście naturalnie znajduje się prawda
religijna. Ale dla Żyda istnienie dwóch Jerozolim oparte jest na
wierszu Psalmu: «Jeruzalem, wzniesione jako miasto gęsto i
ściśle zabudowane» (122.3) (121.3)
Oba te podejścia «starotestamentowy» filologiczny i
«nowotestamentowy» filozoficzny, niekiedy dziwacznie krzyżują
się w Ewangelii. W Kazaniu na Górze czytamy: «Dopóki niebo i
ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się
w Prawie, aż się wszystko spełni» (Ět 5.18).
Jest oczywiste, że Jezus w tych wypowiedziach
całkowicie jednoznacznie uznaje ogólno judejską wersję
pierwszeństwa Pisanej Tory. Z Tory zaś nie wolno usuwać nie
tylko żadnego z praw, żadnego słowa, a nawet żadnej
litery. Uważa się, że
całość, czyli - «Wszystko» - realizuje się w każdej
kresce, w każdym «י» - «jodzie», najmniejszej z liter
alfabetu hebrajskiego. Jest znamiennym i charakterystycznym, że w
zachowanym źródle chrześcijańskim - Ewangelii -
wprowadzono nie tę samą literę «י» «jod», co w oryginale żydowskim, tylko jej przekład
- grecką «ι» «jotę»! Nawet i tę literę chrześcijanie
woleli przetłumaczyć! I to gdzie? W tej samej wypowiedzi Jezusa,
która jak wydawać by się mogło, żadnego
przekładu w ogóle nie dopuszcza.
Nie stanowi to bynajmniej nieporozumienia, jest to
wewnętrzna konieczność religijna. Oryginały aramejskie nie
zachowały się, a tłumaczenia greckie i tradycja ustna
przetrwały jedynie dzięki temu, że tłumaczenia,
będące w pełni „wspólną” interpretacją
były znacznie bliższe duchowi nowej religii niż „dosłowny”
oryginał
Dając pierwszeństwo (przekładu przed
oryginałem) chrześcijaństwo postuluje Ideę całkowicie sprzeczną
z tą, którą wypowiadał Żyd Jezus. „Wszystko” dla
chrześcijan znajduje się świadomie poza tekstem, „cała
Tora” dla chrześcijan jest właściwie abstrakcją
(niezależnie od tego, że w nauce chrześcijańskiej zachowano
jednocześnie ziarno czysto religijne). Chrześcijanie są
przekonani, że sens Tory nie zawiera się w poszczególnych
„kreskach” i „jotach”, tylko w jej „uniwersalnej zawartości” i bez
najmniejszych wahań tłumaczą Biblię z języka na język,
zakładając, że jej „istota” nie zmienia się przy tym. W tym
sensie grecka „Jota”, zamiast hebrajskiego „Joda” w ustach ewangelicznego
Jezusa jest głęboko symboliczna.
Oczywiście chrześcijaństwo od samego
początku zauważało tę różnicę we
własnym podejściu, odróżniającym je od
podejścia Żydów. „Znaki pisma są u nich, a ich sens u
nas”, napisał św. Jan Chryzostom (Jan Chryzostom, „Rozmowy o
Księdze Rodzaju” 8.2)
Pogardliwy stosunek do podejścia żydowskiego
chrześcijanie przejawiali zawsze i wszędzie. Bardzo charakterystyczny
jest list Erazma z Rotterdamu (15.03.1518), w którym zniechęca on
swojego przyjaciela do nauki języka hebrajskiego. „Wolałbym, aby pan
więcej zajmował się greką, niż pańskimi
żydowskimi studiami... Uważam tych ludzi, z ich w najwyższym
stopniu chłodnymi historiami tylko za puszczających mgłą.
Talmud, Kabała, Tetragragramaton to puste nazwy. Sam wolałbym
widzieć Chrystusa zafascynowanego ideami Dunsa Scotta, niż wszystkimi
tymi bzdurami[7]”.
Różnica ta okazała
się fundamentalna i nieprzezwyciężalną i u swoich postawach
jedyną Jest ona kluczowa wśród wszystkich przyczyn
rozejścia się, które w takim kontekście nawet trudno
oceniać jako „rozejście się”, ale raczej jako powstanie
dwóch dopełniających się wzajemnie podejść
hermeneutycznych..
Przekaz kościelny, teologia jest jedynie pewnym sensem abstrakcyjnym, jest on zewnętrznym, całościowym, konceptualnym spojrzeniem na Biblię. Natomiast ustna Tora, to nie tyle jedna koncepcja, nie tyle stanowisko zewnętrzne, ile bezpośrednia kontynuacja Tory Pisanej. System Kabały nie jest systemem teologicznym, w najlepszym wypadku jest ona przypowieścią ujętą w schemat. Inaczej mówiąc, wszystko to stanowi ten sam pierwotny tekst (kontekst) Pisma. Chrześcijaństwo odnosi się do judaizmu nie po prostu jak jedna religia do drugiej, a raczej tak, jak jeden organ zmysłów odnosi się do drugiego, tak jak wzrok odnosi się do słuchu, jak filozofia odnosi się do filologii, jak teologia do przypowieści.
Filozofia i świat, teologia i przypowieść
nie przeliczają się bez końca jedna w drugą, tak jak
uważali chrześcijanie przez wszystkie minione wieki; z tego
właśnie czerpiąc swoje poczucie przewagi nad Żydami. Ten
brak punktów styczności, tą niemożliwość
współgrania można wyrazić językiem pojęciowym,
można też wyrazić językiem przypowieści, ale
języki te zawsze pozostaną różne. Można to naocznie
pokazać za pomocą definicji „przypowieści”.
„Przypowieść” jak pisze uczony (w danym przypadku
człowiek prawosławny, Sergiej Awierincew) – jest to gatunek
dydaktyczno – alegoryczny, w podstawowych cechach bliski baśni. W
odróżnieniu od niej, forma przypowieści nie jest zdolna do
izolowanego bytowania i powstaje jedynie w niektórych kontekstach, w
związku z czym dopuszcza ona brak rozwiniętej akcji i może
być zredukowana do prostego porównania, zachowującego jednak
szczególne napięcie symboliczne.”.
Chrześcijanin określi przypowieść dosyć bliskim, „wspólnym”
obrazem. W „Słowniku teologii biblijnej” jest napisane
„Przypowieść należy rozumieć jako pewną grę
symboli, czyli obrazów, które zostały wzięte z
rzeczywistości ziemskiej, aby określić nimi realność
Objawienia. (Historia święta, Królestwo...) i wymaga w
większości przypadków głębokiego wyjaśnienia”.
A jak judaizm określa przypowieść? Za
pomocą takiej samej przypowieści. „Przypowieść – naucza
judaizm, jest to świeca, za cenę, której, możliwe,
że niższej niż jeden pręt, ale zapaliwszy,
którą można odzyskać zagubioną złotą
obrączkę, można odzyskać w ogóle bezcenny skarb”.
Dla Izraela „pisma” to żywy, bezpośredni
„folklor” religijny, a dla Kościoła to „sens”, czyli jedyna
całościowa koncepcja. W tym zawarta jest podstawowa
różnica, która znajduje się u podstaw całego
rozejścia się między judaizmem i chrześcijaństwem.
Różnicę tę można porównać, jak to
już zaznaczyłem, do różnicy między filozofią i
filologią
Koncepcję filozofii i filologii jako dwóch
metod odkrywa się zwykle przy analizie tekstów filozoficznych.
Przekład takich albo innych dialogów Platona i traktatów
Arystotelesa staje zawsze przed dylematem, w jaki sposób
przetłumaczyć prawidłowo tekst, czy wychodząc od znaczenia
oddzielnego słowa zrozumieć ogólny sens danego passusu, czy
odwrotnie, wychodząc z ogólnego sensu zrozumieć, w jakim
znaczeniu użyto poszczególnych słów?
Łatwo zauważyć, że cały problem z
dziedziny hermeneutyki, który został wyjaśniony po raz
pierwszy przez Fryderyka Schleiermachera, jest ekwiwalentny w stosunku do
słynnego kręgu hermeneutycznego św. Augustyna: „Wierzę, aby
pojąć, pojmuję, aby uwierzyć”.
Widać, w jakim stopniu zasadą tą jest
przeniknięta zarówno cała teologia chrześcijańska,
jak i w ogóle myśl europejska. W każdym razie, rozpatrywany
wyżej dogmat podwójnej natury Chrystusa i zasada dwoistego statusu
pojęcia „byt” – całkowicie oddaje logikę kręgu
hermeneutycznego.
W interesującym nas aspekcie należy
zaznaczyć, że logika kręgu hermeneutycznego odbija się w
dwuczłonowości chrześcijańskiego źródła, w
Biblii. Odbija się w jej podziale na dwie podstawy kanoniczne - na «stary»
i «nowy» testament. Do tych okoliczności jeszcze powrócę, a na
razie ukażę, że zasada „kręgu”, prawdopodobnie
szczególnie nieoczekiwane i dobitnie, ukazuje się w teorii
kwantowej, w zasadzie dopełnienia Nielsa Bohra. Krótko
określę, na czym polega istota tego.
Zasady dopełnienia
Fizyka klasyczna udowodniła, że prawa
korpuskularne stanowią jedną kategorią praw opisujących
przenoszenie energii, któremu towarzyszy transport materii. Prawa falowe
stanowią kategorię zupełnie inną, opisującą
przeniesienie energii, któremu nie towarzyszy transport materii.
Praw tych nie można sprowadzić do jednej
ogólnej teorii, ponieważ one w żaden sposób nie są
styczne ze sobą. W klasycznej teorii przedmioty opisywane za pomocą
praw korpuskularnych, nie krzyżują się z obiektami opisywanymi
za pomocą praw fizyki falowej. Ale Niels Bohr postawił tezę,
że w mikroświecie rzeczywistość jest inna, że obiekty
fizyki kwantowej posiadają zarówno właściwości
falowe, jak i cząsteczkowe. W szczególności
prawidłowości falowe i cząsteczkowe spotykają się w
jednym obiekcie w -elektronie.
Paradoks, który na przestrzeni
wieków był uważany za przedmiot spekulacji teoretycznych i
wiary, nagle okazał się faktem naukowym! Przecież, jeżeli
elektron może być jednocześnie falą i cząsteczką,
tym bardziej byt może być jednocześnie substancją i
akcydensem., a syn Boży jednocześnie i Bogiem i człowiekiem.
Na jakiej logice bazuje ten paradoksalny związek nie
zestawialnych ze sobą właściwości? W swojej
książce „Od metanauki do logiki kultury” Władimir Salomonowicz
Bibler próbuje udowodnić, że teorie falowa i cząsteczkowa
stanowią wytwory dwóch różnych logik, dwóch
różnych idealizacji. Za teorią falową stoi logika „causa
sui” (samo przyczynowość), a za cząsteczkową – logika
„wzajemnego oddziaływania”.
Zasadę dopełnienia Nielsa Bohra, Władimir
Biblier wyprowadza z opozycji myślenia i bytu, której
dopracowała się filozofia europejska, a którą sam Bibler
próbuje przedstawić jako dialog logik. Dąży on do
udowodnienia, że sama logika, sam kosmos zaczynają się
rozdwajać.
Moskiewski filozof, Władimir Władimirowicz
Bibichin sformował w istocie tę samą zasadę w
następujących słowach: „Istotą tożsamości okazuje
się różnica, na ile będę utożsamiał jeden
i ten sam przedmiot z samym sobą. Dany przedmiot, który
wcześniej spokojnie był przedmiotem jednym i tym samym, z powodu
utożsamiania stanie się czymś innym![8]” Inaczej
mówiąc, wystarczy dokonanie porównania się z samym
sobą, aby się rozdwoić!
Dopiero w tym kontekście Bibler rozpatruje i
przedstawia teorię kwantową: „W mikrocząstce, tak jak ona jest
rozumiana przez teorię kwantową, mamy do czynienia z projekcją
dwóch wyidealizowanych przedmiotów: jako byt należy
rozumieć ją już jako punkt mający przyczynę
działania w sobie, a w wykonywanych przez nią ruchach, jeszcze jako
punkt „wzajemnego oddziaływania”. Jedyny możliwy przedmiot
przyszłej logiki (....) Inny - klasyczny obiekt naturoznawstwa: „Teoretyczna
jedność, połączona dzięki zasadzie dopełnienia -
jest jednością podmiotu przekształcającego jedną
hipostazę teorii kwantowej w inną, jedną
określoność w inną. Jest to jedność
przedmiotów wychodząca poza ramy takiego albo innego schematu
teoretycznego, ale wymagającego ich „dopełnienia” (wzajemnego
przekształcenia?). Sam przedmiot musi być uchwycony w punkcie
przejścia, przekształcenia jednej logiki w drugą, jednego typu
teorii w drugi”. Jeszcze raz podkreślę, że tu mowa jest o
dwóch logikach, różnice teorii wynikają z podstawowych
ideologizacji punktu „causa sui” (samoprzyczynowość) i punktu
„wzajemnego oddziaływania[9]”
Sam Bibler nie zwrócił na to uwagi, ale
oczywiście, że opisana przez niego konfrontacja logik, nie
występuje nigdzie w formie tak ostre, jak w problemach psychofizycznych.
Duszy zmierzyć się nie da, nie można jej wykryć za
pomocą żadnego urządzenia. Dusza i ciało są
połączone w jedność, ale natura ich związku nie jest
możliwa do opisu w „cielesnych” kategoriach.
Jeszcze Leibniz zaznaczał,
że dusza jako substancja nie może nigdy mieć żadnych
punktów stycznych z inną – substancją mierzalną - bo
są one wzajemnie nieprzenikalne, a sprzężenie duszy i ciała
był on w stanie objaśnić jedynie harmonią ustanowioną
przez Stwórcę.
W ten sposób problemy psychofizyczne stanowią
najczystsze i najautentyczniejsze przypadki sprężenia ze sobą
dwóch granicznych logik - logiki samoprzyczynowości i logiki
działania na inne przedmioty - (duszę opisuje «metafizyka» za
pomocą logiki samoprzyczynowości, a ciało opisuje fizyka za
pomocą logiki «wzajemnego oddziaływania»).
Tajemnica równoległości psychofizycznej,
nierozwiązywalna metodami logiki klasycznej, staje się możliwa do
wyjaśnienia za pomocą terminów teorii dopełnienia. Człowiek
jest jednocześnie i duszą i ciałem, tak jak elektron jest
jednocześnie falą i cząsteczką! Dychotomia psychofizyczna i
dualizm korpuskularno- falowy odzwierciedlają tę samą
rzeczywistość, która jest do opisania za pomocą teorii
dopełnienia.
Odpowiednio dopełniającymi się - według
Biblera - okazują się religia i filozofia. Zaznaczając
alternatywność stanowisk religijnych i filozoficznych, Bibler pisze:
«Profesjonalizm filozofa zachowuje osobiste ugruntowanie się
wątpliwości. Do tego zachowuje to osobiste ugruntowanie
wątpliwości w szeregu definicji, w których rzeczywiście
powstaje coraz większe pole dla dopełnienia - w bohrowskim znaczeniu
tego słowa - filozofii i religii[10].
Zbędne jest mówienie, że w danym
kontekście – mam tu na myśli przede wszystkim filozofię
egzystencjalną - czyli filozofię w istocie alternatywną wobec
religii, która pretenduje do tego, aby być religią.
A taka «religijność filozoficzna» w
rzeczywistości łatwo wpisuje się w tradycję
chrześcijańską. Ogólna bowiem filozoficzność
religii chrześcijańskiej, o której mówiłem
wyżej, z czasem narodziła zupełnie nietradycyjne formy
duchowości.
W swoim dziele «Religia w granicach czystego rozumu»
Immanuel Kant w następujących słowach wyrażał te
powszechne ustalenia, które można nazwać «credo»
milionów ludzi epoki nowożytnej, którzy zerwali z
tradycją kościelną, ale z tego powodu nie stali się
ateistami. «Wszystko, co człowiek powyżej dobrego wzorca życia
uznaje za możliwe do uczynienia, aby stać się miłym Bogu,
stanowi iluzję religii fałszywą cześć oddawaną
Bogu[11]»
Kant traktował taki typ autonomicznej
religijności za oczyszczoną formę chrześcijaństwa.
Napisał: „Nauczyciel ewangeliczny ogłosił siebie
wysłannikiem nieba i z wysokości majestatu swego poselstwa głosił
nie niewolniczą wiarę (w dni nabożeństw, formuły i
obrzędy), samą z siebie marną, a przeciwnie - głosił
On wiarę moralną, która jako jedyna uświęca
człowieka, „tak jak święty jest Ojciec wasz w niebie”, i
która dobrym życiem udowadnia swoją prawdziwość,
ogłosił jako jedyną służącą zbawieniu duszy[12]”.
Za prawdziwego jednak proroka takiej filozoficznej
autonomii religijnej, która w pełni odrzuciła tradycję,
można uznać Sorena Kierkegaarda (1813-1855), który
posiadając wykształcenie teologiczne i poglądy konserwatywne,
zbuntował się przeciwko Kościołowi jako głównej
opoce konserwatyzmu politycznego. Kierkegaard nazywał
religijność tradycyjną „karykaturą autentycznego
chrześcijaństwa”. W specjalnie wydanej przez niego odezwie
antyklerykalnej, Kirrkegaard twierdził, że udział w ceremoniach
kościelnych to „uważanie Boga za durnia”
Napisał on -
«Różnica między teatrem a kościołem polega na tym,
że teatr uczciwie i słusznie przyznaje, że nim jest,
kościół zaś, w odróżnieniu od teatru, na
wszelkie sposoby fałszywie próbuje ukryć, że też nim
jest[13]». W naszych czasach poszczególni
wierni nie walczą już z tradycją kościelną, ale tym
nie mnie oni nadal próbują realnie przeciwstawić jej
alternatywę duchowną.
Kiedy Bibler mówił o
przeciwieństwach między filozofią i religią, w znacznej
mierze miał on na widoku właśnie takie przeciwieństwo -
filozof naszych czasów jest
samowystarczalny religijnie, wobec tego od samych podstaw nie przyjmuje
religijnej tradycji
Ciekawe, że «filozofowie» godząc się zwykle
w końcu ostatecznie z chrześcijaństwem kościelnym, za swoje
prawdziwe i główne «antypody» uznawali judaizm. W każdym razie
w dziele Kanta «Religia w ramach czystego rozumu” judaizm jest cały czas
przedstawiany w charakterze idealnego wzorca fałszywej «statutowej»
religijności. Kant napisał między innymi: «Możemy
wykładać historię tylko tego Kościoła, który od
samego początku zawierał w sobie zarodek i zasady obiektywnej
jedności prawdziwej i powszechnej wiary religijnej, do której
dochodzi on coraz bliżej. Wtedy okazuje się, że przede
wszystkiem wiara żydowska, w swojej całości, nie posiada w
istocie żadnych punktów stycznych z tą wiarą
kościelną, której historię chcemy przeanalizować,
czyli nie znajduje się w żadnej jedności pojęciowej, mimo
tego, że jest jej bezpośrednią poprzedniczka - fizyczną
przyczyną powstania[14]». W tym
punkcie przeciwstawienie sobie chrześcijaństwa i judaizmu, w
charakterze sprzeczności między myślą i bytem,
filozofią i filologią, teologią i folklorem
osiągnęło swoje wyrażenie krańcowe..
W Talmudzie została sformułowana paradoksalna
zasada, możliwe, że ona tak jak żadna inna otwiera
całą swoistą perspektywę religijności żydowskiej.
Brzmi ona: «Ten, kto wypełnia przykazania z obowiązku, znajduje
się wyżej od tego, kto je wypełnia nie będąc do tego
zobowiązanym» (Kiduszyn 31a).
Oczywiste, takie podejście jest całkowicie
sprzeczne z podejściem Kanta, który napisał: «Do tej pory,
póki rozum praktyczny ma prawo kierować nami, będziemy
traktować uczynki za obowiązujące nas, nie dlatego, że
stanowią istotę przykazań Bożych, ale sami będziemy
uważać je za przykazania
Boże, do których wypełniania jesteśmy wewnętrznie
zobowiązani[15]».
Według Kanta, ten kto dokonał czegokolwiek - będąc do tego
zobowiązanym - uczynił z punktu widzenia religijnego postępek
zupełnie bezwartościowy, dokonał mniej nawet, niż
człowiek postępujący w sposób wolny, jeśli ten nie
zrobił niczego.
Wprawdzie Kant też poszukiwał jakiejś
«zewnętrznej formuły», szukając «imperatywu kategorycznego». W
szczególności ogłosił on zasadę: «postępuj tak,
aby ludzkość nigdy tobie ani innym jednostkom nie służyła
za środek, lecz zawsze była celem».
Tutaj jednak zwraca na siebie uwagę
uniwersalność i powszechność «przykazań». Imperatyw
kategoryczny Kanta pretenduje do tego, aby stać się jednym jedynym
przykazaniem. Do tego samo wyrażanie pretensji do sformułowania
ostatecznej, wszechogarniającej definicji, i sama zawartość
«przykazania» były znane od czasów starożytnych. Maksyma «nie
czyń innemu tego, czego nie życzysz sobie, aby uczynili tobie samemu»
nazwane «złotym przepisem» w rozmaitych wersjach została okryta w
«czasach osiowych»[16] przez mędrców
wszystkich religii. Jest ona znana hindusom (Mahabharata 5.1517; 13.5571),
Buddystom (Udanavarga 5.18), i konfucjanistom (Lunyu 15.23) i
oczywiście Grekom i Rzymianom (“Quod tibi fieri non vis, alteri ne
feceris”). Podobną maksymę przekazuje Ewangelia (Mt 7.12).
Jedno
podobne stwierdzenie przytoczone jest w Talmudzie (Szabat 30-31).
Wypowiedział je rabin Hillel do cudzoziemca, który poprosił go
aby objaśnić mu Torę, dopóki on będzie stać na
jednej nodze: «Nie czyń nikomu tego, czego nie chciałbyś, aby ci
czyniono; oto cała Tora. Reszta jest tylko prostym komentarzem. Idź i
nauczaj!»
Znamienne, ze ta wypowiedź jeden jedyny raz
przytoczona w Talmudzie adresowana jest do cudzoziemca. Samo ciśnie
się na myśl, że moralny imperatyw kategoryczny (który
zdaje się być tylko i wyłącznie odnowioną wersją
«złotego przepisu») stanowi pierwsze i ostatnie przykazanie, dane przez
Najwyższego nie-Żydom, w każdym razie im w pierwszej
kolejności.
Status tej wypowiedzi jest - przy tym - wyjątkowy. Nie
jest ona w pełni przykazaniem, raczej jest refleksją nad prawem
moralnym, które zamieszkuje w człowieku i nie pozwala mu
podporządkować się niczemu zewnętrznemu. Kant pisał:
«dwie rzeczy napełniają duszę zawsze nowym i coraz silniejszym
zdumieniem i czcią, tym większą, czym dłużej
rozmyślamy o nich, - są to gwiaździste niebo nade mną i
moralne prawo we mnie».
W tych warunkach imperatyw kategoryczny, z jego
«postępuj tak», «nie rób» albo «powinieneś» zaprzecza sobie
samemu. Jedynym konsekwentnym i adekwatnym wyrażeniem imperatywu
kategorycznego może być ulubione powiedzonko akademika Andreja
Sacharowa: «Nikt nikomu niczego nie jest winien».
Nie trzeba niczego podpowiadać zamieszkującemu we mnie prawu
moralnemu, nie trzeba łapać go za guzik i tłumaczyć: «nie
zabijaj», «czcij ojca swego i matkę swoją» itp. To «prawo
wewnętrzne» - samo bez jakiegokolwiek podpowiedzi - motywuje
człowieka do postępowania słusznie i właśnie na tym
polega jego wartość. Imperatyw kategoryczny, «złoty przepis»
itp., nie są to przepisy, są to mimowolnie rodzące się
refleksje na temat mieszkającego w człowieku «prawa moralnego».
Jest oczywiste, że działania tego cichego «prawa
moralnego» obejmują się także Żydów. Poniżej
jeszcze raz pozwolę sobie przeanalizować maksymę: -
«Mądrość ludzka poprzedza Torę». Jednak nawet bez
przytoczonej maksymy jest jasne, że Hillel wyraził
uniwersalną «istotę Tory»,
która jest słuszna w odniesieniu zarówno do narodów,
jak i do Żydów. U Żydów – po prostu - oprócz
prawa moralnego istnieją jeszcze i prawa Tory, czyli specyficzne polecenia
Najwyższego, jakie należy wypełniać z miłości do
Niego i ze strachu przed Nim.
Halacha i prawo moralne nie są sprzeczne, one
dopełniają się wzajemnie. Dopełniają się tak jak
dopełnia się «byt» i «myślenie», jak «folklor» i «teologia»
Uczynek Żyda składa się z dwóch
elementowi: - z wierności sobie i wierności Torze. Sumienie «moralne
prawo» ma w życiu Żyda takie samo znaczenie, jak i w życiu
człowieka innego rodu. «Formalnie» bycie Żydem nie jest możliwe.
«Sam judaizm przypisał go „formalnie” do kategorii najgorszych z
cudzoziemców, tak jak zostało powiedziane: - «U sprawiedliwych
jedzenie i inne ich funkcje cielesne są też święte,
dlatego, że oni czynią wszystko w imię Niebios. Są też
ludzie, dla których nawet Tora i dobre uczynki istnieją tylko po
to, aby pochwalić się. Ci ludzie pochodzą ze strony
tłuszczy tymczasowych sprzymierzeńców i należą do
gehenny».. גאון
מו'לנא
אבן שלמה 8.17
Formalne wypełnianie przykazań nie oznacza
jeszcze spełniania ich dla Najwyższego
Ale dla Najwyższego nie da się ich
wypełnić, nie spełniając ich formalnie. Kant traktował
swoją «autonomiczną moralność» jako ostateczne odnowienie
nowiny ewangelicznej, ale nie zauważał, że Ewangelia nie tylko
wzbudza głos «wewnętrznego» prawa moralnego, ale również
potwierdza bezwarunkową ważność wypełniania praw
«zewnętrznych» Tory («Prawo i prorocy do Jana (...) lecz łatwiej
niebo i ziemia przeminą, niż żeby jedna kreska miała
odpaść z prawa» (Łk 16.17)
Dla Żyda, w każdym wypadku, oba te głosy
są żywe. Oba one kierują ku jednemu działaniu, ale
stanowią one dwa różne wezwania. Autonomiczna
moralność jest sprzeczna z
moralności Halachy, ale one obie prowadzą do jednego celu..
Autonomiczna moralność i przestrzeganie Halachy
współdziałają we wnętrzu każdego
Żyda.
Współdziałają one na poziomie
ogólnoludzkim. Izrael i narody zamieszkują jakby w
różnych przestrzeniach etycznych, wspólnie jednak tworzą
jedność.
Stosunek funkcjonowania, opierającego się na
«autonomicznej moralności, do postępowania opartego na Halasze,
można zilustrować za pomocą formuły: Y = 2 w stopniu 1/Ő

Na osi Y zaznacza się liczbę przykazań. Dla
ludzi innego rodu - jak wyjaśniliśmy - istnieje tylko jedno
przykazanie, które można przekazać w różny
sposób «Miłuj Boga i bliźniego», «szukaj przede wszystkim
Królestwa Bożego», «nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe».
Ideałem, nie jest wypełniane żadnego z «zewnętrznych
przykazań («nikt nikomu niczego nie jest winny»)
Mówiąc inaczej, w systemie «autonomicznej
moralności» liczba przykazań jest zawsze mniejsza od jedynki i
dąży do zera. W świecie żydowskim przykazań jest
dużo - 613, mimo tego osi Y liczba ta nie ogranicza z góry.
Przecież w istocie, ilość przykazań jest nieskończona.
Naprawdę, Żydzi uważają, że Tora przewiduje
każdą sytuację, a Talmud rozsądza wszystko do samych
podstaw. Po to, aby wyjaśnić Żydowi, jak ma on prawidłowo
postąpić, wystarczy wyjaśnić mu, która jego halacha
przewiduje tego typu sytuację. Przyjmując, że ilość
sytuacji jest nieskończona, nieskończona jest też liczba
przepisów Najwyższego, jak należy postępować
według określonego wzorca w danej sytuacji.
Z drugiej strony, człowiek ma prawo uważać
się za Żyda, jeżeli tylko wypełnia chociażby jedno
przykazanie zgodnie z tym, co powiedziano: «Każdy, kto bierze na siebie
wypełnienie chociażby jednego przykazania z gorliwością,
jest godny tego, aby na niego zszedł Duch Boży» (Mechiti de-r
Iszmael „Wajechi» 6). Ale jest oczywiste, że wypełnianie tylko
jedne przykazanie, bez dodania do niego, chociażby czegoś, z
pobudowanego wokół niego «ogrodzenia», jest niemożliwe.
Jeśli Żyd „przestrzega chociażby jednego przykazania z
gorliwością» wypełnia on tez coś z przepisów
towarzyszącego jemu.
Mówiąc inaczej, zbliżenie się do
«dolnego progu» wypełniania «chociażby jednego przykazania» wydaje
się także asymptotyczne.
Na osi X «odkłada się» wartości,
które przyrastają w miarę przybliżania się do
wartości Absolutnej – do „nieosiągalnego” (bo w punkcie zerowym
funkcja się rozrywa) właściwego jedynie Najwyższemu. Do tego,
ze strony «autonomicznej» «chrześcijańskiej” przyrost wartości
postępuje z lewa w prawo, a ze strony żydowskiej z prawa w lewo,
jakby zgodnie ze sposobem pisania Europejczyków i Żydów.
U nie-Żyda - człowieka «autonomicznej
moralności» - w miarę zbliżania się do Najwyższego
spada liczba uczynków uwarunkowanych z zewnątrz, a u Żyda
całkowicie na odwrót. Sens jego świętości, jego
poświęcenia zawarty jest w pedantycznym wypełnianiu tego, co
nakazał mu Stwórca.
Wszystko to - co Kant opisał o «obłudzie» i w
«statutowej religii» - jest słuszne, ale słuszne jedynie w stosunku
do konfesji chrześcijańskich. Rzeczywiście one nigdy nie
stały się «statutowe», do nich nie pasuje «rytualnością».
Sens przykazań żydowskich polega jednak na czymś innym, czego
Kant nie zauważył.
Filozofię, w jej zakresie, dopełnia nie po prostu
religia - a właśnie judaizm - w pierwszej kolejności judaizm.
Jeśli «rytualność» chrześcijaństwa posiada
przeciwwagę w autonomicznym rozumie i autonomicznej moralności, to
dialogiczną przeciwwagę dla nich stanowi właśnie Halacha
judaizmu. Autonomiczny rozum w takiej samej mierze antycypuje Halahę, w jakiej rozum
filozoficzny przewiduje filologię, a myśl antycypuje byt.
Są one umieszczone razem ze sobą i wzajemnie
dopełniają się – taka jest fundamentalna zasada
samoodróżniania się, zasada rozszczepiania jednej
totalności na dwie, rozdziału, który dokonuje się z
przyczyny powszechnych
dążeń do samo ustosunkowania i samookreślenia się.
Monologika przekształca się w dialogikę, światopogląd
monokularny w światopogląd binokularny.
Popróbuję teraz przedstawić wzajemne
stosunki chrześcijan i Żydów, w punkcie wyjścia
pretendujących do tego, aby w całości reprezentować
sobą tą samą jakość (Starożytny Izrael), idealnie
pasujące do tej rozdwającej się logiki W taki sposób,
teologia dopełnienia, czyli teologia sprężenia wiary judejskiej
i chrześcijańskiej jako dwóch typów jednej wiary,
uzyskuje oparcie w pewnych ogólnych sytuacjach opisanych przez filozofię
europejską.
Dwa Przymierza
Włączywszy żydowski TANAH do kanonu
świętych ksiąg wraz z własnym Nowym Testamentem,
chrześcijanie stworzyli dwuczłonowe źródło —
Biblię. Jeśli zastanowić się nad tym, było to
posunięcie dość nietrywialne. Dlaczego Ojcowie
Kościoła uznali za słuszne pozostawienie w składzie swojego
świętego tekstu, kanonicznego źródła
wspólnoty otwarcie wrogiej wobec chrześcijaństwa?
Przecież rozdział między Żydami i chrześcijanami
dokonał się bardzo wcześnie.
Postąpili tak mimo, że biskup Marcjon (II w.),
którego wpływ w wówczas był przeogromny,
twierdził, że Jezus jest synem nie żydowskiego, ale
uniwersalnego Boga. Wyciągał z tego skrajny wniosek, że «Stary
Testament» został podyktowany przez Szatana i należy go
odrzucić. Jednak mąż apostolski, św. Polikarp ze Smyrny,
spotkawszy się z Marcjonem,
nazwał właśnie tego Marcjona - a nie Żydów -
«pierworodnym synem Szatana».
Pokusy, aby księgi «Starego Testamentu» wyrzucić
z kanonu chrześcijańskiego, pojawiały się także
znacznie później. Wystarczy wspomnieć liberalnego teologa
pierwszej połowy XX wieku, Adolfa von Harnacka, który napisał
w swojej monografii poświęconej Marcjonowi: «Odrzucenie Starego
Testamentu w drugim stuleciu byłoby błędem, do którego
nie dopuścił Wielki Kościół. Utrzymanie Starego
Testamentu w XVI weku stanowiło los, od którego reformacja nie
mogła odejść. Ale zachowanie jego w protestantyzmie od wieku XIX
stanowi następstwo skostnienia religijnego i kościelnego[17]»
Okazuje się jednak, że właśnie
dialogiczne sprzężenie Testamentów jest godne uwagi i cenne w
Biblii. W samej swojej strukturze Biblia stanowi tekst rozdwający
się, zestawiający się sam ze sobą. Biblia to
źródło, które jakby wychodzi poza własne granice,
które zmusza umysł ludzki do nieustannego porównywania
dwóch rywalizujących ze sobą strumieni, co wymusza
ciągłe wchodzenie w dialog. Dlatego też Biblia stanowi nie tylko
niewyczerpane - ale też «mądre» - źródło. Ono dla
swojego określenia się nie potrzebuje z jednej strony niczego z
zewnątrz, a z drugiej strony — kształtuje dialogiczny sposób
myślenia - w charakterze odwiecznego elementu umysłu.
Idea nie jednego, a właśnie dwóch
Testamentów — szczególnego i powszechnego, związanie ich obu
w jeden Testament — jest dla chrześcijan tym, co umożliwiło im
wyjście poza swoje własne granice i stworzenie nietradycyjnego zsekularyzowanego
świata. Przyjęcie dwuczłonowego źródła
było pierwszym przejawem tego «geniusza chrześcijaństwa»,
który nadał ogólny kierunek całemu dalszemu rozwojowi
cywilizacji opartej na religii chrześcijańskiej.
Należy dopowiedzieć tę ideę tę
ideę do końca, uznając, że prawdziwa religia jest
predestynowana do bycia dwuczęściową, znajdującą
się w wewnętrznym dialogu z samą sobą. Prawdziwy natomiast
Testament - w samym swoim zamyśle - przedstawiony jest jako
współistnienie dwóch Testamentów, że prawdziwe
widzenie świata jest powołana do binokularności, w takim samym
stopniu jak i każda zwykła wizja.
Ważne jest tez zaznaczenie, że na poziomie
konkretu religijnego, teologia dopełnienia powinna być prezentowana
za pomocą dwóch dopełniających się teologii. «Naukowe
nauczanie» filozofii europejskiej, przeciwstawność myśli i bytu
jako dwóm logikom. jako rozdwojeniu logik, a w ramach takiego
podejścia - tworząc teologię dwóch sprzężonych
Testamentów - należy ją dopełnić
«folklorystyczną» tradycyjną żydowską interpretacją
tak określonego zderzenia.
A jak same te dwie religie praktycznie i teologicznie
ustosunkowują się jedna do drugiej? Jak wygląda teologia
dopełnienia na własnym poziomie teologicznym?
Doświadczenia dialogu
W ciągu wieków, w świecie
chrześcijańskim – w stosunku do wszystkiego co żydowskie -
dominowała teologia zastąpienia i propagowanie pogardy. «Stary» i
«Nowy» Testamenty były przyjmowane nie dialogicznie, ale
wyłącznie jako dwie fazy jednego i tego samego Testamentu. Przymierze
zawarte między Żydami i Najwyższym, zostało ogłoszone
przez Kościół jako wypełnione, a tym samym zniesione. Od
Żydów oczekiwano, że porzucą oni spełnianie
powierzonych im przykazań i tym samym przestając funkcjonować w
charakterze oddzielonej wspólnoty religijnej, wleją się do
nowego, «duchownego Izraela». W ciągu wieków – zapominając o
tym - że w Torze Najwyższy wielokrotnie nazywał Swój
sojusz z Izraelem wiecznym Przymierzem, Prawo Mojżeszowe było
rozpatrywane przez chrześcijan jako środek wspomagający,
który dawno przeżył swoje czasy. Zgodnie z tym pojęcie
Izraela jako narodu wybranego, było przyjmowane jedynie jako pojęcie
odnoszące się wyłącznie do przeszłości.
Mimo to - nawet podczas najbardziej ciemnego okresu, kiedy
Żydzi stali się przedmiotem otwartych prześladowań ze
strony chrześcijan, - dźwięczały również
dotyczące ich całkowicie pozytywne opinie. Należą do nich
na przykład, następujące słowa napisane przez papieża
Grzegorza IX 6 kwietnia 1233 r. w liście do biskupów Francji -
«Chociaż brak wiary u Żydów należy właściwie
osądzać - tym nie mniej ich związek ze światem
chrześcijańskim jest pożyteczny i w powszechnie wiadomym sensie
niezbędny - bo oni też wyobrażają sobie obraz naszego
Zbawiciela i byli stworzeni przez Stwórcę całej
ludzkości. Dlatego zachowaj nas Boże przed tym, aby
dopuścić do ich wytępienia przez jego własne stworzenia, w
szczególności przez tych, którzy wierzą w Chrystusa
(....) bo praojcowie Żydów byli przyjaciółmi Boga,
wobec tego ich potomków należy zachować[18]»
W ostatnim okresie, po tym kiedy świat
chrześcijański - bez względu, czy chciał on tego, czy nie -
okazał się wmieszany w Holokaust, przed Kościołem
pojawiła się dodatkowa motywacja, aby od samych podstaw poddać
refleksji swój stosunek do judaizmu.
Jak by nie było, w ostatnich dziesięcioleciach
aspekt teologiczny stosunków judo - chrześcijańskich jest
aktywnie przewartościowywany przez świat chrześcijański.
W powojennym świecie zachodnio -
chrześcijańskim wzrasta poziom zrozumienia tego, że «żywy»
judaizm jest potrzebny chrześcijaństwu, że Żydzi nie tylko
posiadają swoją drogę różną od
chrześcijan, ale że «odróżnianie» tej drogi stanowi
gwarant zdolności do życia samego chrześcijaństwa, że
dwa Testamenty w samym chrześcijaństwie
współistnieją poważnie. W Kościele zaczęto
coraz bardziej uświadamiać sobie, że obie religie
wygrywają, kiedy zachowują swoje stosunkowe różnice, a
obie tracą, kiedy dochodzą do jednego «chrześcijańskiego
mianownika».
Katolicki
teolog ks. John Pawlikowski OSM (USA) napisał w związku z tym: «Na
danym etapie historii religii, chrześcijanie muszą uznać,
że judaizm nie przestaje odgrywać rolę unikalną,
wyjątkową we wszechobejmującym procesie zbawienia
ludzkości.... Autentyczny dialog między judaizmem i chrześcijaństwem,
realne teologiczne przemyślenie ich stosunków wzajemnych, mogą
zacząć się jedynie od precyzyjnego uświadomienia sobie
różnic między tymi dwiema religiami[19]»
Ta nowa tendencja wykrystalizowała się w
pełni po II Soborze Watykańskim (1965) i jego deklaracji «Nostra
Aetate»; po tym, kiedy papież Jan XXIII z goryczą
wzniósł apel modlitewny do
Zbawiciela: «Wyznajemy teraz, że w ciągu wielu stuleci, ślepota
nie pozwoliła nam dostrzec piękna Twojego narodu wybranego i zobaczyć
w jego obliczu cechy naszych braci pierworodnych[20]».
Od
tej pory świat chrześcijański odrzucił tak zwaną
«teologię zastąpienia». (Kościół przyszedł po
to, aby zastąpić Izraela) i zaczął próbować
wypracować teologię dopełnienia - wzajemnego uzupełniania
się Testamentów i wspólnot żydowskich i
chrześcijańskich. W liście pasterskim episkopatu francuskiego
(1969) jest mowa: «Pierwszy Testament nie przekształcił się w
Stary pod działaniem Nowego. Pozostaje on jego korzeniami i
źródłem, podstawą i obietnicą (....) należy
jego przyjąć i uznawać w pierwszej kolejności w nim samym»
A w «Objaśnieniach» (do deklaracji «Nostra Aetate» - 1985)
mówi się otwarcie, mianowicie o «partnerstwie» wspólnot.
Znaczący wkład w rozwój stosunków judo -
chrześcijańskich wniósł papież Jan Paweł II,
poświęciwszy 13 kwietnia 1986 roku rzymską synagogę.
Decyzje Watykanu spowodowały lawinę odpowiedzi
teologów, o które zwrócono się w celu otrzymania
interpretacji powziętych decyzji. Przede wszystkiem podległy w nich
krytyce tradycyjne wyobrażenia na temat konfliktu Jezusa z tradycją
judaizmu. Wspomniany teolog katolicki, ks. John Pawlikowski napisał:
«Ostatnie dziesięciolecie zaznaczyło się znakomitymi
osiągnięciami myśli naukowej w badaniach nad
«judejskością» Jezusa. W rezultacie tradycyjna koncepcja, zgodnie, z
którą Jezus zdecydowanie przeciwstawił się prawu i uchylił
te ostatnie — koncepcja, która w istocie stanowiła jądro
całej teologii i nauczania kościelnego - znalazła się pod
wielkim znakiem zapytania»[21].
W deklaracji «Grupy Uczonych Chrześcijańskich ds. Stosunków
Chrześcijańsko-Żydowskich» jest mowa - «Idea wyparcia w
ciągu wieków skłaniała chrześcijan do traktowania
Jezusa za przeciwnika judaizmu. Z punktu widzenia historii jest to opinia
błędna. Życie i nauczanie Jezusa uformowane zostały przez
służbę Bogu, etykę i praktykę judaizmu.
Wychowywał się On i był zainspirowany tradycją
piśmiennictwa swojego narodu. Współczesna
chrześcijańska ambona i nauczanie powinny opisywać ziemskie
życie Jezusa, jako całkowicie odpowiadającego ciągłym
dążeniom Żydów do przymierza z Bogiem w codziennym
życiu»[22].
Wielu teologów, zarówno katolickich (Johann
Metz, Helvin, John Pawlikowski, jak i protestanckich (Martin Van Buuren, Roy
Eckardt, Ruter, Niter) proponują rozpatrywać Jezusa jako Mesjasza
tylko dla narodów i nie odnosić jego mesjaństwa do
Żydów. Protestant Clark Williamson nazywa chrześcijaństwo
«judaizmem dla pogan». Rezygnuje on z idei Chrystusa jako jedynego
pośrednika, do tego głosi ideę parytetu Testamentów.
Zwolennikiem analogicznych koncepcji jest Roy Eckardt.
Napisał on w swojej książce «Młodsi i starsi bracia». «Jeżeli
istnieje prawdziwy sens w tym, że Bóg w sposób
niepowtarzalny otworzył się w Jezusie z Nazaretu, niezbędne jest
zauważenie, że tajemnica tego Bożego aktu w zasadzie nie
przewyższa swoją wzniosłością tych świętych
aktów, następstwem, których jest pierwotne wybranie Izraela»[23].
Ze
swojej strony, anglikanin James Parks naucza o dwóch zasadniczo
różnych, ale wzajemnie się dopełniających aktach
Objawienia: na Synaju i na Golgocie. Jest on pewny, że przy
niewątpliwym związku Żydów i chrześcijan,
między nimi aż do końca wieków będzie znajdować
się przepaść. Zbliżony model proponuje Kurt Rilarsdam,
podkreślający nie następujące po sobie (ono była
zawsze uznawane), a jednoczesne dopełnianie się przez Testamenty, w
którym każdy z Testamentów jest zainteresowany samoistnym
zachowaniem drugiego
Szczególnie konsekwentne i interesujące jest
stanowisko dotyczące tych spraw przedstawione przez protestanta Johna
Schonevelda. W artykule „Izrael i Kościół przed obliczem Boga”
napisał on: „Kiedy Żyd mówi „Tora” chrześcijanin
mówi „Chrystus”. W istocie mówią oni o tym samym,
chociaż zupełnie innymi słowami. I Żydzi, i
chrześcijanie są powołani, aby iść drogą
wyznaczoną przez Torę, naukę Boga Izraela, który jest
Drogą, Prawdą i Życiem. Żydzi przechodzą tą
drogę tworząc jeden naród Izraela, uczestnicząc w
Testamencie Synajskim wypełniając „mycwoty”...Chrześcijanie
przechodzą tę samą drogę składając jedno
Ciało Chrystusa – prawowiernego Żyda, który sam był
wcieloną Torą – uczestnicząc w jego życiu,
ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu za pośrednictwem sakramentów i
uczestnictwa w wierze”. Przy tym Schoneveld faktycznie zgadza się z tym,
że takie „uczestnictwo” jest zabronione dla religii Żyda[24].
Wielu wskazuje na paradoksalność związku
Izraela i Kościoła, na fakt, że Jezus w takiej samej mierze
łączy, co i dzieli Izrael i narody. Także na to, że
paradoks ten posiada swoją produktywność teologiczną
Uznanie przymierza z Izraelem za wartość
samą w sobie, z natury rzeczy wzbudza w środowisku
chrześcijańskim nastroje syjonistyczne. Mimo ewidentnego faktu,
że niemało chrześcijan jest zwolennikami syjonizmu, oni nie
są przeciwni temu, aby przybliżyć «czasy eschatologiczne», kiedy
Żydzi «przyjmą Chrystusa», pierwszy motyw skłaniający do tego
jest całkowicie bezinteresowny. Wspomagając repatriację
Żydów do Erec Izrael, chrześcijanie czują się
wykonawcami starożytnego proroctwa: «Oto skinę ręką na
pogan i między ludami podniosę mój sztandar. I odniosą
twych synów na rękach, a córki twoje na barkach
przyniosą (Iz 49.22).
Jak wiadomo, dzięki staraniom syjonistów
chrześcijańskich od roku 1980 w Jerozolimie działa światowa
ambasada chrześcijańska, która uczyniła cytowane
słowa proroka swoją dewizą.
Mimo, że chrześcijańskiego syjonizmu nie
można nazwać zjawiskiem masowym, wiele jego idei podziela
dość szeroki krąg wiernych. W związku z tym można
przypomnieć słowa Martina Lutra Kinga z jego książki «To
jest moja wiara». «Ten, kto krytykuje syjonizm, krytykuje Żydów.
Wszyscy cieszymy się z realizacji Bożej obietnicy, widząc, ze
naród Boży w końcu wraca do swojej ojczyzny, która
została mu ukradziona. Bycie antysyjonistom oznacza negowanie w stosunku
do Żydów fundamentalnego prawa, prawa, które my uważamy
za niezbywalne dla każdego plemienia afrykańskiego... Antysyjonizm to
antysemityzm»[25].
Takie jest spojrzenie z brzegu chrześcijańskiego, z brzegu
myśli. Ale jak wygląda ten obraz z drugiego, żydowskiego brzegu,
z brzegu bytu?
Wizja rozumu i objawienie
Wśród ortodoksyjnych Żydów nie ma
obecnie wielu zainteresowanych dialogiem judo - chrześcijańskim. W
roku 2002 - pod egidą religijnych syjonistów, czyli najbardziej
liberalnego skrzydła tradycyjnego judaizmu - została wydana
książka «Chrześcijański wróg»,
powtarzającą całe spektrum tradycyjnych lęków i
oskarżeń pod adresem chrześcijaństwa. Ostrzega ona przed
wiarą w chrześcijańska życzliwość, ponieważ
ma ona jeden cel ostateczny - chrzest Żydów.
Trudno dzisiaj - na podstawie żydowskich wypowiedzi
pod adresem chrześcijaństwa - przedstawić taką
panoramę, jaką dopiero, co ułożyłem z
chrześcijańskich wypowiedzi pod adresem Żydów. Judaizm
przez długie wieki był stroną prześladowaną, wobec
czego można zrozumieć, że nie śpieszy się na razie z
wyzwalaniem się z kompleksów psychologicznych, które nie
pozwalają mu dążyć do dialogu. Mamy jednak do czynienia z
tendencjami równoległymi z chrześcijańskimi. Na
przykład, w izraelskiej gazecie «Makor riszon», odzwierciedlającej
stanowisko obozu narodowo - religijnego, w październiku 2006 roku
został opublikowany artykuł Mordechaja Rotenberga, apelujący o
nawiązanie teologicznego przymierza, a nie jedynie sojuszu politycznego,
między judaizmem i chrześcijaństwem. "מקור
ראשון" "שבת" 6.10.2006
מ.רוטנברג
"בר'ת חדשה בין
יהודים לנוצרים" .
Przeanalizujmy wobec tego, tę sprawę przez
pryzmat tradycyjnych wyobrażeń żydowskich. Przede wszystkiem,
należy zauważyć, że judaizm zna dobrze zarówno
krąg hermeneutyczny, jak i zasada dopełnienia.
Według haggady, Abraham samodzielnie
rozpoczął poszukiwania Najwyższego. Doszedł on do idei
Jedynego Boga drogą własnych rozmyślań i dopiero po tym,
Najwyższy objawił się jemu.
Haggada ta podtrzymuję ideę rabina z Jerozolimy Mordechaja Broehra,
przedstawioną przez niego w książce «Pirkej moadot». Reb Broehr
zwraca uwagę na to, że zanim jeszcze Najwyższy
zwrócił się do Abrahama następującymi słowami:
„Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej» (Rdz 12.1), ten już był
w drodze do ziemi Kanaan jako, że jeszcze wcześniej wyruszył tam
ze swoim ojcem: «Terach wziąwszy ze sobą swego syna Abrahama (.....)
wyruszył z nimi z Ur chaldejskiego, aby się udać do kraju Kanaan»
(Rdz 11.31 Rabin Broehr skomentował tę sytuację w taki
sposób, że za wszystkimi działaniami opowiedzianymi w
księdze Rodzaju stoją dwa motywy — naturalny i ponadnaturalny,
opierające się na dwóch imionach Jedynego Boga. W taki
sposób, mimo tego, że wizja rozumowa i Objawienie karmią
się z różnych źródeł, mogą być, a
także mogą być powołane aby współpracować.
W przedmowie do swojej książki «Derech chaim»
(Droga życia») będącej komentarzem do traktatu «Pirkej Awot»
Maharal porusza wprost ten temat. Rozpoczyna
swoje rozważania od wiersza» «Bo przykazanie to świecznik, a Tora to
światło, a pouczające zrywanie masek to droga życia» (Przypowieści
6.23).
Początkowo Maharal demonstruje, że rozum sam nie
może dojść do tego, iż należy przylgnąć do
Najwyższego dlatego, że przekracza to jego możliwości. Mimo
to, znajduje on argumenty na korzyść rozumu, jako
wyprzedzającego wiarę i czynnika tradycji. Pisze «pouczające
demaskacje są drogą życia (derech chaim)», nie
stanowią one przykazań Tory, ale tym, co zostało dane ludzkiemu
rozumowi, aby osiągnął we wszelkich jego sprawach,
którymi żyje, co nazywane jest drogą życia (derech
chaim). W midraszu Wayikra Raba (89)
zostało powiedziane: «Ogradzała się droga do drzewa
życia przez dwadzieścia sześć pokoleń. «Ziemska
mądrość (derech erec) poprzedza Torę»
Poddając analizie układ traktatów w rozdziale «Nezekin»,
Maharal pisze: «Przez okres dwudziestu sześciu pokoleń światem
kierowała ziemska mądrość, (derech erec),
będąca ludzkim rozsądkiem. Droga ta antycypuje drogi Tory,
która pochodzi od Najwyższego, niech Jego imię będzie
błogosławione. Odpowiednio do tego został ustalony porządek
traktatów. Najpierw «Świadectwa», potem «Pouczenia
Ojców» a po nim «Obca służba» Porządek taki
został ustanowiony zgodnie z rozumem, tak jak osąd jest
sprzęgnięty z rozumem, nie można było - wobec tego -
inaczej zestawić traktatów. I dlatego zostało powiedziane:
«Ziemska mądrość poprzedza Torę». Życie ziemskie
kierowane jest za pośrednictwem rozumu, wobec tego na początku
znajduje się traktat «Świadectwa», dlatego, ze świadectwa
związane są z wydaniem osądu. Po nich następuje traktat «Pouczenia
Ojców», dlatego, że wszelkie słowa Ojców
wynikają z mądrości i wiedzy, które obowiązują
człowieka, tak jak zobowiązują jego osąd.... To, co
zostało powiedziane w «pouczeniach Ojców» nie odnosi
się ani do przykazań wprowadzających nakazy, ani do
przykazań dotyczących zakazów, tylko do rozumu.
Widzimy, że chociaż Maharal uznaje, iż rozum
i wiara rozchodzą się, a rozum nie może doprowadzić
człowieka do wiary, ale tym nie mniej bez rozumowego przygotowania
się wiara również nie jest możliwa. Dwadzieścia
sześć pokoleń (od Adama do Mojżesza) dokonało tego
przygotowania. I w tym sensie «mądrość ziemska antycypuje
Torę».
Wobec tego, samo Objawienie, sama tradycja żydowska
uznaje, że pierwszy ruch w kierunku wiary rozpoczyna rozum i taki
porządek jest prawidłowy. Ale wypowiedziawszy to, tradycja
słusznie oczekuje, że rozum w którymś momencie uzna jej
fundamentalność (tradycji).
W taki sposób krąg hermeneutyczny nie tylko nie
jest negowany przez judaizm, ale znajduje w nim swoje własne
«folklorystyczne» wyrażenie.
Poza tym krąg hermeneutyczny (początek - w
wierze, początek - w rozumieniu) o czym nieraz już było
mówione, sprowadza się w końcu do zasady dopełnienia,
czyli do rozszczepienia pełni bytu na dwie całości, które
są związane ze sobą w parę — na byt i myśl, na
akcydens i substancję w pojęciu «byt», na logikę przyczyny samej
w sobie i logikę «oddziaływania na inne obiekty» na
właściwości falowe i korpuskularne elektronu itd. itd.
Zasada dopełnienia jest fundamentalną zasadą
samoodróżnienia, samorozszczepienia jednej całości na
dwie, w taki sposób, że w rezultacie zaistniałego rozdwojenia
powstają dwie nowe rzeczywistości żarliwie rywalizujące ze
sobą. Należy zwrócić tu uwagę, że żydowska
wizja świata opiera się na takim zrozumieniu, ale dla niej nie
stanowi to spojrzenia intelektualnej, ale «wyrażenie folklorystyczne»
tradycyjnych wyobrażeń, czyli swoisty głos samego bytu.
W jaki sposób judaizm wyobraża sobie
zasadę dopełnienia? Niewątpliwie, zgodnie ze wizją
żydowską, „atomem” rzeczywistości duchowej jest para.
Źródłem pary jest zakorzenione w judaizmie pojmowanie dwóch
imion Najwyższego: imienia Elokim (Bóg) i z czteroliterowego imienia
(Pan). W judaizmie para przenika wszystkie poziomy rzeczywistości
duchowej, stosując tym samym do całego Wszechświata, logikę
stosunków między małżonkami. Pierwsze słowa Tory
brzmią „Bereszyt bara” – „Na początku stworzył”, co
tłumaczy się jako „Bet-reszyt bara”, czyli stworzył na
początku „dwójkę”. „parę”, „dwupierwiastkowość”
Litera „Bet” ma znaczenie liczbowe, oznacza dwa). Komentator, rabin Jakub ben
Aszer zwany Baal ha-Turim, wyjaśnia to w następujący
sposób: „Tora zaczyna się z litery „bet” na cześć
dwóch Tor, Tory pisanej i Tory ustnej”.
Ale
nie tylko świat, świat dzisiejszy i świat przyszły, nie
tylko dusza i ciało i nie tylko mąż i żona
reprezentują sobą światy równoległe.
Parzystość jest obecna we wszystkim. „Również i jedno
naprzeciw drugiego zostało uczynione przez Boga”, powiedziane jest w
księdze Eklezjasta. A w midraszu „Tmuria” (3) zostało
powiedziane: „Święty stworzył cały świat jako
parzysty: jedno zamiast drugiego, jedno naprzeciw drugiego – Bez śmierci
nie byłoby życia, a bez życia nie byłoby śmierci, bez
świata nie byłoby zła i na odwrót - bez zła nie
byłoby świata (....) Gdyby nie byłoby biedaków, wtedy
bogaci nie wyodrębniliby się, a kiedy nie byłoby bogatych, wtedy
nie wyodrębniliby się biedni. Stworzył On, i wygląd
miły dla oczu, i poczwarność, stworzył mężczyzn i
kobiety, ogień i wodę...Wszystko po to, aby wysławiało
potęgę Najświętszego, niech będzie On
błogosławiony, który stworzył wszystko jako parzyste i
skomunikowane. – Poza wyjątkiem Najświętszego, niech będzie
błogosławiony i nie ma przy Nim innego”.
Ale do tego spisu trzeba dodać dwa główne
podstawowe czynniki opozycyjne: - nieczystość dopuszcza
czystość, a świętość dopuszcza
świeckość. Jak powiedziano: „To jest ustawa wieczysta dla
wszystkich waszych pokoleń, abyście rozróżniali
między tym, co święte, a tym, co świeckie, między tym,
co nieczyste, a tym, co czyste”(Kpł 10.8-9)
W podziale świata na to, co święte i na to,
co świeckie, czyli na Sobotę i sześć dni tygodnia, na
Izrael i na Narody, dostrzegamy bez trudu to samo rozdwojenie, to samo
rozszczepienie totalności, jakie znajduje się u podstaw teologii
chrześcijańskiej i filozofii europejskiej.
A wybranie Izraela jest tym właśnie podwojeniem, tym
właśnie rozszczepieniem świata, jak zostało powiedziane „Do
Pana, Boga twojego, należą niebiosa, niebiosa najwyższe, ziemia
i wszystko, co jest na niej. Tylko do twoich przodków skłonił
się Pan, miłując ich, po nich spośród wszystkich
narodów wybrał ich potomstwo, czyli was, jak jest dzisiaj (Pwt
10.14-15) Święte – Izrael – ma charakter totalny, jest to taki
sam świat, jak i tamten świat ostateczny, od którego nie jest
on oddzielony. Przez wybranie Izraela świat rozdwoił się,
świat rozdziela się i komunikuje się sam ze sobą.
Mimo tego istotne jest wspomnienie jeszcze jednego aspektu
żydowskich wyobrażeń o naturze dopełnienia, za
której ostateczne wyrażenia uważa się, w judaizmie,
logikę małżeńską. W Midraszu Bereszyt Raba jest
mowa, że od czasu, kiedy świat został stworzony,
„Najświętszy, niech będzie błogosławiony, siedzi i
łączy pary: córkę takiego a takiego człowieka – z
tym mężczyzną”. Do tego jest ogólnie uznane, że mowa
tu nie tylko o łączeniu par małżeńskich, chociaż
o tym w pierwszej kolejności, ale o łączeniu w ogóle
wszystkiego, co posiada cechy przeciwne.
Używając innych słów - w oczach
judaizmu logika dopełnienia jest przede wszystkiem logiką
stosunków małżeńskich. Ewa została oddzielona od
Adama dokładnie w taki sposób, jak - wskutek tego - Izrael
został oddzielony od wszystkich innych narodów. Na czym wobec tego
polega wyjątkowość logiki małżeńskiej?
Polega ona na tym, że mężczyznę
przedstawia się jednocześnie za pomocą pierwiastka męskiego
i żeńskiego, podczas gdy kobietę tylko za pomocą
żeńskiego. Jest to szczególnie dobrze zauważalne - na
przykładzie odkryć w dziedzinie genetyki dokonanych w wieku XX. -
Istota męska jest określona przez chromosomy X i Y, podczas gdy
istota żeńska tylko przez podwójne X.
Wyrażając się dokładniej, każdy
szczegół i wszystkie cechy istot żywych, poczynając od
orzęsek wymoczków pantofelka, a kończąc na kłach
mamuta, zostały określone przez podwójny zestaw kodu
genetycznego. Wobec tego, w wypadkach, kiedy cechy przenoszone przez geny nie odpowiadają
sobie, któryś z genów okazuje się dominujący w
stosunku do drugiego. Jest powszechnie wiadome, że na przykład gen
odpowiedzialny za czarną maść sierści dominuje nad genem,
który odpowiada za białe umaszczenie. Wobec tego, gdy homozygotowy
zestaw genów „AA” określa kolor czarny, a „aa” – biały, to
osobniki heterozygotowe z zestawem genów „Aa” będą mieć
sierść czarną.
Jednak dziedziczenie płci posiada jeszcze jeden aspekt
dopełniający. Geny odpowiadające za żeńskie cechy
płciowe są recesywne, czyli mogą one powstać jedynie w
przypadku podwójnego zestawu genów żeńskich (chromosomy
X i X). Geny odpowiadające za istotę męską, są zawsze
dominujące a połączenie genów odpowiadających za
cechy męskie i żeńskie, formuje osobnika płci męskiej.
Ale istotne jest też to, że podwójny zastaw genów
męskich (chromosomy Y i Y) nie jest zdolny do utworzenia nowego życia.
Dziedziczenie płci w ten sposób - posiada
unikalną logikę, różną od dziedziczenia koloru
włosów i w ogóle wszystkich innych cech. -
Mężczyzna zawsze zawiera w sobie zarówno pierwiastki
męskie, jak i żeńskie, kobieta zaś jedynie
żeńskie.
Cały sens związku małżeńskiego
polega na tym, że zjednoczenie małżonków zachodzi w
warunkach pełnego zachowania różnic między nimi.
Każdy z małżonków, pozostając sobą samym,
jednocześnie przeżywa wraz ze swoją połową
wspólne życie i doświadcza tych samych wspólnych
przeżyć. Małżonkowie to dwie suwerenne i niezależne
istoty, ale mimo tego oni czują, myślą i rozwijają się
na tyle równolegle, że ich istnienie można w pełni słusznie
nazwać „małżeńską
równoległością”
„Synteza małżeńska” radykalnie
różni się od innych „klasycznych syntez”, dokonywanych zgodnie
z heglowską logiką, w wyniku, której w miejsce dwóch
powstaje coś trzeciego. Na przykład, wskutek połączenia
dwóch czystych substancji (powiedzmy sodu i chloru), kształtuje
się trzecia czysta substancja – sól kuchenna (NaCl), nie
posiadająca właściwości ani sodu, ani chloru, a jedynie
swoje własne. Utworzywszy jedną nową czystą
substancję, dwie poprzednie czyste substancje znikają. Natomiast w
„syntezie” małżeńskiej małżonkowie zachowują
swoje jakości izolowanych istot, rodząc nie androgenów, a
takich samych jak oni mężczyzn i kobiety.
W taki sposób małżeństwo okazuje
się najgłębszą i
najczystszą „folklorystyczną” analogią „teoretycznej”
zasady dopełnienia, zgodnie z którą właściwości
falowe i cząsteczkowe jednoczą się w elektronie, na swój
własny paradoksalny sposób, nie zanikając jednak i
pozostając samymi sobą.
Powracając do naszego tematu, należy
zwrócić uwagę na to, że zgodnie z tradycją judaizmu
to, co święte, może być rozgraniczone nie tylko od tego co
codzienne, ale też i od tego, co również jest
święte.. Na przykład, kiedy kończy się sobota, po
której następuje święto, odmawia się specjalną
modlitwę, w której błogosławi się „oddzielenie
świętego od świętego”. Jednakże
powszedniość od powszedniości nie może być
rozgraniczona. Nie istnieje taka możliwość, nie ma dla niej
gwarancji znaczeniowej, analogicznie jak zestaw dwóch męskich
chromosomów nie stwarza gwarancji dla osobnika męskiego.
Używając innych słów,
powszedniość stanowi zawsze kombinację tego, co codzienne,
zwyczajne, z tym, co święte. W powszedniości
świętość jest zawsze recesywna, zawsze przytłoczona,
tym nie mniej ona jest zawsze w niej obecna. Określenie „dla niego nie
ma niczego świętego” wyraża stan „moralnego wyroku”,
który odpowiada nie tyle kategorii powszedniości, ale kategorii
nieczystości, której przeciwieństwem jest to, co czyste.
W takim sensie, powszedniość znajduje się
zawsze w stanie zagrożenia możliwością degeneracji do stanu
nieczystości. Wszystko zależy tutaj od tego, w jaki sposób
zbuduje ona swoje wzajemne relacje ze świętością.
Tutaj trzeba powiedzieć, że wzajemne relacje
patriarchów, opisane w księdze Rodzaju (Bereszyt), są w
całości i w pełni poświęcone temu problemowi.
Rywalizacja cechowała wzajemne stosunki Abrahama i Lota, Izmaela i Izaaka,
Jakuba i Ezawa, Józefa i jego braci.. Konflikty między braćmi
opisane w księdze Rodzaju, odzwierciedlają grę tej
właśnie dialektyki. Brat odepchnięty w walce o prawo do bycia
„świętym”, w istocie był zmuszony do podjęcia decyzji,
jaką rolę przyjmie on dla siebie, czy rolę „powszedniego” albo
„nieczystego” (jedynie w konflikcie Józefa i jego braci zaistniało
rozdzielenie „świętości” od „świętości”).
Jakub i Ezaw
«Izaak modlił
się do Pana za swą żonę, gdyż była ona niepłodna.
Pan wysłuchał go i Rebeka, żona Izaaka stała się
brzemienna. A gdy walczyły ze sobą dzieci w jej łonie,
pomyślała: «Jeśli tak bywa, to czemu mnie się to
przytrafia?» Poszła, więc zapytać o to Pana, a Pan jej
powiedział: «Dwa narody są w twoim łonie, dwa odrębne ludy
wyjdą z twych wnętrzności; jeden będzie silniejszy od
drugiego, starszy będzie sługą młodszego». Kiedy
nadszedł czas jej porodu, okazało się, że w łonie jej
były bliźnięta. I wyszedł pierwszy syn czerwony, cały
pokryty owłosieniem, jakby płaszczem, nazwano go, więc Ezaw.
Zaraz potem ukazał się brat jego, trzymający Ezawa za
piętę; dano mu, przeto imię Jakub.» (Rodz 25.21-26).
Wobec tego Jakub-Izrael nie tylko miał brata, ale
był to brat, który zgodnie z prawem naturalnym powinien stać się
ojcem narodu wybranego.
Komentatorzy poświęcają wiele uwagi kwestii,
dlaczego Najwyższy pobłogosławił młodszego brata
Jakuba? Tymczasem wyjaśnienie tego pytania powinno być poprzedzone
wyjaśnieniem innego, a mianowicie: dlaczego Najwyższy w ogóle
rozszczepił samo wybranie narodu? Dlaczego począł On
bliźniaków, a nie jedno dziecko, jak to dzieje się zazwyczaj?
Jak zrozumieć to, że unikalny, niepowtarzalny
wybraniec posiadał bliźniaka? Co w ogóle oznacza
bliźniak? Jaka jest społeczna i psychologiczna natura tego zjawiska?
Jak twierdzą psychologowie, wzajemne stosunki
bliźniaków różnią się od stosunków
wzajemnych innych braci i sióstr. Różni je po pierwsze silna
wzajemna rywalizacją między sobą, a po drugie niezwykła
wzajemna zależności. Sprzężenie bliźniaków w
parę w pewnym stopniu jest pokrewne sprzężeniu
małżonków. Każdy z bliźniaków czuje się
częścią drugiego i drugiego odczuwa jako część
siebie samego, niezależnie czy chce tego, czy nie chce.
Ezaw i Jakub byli bliźniakami
różnojajowymi, co oznacza, że nie byli oni jeszcze dodatkowo
obciążeni podobieństwem zewnętrznym, ale za to w całej
pełni reprezentowali te naturalne właściwości, które
powoduje tożsamość wieku. Amerykański psycholog Allan From
napisał: «Kiedy wraz z wystąpieniem pierwszych różnic w
zdolnościach i charakterze bliźniąt różnojajowych,
mimowolnie próbujemy je rozłączać i mimowolnie
faworyzujemy jednego z nich, wtedy między bliźniakami zaczyna
się rywalizacja, ale ona toczy się z ogromnym bólem i wielkim
kompleksem winy! Każdy bliźniak wie, że oczekujemy od niego, aby
żył w zgodzie z drugim. Wzajemna zależność
bliźniąt, staje się bardzo bolesna z powodu ukrytej
wrogości, którą odczuwają oni wzajemnie do siebie. Ich
wzajemne stosunki, nierzadko dlatego są niewłaściwie oceniane
przez otoczenie, które pragnie widzieć w nich postawę
wierności i wzajemnej miłości, bowiem w istocie każdy
bliźniak czuje się podczas nieobecności drugiego jakby
połową osobowości. Mimo, że taka sytuacja uczy ich
żyć w zgodzie i nie rozstawać się, żaden z nich nie jest
w stanie cieszyć się niezależnością i
samodzielnością[26]»
Wobec tego bracia, których połączyły
jedne urodziny - szczególnie wtedy, kiedy ich wychowanie było
typowym wychowaniem bliźniąt - są skazani na skomplikowane
specyficzne kompleksy. Wychowanie zaś Ezawa i Jakuba było jak
najbardziej «typowe»: «Izaak miłował Ezawa (...) Rebeka natomiast
kochała Jakuba» (Rodz 25.28)
W rzeczywistości sytuacja jest jeszcze bardziej
skomplikowana. Sobowtór w istocie jest wrogiem, tym, kto zagraża
temu, co jest najbardziej ukryte w nas. Pamiętamy dobrze historię
«Żelaznej maski», historię, w której jeden z
bliźniaków rządził wielkim krajem, a drugi był
pozbawiony twarzy i męczył się w więzieniu. Ci
bliźniacy nie mogli współistnieć obok siebie, jeden
był zmuszony zniszczyć drugiego. Ale w rzeczywistości nie
był to rzadki odosobniony wypadek, tylko przykład jakiejś
ogólnej prawidłowości, ogólnego przekleństwa
Badacz francusko - amerykański René Girard
napisał następujące w swojej książce «Sacrum i
przemoc»: «W wielu społeczeństwach pierwotnych niezwykły strach
wzbudzają bliźniacy. Czasami zabijają oni jednego z nich,
częściej obu. Zawarta jest w tym zagadka od dawna wystawiająca
na próbę domyślność etnografów (...) Motywy
skłaniające ludzi zabijać kogokolwiek ze swoich dzieci są
bezwarunkowo głupie, ale nie mogą być one traktowane jako
lekkomyślne. Bliźniaków nie dzieli najmniejszy
szczegół, któryby je odróżniała w planie
porządku kulturowego. A tam, gdzie znika
różnorodność, tam powstaje zagrożenie przemocą.
Od bliźniaków biologicznych całkiem już bliska droga do
bliźniaków społecznych, zaczynających się
mnożyć, kiedy tylko zacznie się kryzys
różnorodności. Dlatego nie ma się, co dziwić temu, jeśli
bliźniacy wzbudzają strach. Oni przypominają i dosłownie
potęgują główne nieszczęście każdego
społeczeństwa pierwotnego - nieodróżnialność w
przemocy»[27].
Jednakże bliźniacy mogą dojść do wyjątkowo
bliskiej współpracy, jeśli są w stanie wypracować
wyraźne różnice między sobą. Są oni w stanie
dojść do stosunków wzajemnie dopełniającym się,
a kiedy dojdzie do tego, wtedy ich związek będzie mocny, jak
żaden inny. Taka jest «natura» tego zjawiska - wzajemnych stosunków
bliźniaków.
Ale jeśli Najwyższy począł w łonie
Rebeki dwa płody, to znaczy, że On pragnął w jakiś
sposób wykorzystać tę naturę, w jakiś sposób
chciał podkreślić swój zamysł.
Wobec tego w fakcie, że wybraniec Najwyższego,
Izrael - posiada brata bliźniaka ukryta jest głęboka tajemnica.
Pozostaje jedynie dodać, że tradycyjny judaizm w swojej
świadomości «folklorystycznej» utożsamia Ezawa (....) z
Kościołem chrześcijańskim!
Wielu autorów żydowskich wyjaśniało w
różny sposób tę sukcesję Rzymu od Ezawa. Rabin
Dawid Kimche (Radak) akcentuje etniczne związki Rzymian i Edomitów.
Rambam i Ababranel uważają, że wnuk Ezawa Cyfo sprawował
władzę tam, gdzie później ukształtowało
się imperium rzymskie Rabin Abraham Jon-Ezra uważa, że
Edomici-Judaiści znaleźli się w pierwszym szeregu
propagatorów chrześcijaństwa i właśnie oni
nawrócili Rzym na chrześcijaństwo. W każdym jednak
przypadku ważne jest zaznaczenie, że Ezaw (Edom) w tradycji żydowskiej
symbolizuje nie tyle «etnos», co «etos». Edom, to przede wszystkiem duchowa i
religijna wspólnota.
Na przykład w przedmowie do księgi proroka Abdiasza Abarbanel pisze:
«Powinieneś wiedzieć, że nie tylko ziemia Edomu graniczy z
ziemią Izraela, proroctwo to dotyczy nie tylko ziemi, ale i ludu,
który wyszedł z niej i rozszedł się po całym
świecie, a w naszych czasach jest to lud chrześcijański, oni
są potomkami Edomu» אברבנאל
דברי מבוא
לספר עובדיה
Mimo tego, że pojęcie Edom jest dość
szerokie i może mieścić w sobie najbardziej różne
aspekty kultury i cywilizacji, powstałej na ruinach dawnego cesarstwa
rzymskiego, w wąskim znaczeniu słowa Edom oznacza «lud
chrześcijański», wspólnota chrześcijańska,
Kościół.
Dlatego też, przeanalizowawszy, jak tradycja
żydowska przyjmuje Ezawa, zrozumiemy, w jaki sposób przyjmuje ona
Kościół
Tradycja ta stopniowo demonizuje brata Jakuba. Słowa
zwrócone do Abrahama, „Ale ty odejdziesz do twych przodków w
pokoju, w późnej starości zejdziesz do grobu» (Rodz 15.15),
Raszi wyjaśnia w następujący sposób: «Zobaczysz jak
Izrael powróci do Najwyższego, ale jak twój wnuk Ezaw
pójdzie złą drogą, tego ty nie zobaczysz» W związku
z pasusem «»Po śmierci Abrahama...» (Rdz 25.11), ten sam Raszi
oznajmia, że Abraham nie zgodził się na udzielenie błogosławieństwa
Izaakowi, przewidując, że z niego pocznie się Ezaw.
Kiedy powraca «z
pola Ezaw bardzo znużony» (Rdz 25.29) to oznacza, że jest on
znużony z powodu «przelewania krwi». Nawet fakt, że Rebeka
więcej nie rodziła i pozostała bezpłodną, midrasz wyjaśnia
knowaniami Ezawa, umyślnie raniącego jej żywot podczas swoich
wewnątrz łonowych bójek z Jakubem Kabała, ze swojej
strony, uznaje Ezawa za duchowego patrona świata demonicznego.
Jednakże tradycja ta zna również podejście alternatywne.
Narodzenie bliźniaków księga Zohar uznaje za znak losu.
«Ponieważ Jakub był bliźniakiem Ezawa, Tora została dana w
miesiącu, którego znakiem są Bliźnięta» פרי
צדוק 4 ראש חדש
םיון .במדבר
Ten sam Zohar oznajmia, że sprzedaż praw
wynikających z pierworództwa za miskę zupy nie była
daniną złożoną łakomstwu w danym momencie, ale że
ta transakcja musiała stanowić rezultat długich pertraktacji. W
istocie oznacza to, że Jakub całymi latami dogryzał bratu prośbami
o ustąpienie mu praw wynikających z pierworództwa, a ten,
bardzo możliwe, że nie całkiem poważnie zrzekł
się ich.
Prawdopodobnie żaden sąd na świecie nie uznałby
podobnej transakcji za ważną i kiedy Jakub, za pomocą
postępu otrzymał błogosławieństwo należące
się bratu, Ezaw stwierdził, że Jakub «dwukrotnie mnie podszedł»
(Rdz 27.36). Mimo tego, nie popróbował on dezauować
swojej zgody, co jest niewątpliwie świadczy o jego
przyzwoitości. Więcej, on nawet nie zapragnął odebrać
Jakubowi ukradzione przez niego błogosławieństwo
należące się jemu samemu. Ograniczył się on do
stwierdzenia: «Czyż miałbyś tylko jedno
błogosławieństwo. Mój ojcze? Pobłogosław
także i mnie, ojcze mój» (Rdz 27.39). W porywie gniewu Esaw
zapragnął wprawdzie zabić Jakuba, ale potem wybaczył mu on
ze szczerego serca, a kiedy, po wielu latach, po ucieczce Jakuba do Mezopotamii
bracia spotkali się znowu, oni obaj płakali w swoich ramionach.
Komentatorzy przyjmują, że uczucia Ezawa były w tym momencie
całkowicie szczere (patrz na przykład
Sporu dotyczącego wiersza 34.4 księgi Rodzaju). Do tego Jakub
powiedział Ezawowi: «Bo przecież, gdym ujrzał twe oblicze, było ono obliczem jakby
istoty nadziemskiej i okazałeś mi wielką
życzliwość» (Rdz 33.10) Rabin Abraham Kuk napisał z
tego powodu: «Widziałem oblicze twoje, jako oblicze Boże
(anioła) — w ten sposób powiedział Jakub do Ezawa,
człowiek prawdy i prostoty, a jego nie
były daremne (,הרב
אברהם יצחק
הכהן
קוקאגרות
הראי"ה, איגרת 112)
Z tego, o czym opowiada Tora, widać że Ezaw posiadał
cechy pozytywne: był oddany swojemu ojcu, wierny danemu słowu,
umiał szanować cudze interesy, i cenił stosunki braterskie. W
odróżnieniu od Moabitynczyków i Ammonitianczyków,
Tora pozwala Edomitom wchodzić do „społeczności Pańskiej”,
głosząc przy tym „Nie będziesz się brzydził
Edomitą, bo jest on twoim bratem” (Pwt 23.8). Sam fakt masowego
nawrócenia Edomitów na judaizm w II wieku przed naszą
erą wiele mówi.
Tradycja liczy się z tym. Ezaw nie jest uznawany za z natury
występnego. Przeciwnie, Raszi jest pewny (powołując się na
32.25 wiersz księgi Rodzaju), że jeśliby Jakub zdecydował
się oddać Dinę Ezawowi za żonę, to ten poprawiłby
się. A Maldim powołując się na wiersz (27.3)
mówi, że zgodnie z planem Izaaka, potomkowie Ezawa i Jakuba
wypełniali funkcje kapłańskie, a synowie Ezawa troszczyliby
się o gospodarkę i bezpieczeństwo.
Komentując historię tego, że «Zabronił
Edom przejścia Izraelowi przez soje granice» (Lb 20.14.21), Raszi
twierdzi, że według
pierwotnego zamiaru Najwyższego, i Jakub i Ezaw powinni byli razem
pójść do Egiptu. Ostatecznie misja ta została wyznaczona
wyłącznie Izraelowi, jednakże Ezaw w końcu
mógłby uczestniczyć w dziele swojego brata, jeśliby
dał przejść mu przez swoją ziemię.
Zgodnie z midraszem, głowa Ezawa została
pogrzebana w pieczarze Machpela wraz z praojcami narodu żydowskiego. Tym
samym europejski racjonalizm, jakby otrzymuje najwyższe uznanie
«folklorystyczne».
W końcu rabin Naftali Cwi Jehuda Berlin (Hanaciw) z
Wołożyna (1817-1839 w swoim komentarzu do Tory «Ha`emek Dawar»
(dotyczącym słów «i płakali» Rdz 33.4)
napisał: To, że oni obaj płakali, uczy nas tego, że
również i Jakuba przepełniało w tym momencie poczucie
miłości do Ezawa. I także w następnych pokoleniach, kiedy
potomkowie Ezawa w duchowej czystości uznają nasienie Jakubowe i wielkość
jego, wtedy i my uznajemy Ezawa, dlatego, ze jest on naszym bratem».
W ostatnich dziesięcioleciach Edom zaczął
kojarzyć się w świecie żydowskim nie tylko z Rzymem, z
Kościołem, ale z całą kulturą europejską,
którą Żydzi tak albo inaczej cenią. Rzeczywiście
ortodoksyjny świat żydowski nie tylko używa dóbr
demokracji i postępu technicznego, ale stwarza on swoją
własną cywilizację sprzężoną z europejską,
wspominając zwykle w związku z tym słowa Izaaka: «głos jest
głosem Jakuba, ale ręce — rękami Ezawa!» (Rdz. 27.22) —
czyli wiara Jakuba, technologia Ezawa.
Najwyższy wybrał Jakuba i to samo przez się znaczy wszystko.
Jednakże, w przypadku, jeśli wybrałby on Ezawa, to przymierze z
nim z pewnością utrzymałoby się. (wspomnijmy choćby
rodowitych Edomitów – proroka Awdiusza i Tanija rabina Meira) Przecież,
jeśli uważnie czytać Torę, można dojść do
wniosku, że Żyd również nie jest najlepszym wzorcem.
Najwyższy nie raz żałował swojego wyboru, dwa razy nawet
grożąc Żydom, że uczyni naród wybrany przed
Mojżeszem. W skrajnym przypadku to samo mogłoby dokonać się
z Ezawem.
Wskutek tego, wspólnota żydowska uważa
wspólnotę chrześcijańską za wspólnotę
braterską, bliźniaczą. I niezależnie od tego, na ile
negatywną reputacją nie cieszyłby się Ezaw w tradycji
żydowskiej, z przytoczonych cytatów wynika, że stosunek do
niego było w zasadzie niejednoznaczne i mógł zmieniać
się. Bracia bliźniacy mogą przeżywać wzajemnie do
siebie całą gamę uczuć, zaczynając od nienawiści
przemieniającej w popiół, kończąc na
miłości rezygnującej z samego siebie. O tym można
powiedzieć z całkowitą pewnością, są oni, bowiem
wzajemnie związani przez jeden los.
Taka jest w pełni „folklorystyczna” perspektywa problemu wzajemnych
stosunków Izraela i Kościoła, tak wygląda spojrzenie z
„brzegu” życia.
I wszystko to stanowi tylko jedną „humanitarną”,
„haggadystyczną” płaszczyznę żydowskiego spojrzenia. Nie
mniej ważne jest przeanalizowanie także płaszczyzny
„haggadystycznej”, a raczej wyjaśnienie, w jaki sposób Żydzi
mogą przyjmować chrześcijan na poziomie religijno – praktycznym?
Dopuszczalna idolatria
Czasami można usłyszeć od Żydów
opinię, że chrześcijaństwo jest idolatrią. Pogląd
ten opiera się na orzeczeniu Rambama, który przejawiał
sympatie w stosunku do islamu,
chrześcijaństwo zaś zaliczał do pogaństwa. Z
tego powodu, w Pierwszej Misznie „Awoda Zara” jest mowa o tym, że
Żyd mat zabronione zawieranie transakcji handlowych z idolatrami, przez
trzy dni poprzedzające ich święta. Dalej zostało
postanowione, że poza granicami Erec Izrael zakaz ten będzie
ograniczony jedynie do samego dnia święta Komentując tę
Misznę, Rambam napisał - „chrześcijanie są idolatrami, ich
święta są zabronione, a do wszystkich ich obyczajów
odnoszą się zakazy Tory stosujące się do czci oddawanej
idolom, dlatego też zabroniono zawierania z chrześcijanami transakcji
w niedzielę”. (Analogiczne wypowiedzi umieścił on w „Miszne
Tora” Glichot Awodit Kochawim 9.4)
Jednak każdy, kto chce budować swój
stosunek do chrześcijaństwa opierając się o wypowiedzi
Rambama, powinien przyjąć pod uwagę dwa warunki. Po pierwsze,
istotne jest zdawanie sobie sprawy, że stosując te same kryteria,
Rambam zaliczał do „idolokratii” nie tylko chrześcijaństwo, ale
również (....) kabałę. W szczególności
napisał: „Wiedząc, że na razie wierzysz w antropomorfizm albo
przypisujesz Jemu jakikolwiek ze stanów cielesnych, wzbudzasz tym samym
zazdrość, gniew i rozpalasz ogień zaciętości – stajesz
się znienawidzonym, wrogiem i przeciwnikiem znacznie gorszym niż
poganin” (Rambam, „Przewodnik dla błądzących” Gl 36) Uważa się, że w tym miejscu
Rambam ma na myśli kabałę.
W „Miszne Tora” ustosunkowuje się on do
heretyków, którzy nie mają „udziału w przyszłym
życiu”, tych, „którzy utrzymują, że istnieje jedyny
Władca, uważając go przy tym za cielesnego i mającego
twarz” i tych, „którzy twierdzą, że nie jest On jeden (...)
ale gwiazdy i planety zostały przekazane Jemu, aby być
pośrednikiem między Nim i Najwyższym” (Rambam Miszne Tora
Glichot Tszuwy 3.7) רמב'ם
משנה תורה .
הלכות תשובה .3.7). Jeżeli druga
część danego określenia odnosi się do „idolokratji solarnej”, a w tym sensie
także do chrześcijan, to pierwsza właśnie do
kabalistów. Aby przekonać się o w tym, wystarczy otworzyć
standardowe wydanie „Miszne Tora”, poprzedzone komentarzami znakomitego
kabalisty Raawada (rabin Abraham ben Dawid z Poskiery), z którego
wynika, że ten atak przyjmuje on jako napaść skierowaną
przeciwko niemu. Raawada napisał: „Dlaczego on nazwał takiego
człowieka heretykiem? Przecież wielu zasługujących na
szacunek bardziej niż on sam, trzyma się takiego sposobu
myślenia”
W ten sposób każdy, kto chciałby
„zawalić” chrześcijaństwo autorytetem Rambama, powinien sobie
uświadomić, że jednocześnie ”zawala"
również kabałę, a w najlepszym wypadku określone jej
warstwy.
Ale nie to jest najważniejsze. Najbardziej istotne
jest to, że opinie Rambama na temat stosunku do chrześcijan nie
są ogólnie uznane. Zgodnie z podejściem większości
nauczycieli Prawa, („riszonim”) chrześcijaństwo nie jest
pogaństwem. Hałacha Rambama nigdy nie była przyjęta w
Europie, gdzie Żydzi od wieków handlowali z chrześcijanami w
niedzielę. W sprawie transakcji handlowych z chrześcijanami
prowadzonymi w niedziele w komentarzu do już wspomnianej Pierwszej Miszny
traktatu „Awoda Zara”, rabin Menachem Ameiri napisał: „ w naszych czasach
nie ma ani jednego człowieka, któryby podpadał pod zakaz
(handlu), nawet w samym dniu świętowania (...) dlatego, ze teraz nie
ma już takiej idolatrii i dla takiego handlu nie istnieją żadne
przeszkody”.
Oprócz tego, w Europie Żydzi tez zawsze
uznawali przysięgę składaną przez chrześcijan. W
Szulchan Aruche (Orech Chaim 166), gdzie jest mowa, że
przysięgi złożonej przez wyznawcę idolatrii nie wolno
uznawać, zastrzega się, że przysięga złożona
przez chrześcijanina w ostatecznym rachunku odnosi się do
Stwórcy nieba i ziemi, wobec czego jest do przyjęcia.
Ponadto w Europie, do okresu rozpoczęcia się pogromów
towarzyszących wyprawom krzyżowym, wielu rabinów
pozwalało pić wino sporządzone przez chrześcijan[28]. Raszi wprawdzie nie polecał tego, ale
wprowadzał zastrzeżenie, że «narody naszych czasów nie
podpadają pod określenie czcicieli idoli». Wyjaśnia on, że
Żydzi powinni wystrzegać się picia chrześcijańskie
wino, ale nie z powodu obawy, że wypiją napój składany w
ofierze idolom, a dlatego, aby nie dopuścić do zbędnej
bliskości z innowiercami, jaka może zakończyć się
ślubem. שו'ת
רש'י סימן שכז (Szut Raszi 327)
W naszych czasach stosunek do chrześcijaństwa w tym punkcie
nie uległ zmianom. Reb Herzog,
który był głównym rabinem Izraela w okresie
ogłoszenia jego niepodległości, w swojej książce
«Prawa Izraela w aspekcie w zgodności z Torą» napisał: «Nie
należy zapominać, że oni (chrześcijanie) posiadają
swoje wyobrażenie o Stwórcy świata, chociaż ich
wyobrażenia nie są w pełni czyste. Według mojej opinii
(...) za wyczerpujące sprawę należy tutaj przyjąć
stanowisko gaona rabina Zejewa Wulfa Galewi Baskowicza, który
zdecydował, że synowie Noego nie byli uprzedzeni w sprawie «idolatrii
współdziałającej». (...) «Idolatria
współdziałająca» to nabożeństwo, które z
jednej strony zwrócone jest ku
nie posiadającemu początku jedynemu Bogu, Twórcy nieba i
ziemi, a z drugiej strony dołącza do Niego siły cielesne, albo
jakiekolwiek siły przyrody, albo człowieka, który przez ich
wyrażając je jest stawiany na wysokość Boską, w taki
sposób tak, że ten pierwszy uznawany jest za podstawę, a drugi
za pochodnego Jemu. Nawet, jeśli Żydzi uznają to za
idolatrię, której praktykowanie podlega karze śmierci albo
śmierci z woli niebios, synowie Noego nie dostrzegali w «idolatrii
współdziałającej» niczego zakazanego... Chrześcijanie
naszych czasów, nawet katolicy nie są bałwochwalcami».
הרב
הרצוג
'תחוקה
לישראל עפ'י
התורה . סדרי
שלתון ומשפט
במדינה
היהודית 17-19'
Widzimy, przeto, że zgodnie z Torą ustną
«idolatria współdziałająca» nie jest zabroniona dla
narodów. Jednak, jeśli wziąć pod uwagę, że
zgodnie z wiarą judaizmu Najwyższy sam pozbawił narody Swojego
bezpośredniego kierownictwa, że On realizuje je za pośrednictwem
aniołów, to można zadać pytanie, czy «idolatria
współdziałająca» odwołująca się do «ogniw
pośrednich» jako do pośredników, nie jest nie tylko
dopuszczona dla narodów, ale w ogóle ustanowiona dla nich z
Wysokości?
Judaizm uważa, że jeśli Izrael jest
kierowany przez samego Najwyższego, to narody kierowane są za
pomocą aniołów - stróżów, czyli
pośredników.
Rabin Chaim Luzatto napisał w sposób następujący: «W godzinie,
kiedy świat podzielił się, jak postanowił Święty,
niech będzie błogosławiony, siedemdziesięciu
służących mu z rodu aniołów, aby oni zostali
postawieni nad tymi narodami, pilnowaliby ich i prowadzili nadzór nad
ich sprawami. W taki sposób, Najwyższy wypełnia nad tymi
narodami jedynie nadzór ogólny. Anioł zaś postawiony
nad narodem, będzie realizować nad nim nadzór własny,
drobiazgowy, za pomocą mocy, którą przekazał mu Pan» (Rabin
Mosze Chaim Luzatto «Drogi Stwórcy» II.4.8)
Ale czy zwrócenie się nie-Żyda do
pośrednika nie jest nawet bardziej odpowiadające zamysłowi
Stwórcy, niż zwrócenie się bezpośrednie do Niego?
Przecież, jeśli Izrael jest specjalnie oddzielony przez Niego dla
Siebie, w charakterze świętego, to czyżby nie było by
naturalne pozostawić powszedniość, zawsze w jakiejś mierze
związaną z przyrodą?
Wprawdzie,
według niektórych opinii «idolatria
współdziałająca» jest nawet gorsza od zwyczajnej,
ponieważ dla tego, kto przyjmuje Jedynego Boga, obdarzenie Jego
właściwościami innych istot wydaje się przejawem pychy. Na
przykład, podobną opinię wypowiedziano w «Taniji» (R. 24):
«Pokonanie strony «sitra achora» dokonuje się zgodnie z tym, że jest dla niej jest
właściwe i podobne do niej. Mędrcy powiedzieli: Topór
(czyli rączkę do niego) bierze się z lasu, który
wyrąbują za pomocą jego samego»
Papież Grzegorz Wielki (540-604) nauczał, że
Najwyższy przyjął ludzkie oblicze, aby oszukać diabła.
Upadły anioł nie oczekując, że spotka w człowieku
Boga, „zaklął do żywego” i „nadział się”. Biskup Cyryl
Jerozolimski (315-387), skrajnie precyzyjnie sformułował tę
ideę „Kiedy było trzeba, kłaniano się
człekokształtnemu tak jak Bogu, wtedy Bóg rzeczywiście
współuczynił się człowiekiem, aby wytępić
fałsz”[31].
Wobec tego - zgodnie z myślą samego
Kościoła „Pośrednik” pojawił się, dlatego, aby
stać się „przynętą” dla pogan. Chrześcijaństwo
samo uznaje, że posiada „fakturę pogańską”, co przyjmuje
jako wymuszony na nim środek. W kontekście tej właśnie doktryny
kształtował się kult chrześcijański.
Kościół starożytny wykorzystywał narodowe
pogańskie obyczaje i obrzędy po to, aby wypełnić je
nową zawartością, jednocześnie wypalając stare.
(„Topór biorą z lasu, który wyrąbują za jego
pomocą”)
Zrozumiałe, że doktryna („felix culpa”) jest dość
zakamuflowana, nie jest ona w ogóle wystawiana przez
Kościół na plan pierwszy, a opinia Dunsa Szkota, według
której Wcielenie nastąpiłoby nawet i w takim wypadku,
jeśli by Adam nie zgrzeszył, uważana jest za prywatną
opinię tego teologa.
Wobec tego judaizm ma wszelkie dane, aby przyjąć, że
Kościół nie uwodzi na swój własny rachunek, wyznając to, że praktykuje
„idolatrię współdziałającą”, a nie „czysty
monoteizm”. Ale przecież on jest zmuszony do takich działań
wychodząc naprzeciw świadomości narodów, aby
przekształcać ją od wewnątrz. Tym samym on z jednej strony
sprawuje swój kult w sposób do przyjęcia dla
Najwyższego, a z drugiej ratuje „kultury narodowe”. Z jednej strony
spełniło się proroctwo: «Pan moją siłą i
moją twierdzą (...) Do Ciebie przyjdą narody z
krańców ziemi i powiedzą: „Przodkowie nasi odziedziczyli tylko
kłamstwo – nicość pozbawioną jakiejkolwiek mocy» (Jr
16.19), a z drugiej – zachowała się w pełni
identyczność narodowa. Dzięki temu „nieczystość”
przekształciła się w „codzienność”
Na korzyść „idolatrii
współdziałającej” działa również
negatywne doświadczenie „czystego monoteizmu” głoszonego przez
Mahometa. Jeśli porównać dziś ten „czysty monoteizm” z
pogaństwem, to mimowolnie rodzi się refleksja, czy nie lepiej
stałoby się, gdyby jego wyznawcy pozostali przy swoich uprzednich
błędach? Nie udaje się odgonić myśli, że
lekarstwo okazało się gorsze od samej choroby.
A przecież, jeśliby wziąć pod
refleksję pogląd judaizmu na aniołów –
stróżów narodów, to wówczas wszystko, co
odbywa się dzisiaj z islamem okaże się w pełni prawidłowe.
W samej istocie, jeżeli w odróżnieniu od Izraela, kierowanego
przez samego Najwyższego, narody są kierowane przez
aniołów, to wówczas, co może zdarzyć się z
narodem, który zuchwale zechce w tym upodobnić się do
Żydów i zażyczy sobie, aby Najwyższy kierował nim
bezpośrednio? Czyż od początku nie należało
oczekiwać tego, że muzułmanie zamienią Torę na swoje
własne źródło, nie chcąc jednocześnie
liczyć się z nią jako ze źródłem
„poprzedzającym”? Ale najważniejszy jest fakt, - czyż można
być pewnym, że to ich źródło rzeczywiście
należy do Najwyższego, a nie do anioła? Czyżby nie
byłoby naturalnym oczekiwanie, że naród, który
omijając swojego anioła i spróbuje ustanowić
bezpośredni kontakt z Bogiem, w istocie do Boga nigdy nie dojdzie, a
przyjmie za Niego swojego anioła.
Fakt, że to przesądy, (ale nie hałacha)
przypisują chrześcijanom grzech, a właśnie to, że ustanowili oni pośrednika między
samymi sobą a Najwyższym, w istocie jest wyrazem pokory -
ratującej tę religię w oczach samego judaizmu - i otwiera przed
nim możliwość dopełniającego dialogu.
W tym
miejscu dochodzimy do miejsca najbardziej bolesnego z punktu widzenia
judaizmu, którym jest kwestii
stosunku do osoby Jezusa.
Osoba Jezusa w tradycji żydowskiej
Osoba Jezusa prezentuje się w
źródłach żydowskich w świetle jednoznacznie
negatywnym. Talmud przedstawia Jezusa jako czarownika (Sanhed 43a),
który wziął swoją magię z Egiptu (Szabbat 1046).
Żydzi wyobrażają sobie, że on teraz smaży się w
piekle, mimo tego, że Gemara (Gitin 57a) chwali go za to, że
on żywi miłość do Izraela.
Tymczasem warto zauważyć, że tradycja nigdy
nie wymagała, aby przyjmować wszystkie historie opowiedziane w
Talmudzie jako fakty historyczne (szczególnie mówi o tym Rambam w
swojej przedmowie do miszny „Chelek”)
Talmud
nigdy nie wypowiada idei naukowych, które wyglądają
niedorzecznie nie tylko z perspektywy współczesnego człowieka,
ale nawet z punktu widzenia elit uczonych, współczesnych tym,
którzy zestawiali Gemarę. Nie powinno to jednak nas
zniechęcać. Talmud nie jest podręcznikiem fizyki albo biologii.
Zawiera on w sobie halachę i haggadę. Halaha to niezbędne
omówienie konkretnego przykazania,
jest ona zawsze dokładna, a po rozważeniu całej sytuacji,
wystawia jednoznaczny osąd. Haggada, albo niesie ideę
znaczeniową albo przypowieść pouczającą. Wiara w jej
dosłowność haggady nie obowiązuje nikogo.
Jeżeli jakiś Żyd oznajmi, że nie
myśli, aby mędrcy postąpili słusznie, zabraniając
jedzenia potraw mięsnych i mlecznych z jednego i tego samego naczynia, a
następnie opierając się na tym, przestanie dzielić swoje
naczynia pomiędzy mięso i mleko, wtedy narusza on Prawo. Ale
jeśli ktoś oznajmi, że nie wierzy w to, że w mózgu
cesarza Tytusa zalągł się robak, to nikt nie będzie robić
mu z tego powodu wymówek.
W takich warunkach, podejściem w pełni
słusznymi do przyjęcia, będzie pogląd, zgodnie, z
którym obraz Jezusa z Gemary nie jest obrazem Jezusa historycznego,
tylko stanowi przedstawienie protoplasty wrogiej wspólnoty. Opisano go w
takim świetle, jakie rzuciła na niego stworzona przez niego nauka.
Podejście takie jest częściowo zaakceptowane przez samą
tradycję. Na przykład, z powodu słowa „minim” wymienionego w
ogólnym spisie grzeszników, w traktacie Rosz-Aszana (17.a),
Raszi napisał „minim” to „uczeń Jezusa z Nazaretu, odwracający
słowa Boga żywego ku złu”. Jak widzimy, w tym wypadku Raszi nie
składa odpowiedzialności za idee chrześcijańskie na samego
Jezusa, a jedynie na jego wyznawców.
Ważne jest tutaj zrozumienie, że ocena dana Jezusowi przez judaizm
nie jest oceną „Chrystusa historycznego”, ale jedynie „Chrystusa kerygmy”,
czyli wyobrażenia o nim stworzonego w świecie
chrześcijańskim.
Nie można być dziś obojętnym wobec
sprawy, że we współczesnym świecie
chrześcijańskim przeprowadzono bardzo dokładny rozdział
między „Chrystusem historycznym” i „Chrystusem kerygmy”
Teolog protestancki, Rudolf Bultman w swojej
książce „Jezus”, wydanej jeszcze w roku 1926, uznał praktycznie
wszystkie dowody krytyków biblijnych i zgodził się z tym,
że sam „Jezus historyczny” nie uważał się ani za Boga w ciele,
ani nawet za Mesjasza.
Nie będziemy tu wdawać się w szczegóły argumentacji
krytyków Ewangelii. Dla nas ważne jest tylko stwierdzenie, że
także w samym świecie chrześcijańskim, który
krytycznie przeczytał swoje źródło – Ewangelię,
powstała całkiem reprezentatywna opinia, zgodnie z którą
Jezus nie uważał siebie ani z Boga, ani za Mesjasza, ani tym bardziej
nie naruszał praw Tory.
Niżej spróbuję zbliżyć się
do problemu, jak to się stało, że może być dopuszczona
taka rozbieżność między Jezusem dogmatyki
chrześcijańskiej, a Jezusem krytyki biblijnej? W tym miejscu
ograniczę się jednak tylko do podkreślenia, że w
świetle chrześcijańskiej gotowości do zauważania w
Jezusie ortodoksyjnego Żyda i niczego więcej, żydowski stosunek
do niego też nie jest niezdolny do zmiany.
A za kogo może przyjąć Jezusa świat europejski? Kim
może być on dla Europy.
Misja sprawiedliwego
Zanim odpowiem na powyższe pytanie, chciałbym
przeanalizować, w jaki sposób judaizm odnosi się do misji
sprawiedliwego i jak należy się ustosunkować do mimowolnie
narzucającej się, w związku z nią, idei Wcielenia.
W jednym ze swoich kaznodziejskich opowiadań, angielski pisarz, Gilbert
Keith Chesterton, używając – w swoich kazaniach - bezprecedensowo
władczego tonu, próbuje udowodnić boskość założyciela
chrześcijaństwa za pomocą argumentu, że Jezus sam
mówi o sobie przeważnie w pierwszej osobie.
Rzeczywiście, nigdzie w Ewangelii nie powiedziano,
że Jezus uważał siebie za bóstwo, tym nie mniej
można to odczuć z ogólnego «tonu» rozmaitych jego wypowiedzi,
jak na przykład: - «Wszystko przekazał mi ojciec mój. Nikt
też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten,
komu Syn zechce objawić» (Mt 11.27), albo: «Oto powiadam wam: : Tu
jest coś większego niż świątynia» (Mt 12.6), «a oto tu
jest coś więcej niż Salomon» (Mt 12.43). A w księdze
Apokalipsy św. Jana my czytamy z
całą mocą: «Jam jest pierwszy i ostatni» (Ap 1.17).
Najwyższy może pozwolić sobie
powiedzieć: «nie ma równego Mi na całej ziemi» (Wj 9.14),
albo: «a nie ma innego Boga prócz Mnie? Bóg sprawiedliwy i
zbawiający nie istnieje poza Mną» (Iz 45.21). Bóg
Izraela jest sprawiedliwy we własnych oczach i przyjmuje się to za
należne mu. Ale człowiek to już inna sprawa. Wiemy, że im
człowiek jest sprawiedliwszy, tym jest skromniejszy, tym pokorniejsze
oceny wypowiada na swój własny temat. - „Bo jestem prochem i
popiołem» (Rdz 18.27), mówił o sobie Abraham czczony
przez judaizm, jako słup sprawiedliwości. Rabin Johanan ben Zakkai
wyjaśniał przewagę nad sobą rabina Chaniny jako człowieka
modlitwy tym, że «Rabin Chanina w swojej delikatności jest podobny do
sługi wobec króla, kiedy ja sam znajduję się wobec
króla w charakterze wielmoży». (Brachot 34). «Nie wierz
sobie do dnia śmierci» jest powiedziane w «Pirkej Awot» (2.5).
«Pewność siebie to rodzaj idolatrii», tak nauczał rabin Nachman.
Zrozumiałe, że analogiczny stosunek do tych, co sami
głoszą, że są sprawiedliwymi, występuje w
chrześcijaństwie (Luter nazwał «pewność, co do
własnej sprawiedliwości» «zwierzem, którego nie zabiwszy,
człowiek nie może żyć»)
Wobec tego, obserwację poczynioną przez
Chestertona, trudno nazwać bzdurną. Chwałę siebie samego
możemy spotkać tylko wśród liderów sekt,
bądź tych już obłąkanych, bądź tych
znajdujących się na granicy obłędu. Jeśli mowa o
normalnych bardzo utalentowanych ludziach, to na naśladowanie tonu, w
jakim Jezus mówi o sobie w Ewangelii, pozwalał sobie jedynie
Friedrich Nietsche, w ostatnim okresie swojego życia. Nawet on
(będąc już w tym czasie na granicy obłędu), nie
dochodził jeszcze do poprzeczki wyznaczonej przez Ewangelię.
Dlatego też, kiedy czytamy Ewangelię i natykamy
się na słowa typu «Dana jest mi wszelka władza na niebie i na
ziemi» (Mt 28.18), wtedy pojawia
się zupełnie uzasadnione pytanie, czy to przypadkiem nie sam
Najwyższy przyoblekł się w ciało i krew? Czy ktokolwiek
poza Bogiem może sobie pozwolić na mówienie tonem Boga?
Jak by nie było to dziwne, kiedy zwrócimy
się ku judaizmowi, to odkryjemy, że tak się może
okazać. Paradoksalnie, zgodnie z tradycją żydowską, «tonem»
Boga ma prawo mówić sprawiedliwy, pierwszy ze sprawiedliwych!
Są takie przypadki - na przykład rabin Szymon bar
Johaj mówił o sobie „tonem” nawet jeszcze bardziej pełnym
zachwytu, niż Jezus. Wsłuchajmy się w następujące
słowa Zoharu: - «Dobro przynoszę tym, że znajduję się
w świecie i jestem znakiem dla świata. Za moich dni, bowiem, nie
zagraża światu nieszczęście i nie będzie on
sądzony przez najwyższy Sąd. Ale po mnie nastąpi pokolenie,
podobne do tego, a świat pozostanie bez orędownika swojego.» (Zohar
1.224á).
Poza omówionym przypadkiem, szczególnie
interesujący jest fakt, że rabin Szymon bar Johaj prowadzi dialogi
takim «tonem» nie tylko w Zoharze - księdze znajdującej się
nieco na peryferiach tradycji, — ale również w innych
źródłach: w Midraszach i w Talmudzie. - «Widziałem
synów wstępujących, było ich niewielu. Jeśli
był ich tysiąc, ja sam razem z moim synem byliśmy
wśród nich. Jeśli ich było stu, sam razem z moi, synem
byliśmy wśród nich. Jeśli ich było dwóch, ja
z synem byliśmy nimi» (Sanhedryn 976), albo «Tak mówił
rabin Szymon bar Johaj: - świat nie
zachowa się, jeśli żyje w nim mniej niż trzynastu
sprawiedliwych na miarę Abrahama. Jeśli ich trzynastu, to ja i mój
syn jesteśmy dwoma wśród nich. Jeśli ich dwóch, to
ja i mój syn» (Bereszyt raba 25.2)
Widzimy przeto,
że żydowscy sprawiedliwi znają podobny «ton» i jednocześnie
judaizm nie dochodzi do tak skrajnych wniosków, do których
doszło chrześcijaństwo. Ale skąd wziął się
taki pogląd? Co za nimi stoi? Czy posiadał go jeszcze ktoś inny?
Misja Mesjańska
Pierwszym, u kogo już przemykają tony
samoświadomości bycia sprawiedliwym jest, według wszelkich
danych człowiek, któremu historycy nadali miano Nauczyciela
Sprawiedliwości z Quamram.
Ton quamramskich hymnów jest zbieżny z
ewangelicznymi. Zaznacza to wielu badaczy, w szczególności David
Flusser w swojej książce
«Jezus»[32].
A profesor Uniwersytetu Hebrajskiego, Izrael Knohl w
związku z tym napisał: «Z tych hymnów, które były
odnalezione w Qamram, rysuje się obraz mesjańskiego wodza,
który stał się wielkim w sensie mistycznym i postrzegał
siebie samego jako świętego na niebiosach «na tronie Bożej mocy»
Nazwał on siebie «przyjacielem Króla» i nawet mówił o
sobie, „kto jest podobny do mnie pośród bogów?» Takimi i
innymi wypowiedziami zmusił mędrców swojego pokolenia, przede
wszystkim Hilela, do wykluczenia go wraz z jego zwolennikami ze
wspólnoty żydowskiej». (2000
ישראל
קנוהל
"בעכבות
המשיח"
ירושלים-תל-אביב ).
Powstaje wrażenie, że pretendowanie do bycia pierwszym
wśród sprawiedliwych, jest w jakiś sposób związane
z powołaniem mesjańskim, które to, kolejno może być
interpretowane albo po żydowsku, albo po chrześcijańsku.
W
Zoharze można znaleźć twierdzenia pozwalające na
utożsamienie Sprawiedliwego (rabina Szymona bar Johaja) z
Najświętszym: «Napisano: Zobaczy każdy mężczyzna
twój oblicze Pana (Szmot 34.23) Kto jest obliczem Pana? Rabin
Szymon bar Johaj (2.28a) albo «Napisano: - i nazwiesz Szabat słowem
zadowolenie, aby chwalić Pana wysławianego (Iszaj 58.13). Kto
jest świętością Pańską? To rabin Szymon bar
Johaj, nazwany mianem „wysławiany
na tym świecie i w świecie przyszłym» (3.145a.
Błogosławiona jest dusza syna Johaja, bo
Święty, niech będzie błogosławiony, czyni dla niego
cuda. On postanawia, a Święty, niech będzie
błogosławiony dokonuje ich. I jest mu przeznaczone być w
przyszłości głową sprawiedliwych» (Zohar chadasz 95g)
Z góry wiadomo, że w danym przypadku nie ma mowy o osobistym
wcieleniu. Mówiąc o sobie samym w tonie Najwyższego,
żydowski sprawiedliwy pozostaje tylko człowiekiem.
Nie będę negować faktu, że w
każdym przypadku ton ten jest i paradoksalny i kuszący, że
właściwie wszystkie kierunki mistyczne, spotykały się z
najpoważniejszymi reakcjami ze strony estabiliszmentu religijnego. Nie
stanowi też tajemnicy, że księga Zohar nie od razu zdobyła
sobie uznanie w świecie żydowskim, a przez długie wieki
podlegała wątpliwościom. Ale fakt, jak prędko to
kuszące i paradoksalne zjawisko zostało całkowicie przyjęte
przez judaizm, skłania do zadania pytania: - Co stoi za tym «tonem»
żydowskiego sprawiedliwego? Czym on jest karmiony?
Wydaje się, że jest on karmiony
uświadomieniem sobie swojej misji. Powiedziałbym tak: - jeśli
rabin Chanina stał przed Najświętszym jak sługa przed
królem, to rabin Johanan ben Zakai, stał jak wielmoża przed królem,
a rabin Szymon bar Johaj, stał widocznie jak król przed
królem.
Inaczej formułując myśli, można
przyjąć, że wysoka samoocena sprawiedliwego rodzi się z
następującej przyczyny - w pewnym momencie dany człowiek - fakt,
że został uznany za sprawiedliwego - zaczyna pojmować jako
swoją specyficznej misję, - misję królewską (w
ramach mesjanizmu). W chasydyzmie, na określenie takiej misji powstał
nawet specjalny termin „mesjasz swojego pokolenia” Sensem tego określenia
jest uznanie faktu, że w każdym pokoleniu pojawia się
sprawiedliwy (albo nawet sprawiedliwi), którzy w istocie
wypełniają taką samą misję, co i Mesjasz -
różniąc się tym od niego, - że żaden z nich nie
ma danej mu możliwości doprowadzenia misji do końca.
Właśnie to uświadomienie sobie pełnienia misji, może
dawać sprawiedliwemu władzę i moc mówienia o sobie
samym w tonie podniosłym, nie
utożsamiając - w tych wypadkach - siebie samego z Bogiem,
uznając jednak, że jest on „jak Bóg”.
Sprawiedliwość związana jest
bezpośrednio z samokrytycyzmem, ale widocznie, na jej wyżynach, kiedy
fakt pełnienia misji objawia mu się, - sprawiedliwy zaczyna
balansować wśród sfer bardzo subtelnych, paradoksalnych. Jakby
wzywając do skrajnego upodobnienia się do Najwyższego zaczyna
nawet mówić jego „tonem”. „Ton” to jakby znak przyjęcia na
siebie pełnej odpowiedzialności za świat. W określonym
punkcie, z przyjmującego świat (jakim jest każdy człowiek)
sprawiedliwy może się przeobrazić w jego źródło,
czyli stać się Luminarzem świata. Wzywa on takim tonem, aby
ujawnić swoją porównywalność z Najwyższym,
wynikającą z samej natury jego misji.
„Święty, niech będzie
błogosławiony, włada człowiekiem. A kto włada
Świętym, niech będzie błogosławiony? Sprawiedliwy!
Bowiem Najwyższy podejmuje decyzję, a sprawiedliwy zmienia je” (Zohar
2.15a)
Baal Szem – Pan Imienia
Wróćmy teraz do pytań, – za kogo „historyczny Jezus” mógł
uważać siebie samego? I za kogo może być uważany w
świecie żydowskim?
Pytanie, za kogo uważał siebie Jezus
zadawało wielu badaczy. Szczególnie Martin Buber starał
się zrozumieć Jezusa jako autentycznego Żyda, wspomniany
już Rudolf Bultman i wreszcie wspomniany profesor jerozolimski Dawid
Flusser. Prace badawcze tego ostatniego uważane są za
najgłębsze i najmocniej ugruntowane w tej dziedzinie. Wszyscy ci
badacze podkreślają przynależność Jezusa do kręgu
faryzeuszy.
Ale jeśli Jezus był tylko faryzeuszem, to, co
spowodowało jego władczy ton, jego określanie siebie jako
„pierwszego sprawiedliwego”? Czy nie byłoby naturalne zaproponować,
że Jezus był mistykiem,
kabalistą, możnaby nawet powiedzieć pierwszym z
kabalistów?
Jak by to nie brzmiało dziwnie, ale takie
założenie w określonym stopniu jest zgodne z tradycją
żydowska. Była już mowa o tym, że Talmud przedstawia Jezusa
jako czarownika (Sanhed 43a), który wywiódł swoją
magię z Egiptu (Szabbat 1046). Mimo to, od czasów
średniowiecza rozpowszechnia się opinia, że „czary” Jezusa nie
miały charakteru eksportowego, ale były zakorzenione w tradycji
żydowskiej. W świecie żydowskim zaczęto mówić,
że Jezus podstępnie dowiedział się tajnego
siedemdziesięciodwuliterowego imienia Najwyższego (Szem Hameforasz) i
z jego pomocą dokonywał cudów. Mówiąc inaczej,
wśród wielu ortodoksyjnych Żydów, Jezus słynie
jako właśnie kabalista, niech będzie niegodny i fałszywy,
ale zawsze kabalista.
Dlatego też, wraz z ogólną przemianą
stosunku do osoby Jezusa, dla Żyda jest zupełnie naturalne
założyć, że był on najprawdziwszym kabalistą,
najprawdziwszym Baalem Szemem (Panem Imienia) a nawet – pierwszym z nich.
W takiej sytuacji zupełnie właściwe
będzie zestawienie szeregu historii ewangelicznych z analogicznymi
podaniami otaczającymi imię założyciela chasydyzmu Izraela
ben Eliezera (ok. 1700 – 1769), nazwanego Baalem Szemem Towem[33].
Przede wszystkiem należy podkreślić, że
dla założyciela chasydyzmu, całkowicie właściwa i
charakterystyczna była ta wysoka samoocena, o której wspomniano powyżej.
„Baal Szem Tow opowiadał: - „Kiedyś szedłem
do raju, a razem ze mną było wielu ludzi, czym bliżej
podchodziłem do sadu rajskiego, tym mniej zostawało idących wraz
ze mną. Kiedy doszedłem do raju, razem ze mną zostało tylko
parę osób. Kiedy stanąłem u Drzewa Życia i
rozejrzałem się, to wokół nie było nikogo”[34].
Do tego i Jezusowi i Baalowi Szemowi Towowi - w
równej mierze - jest znany ogromny duchowy sens zaniżonej
samooceny.
«Powiedział
też do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a
innymi gardzili tę przypowieść: «Dwóch ludzi
przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden
faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się
modlił: «Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni
ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik.
(...) Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu
wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i
mówił: «Boże miej litość dla mnie grzesznika!» Powiadam wam; ten odszedł do domu
usprawiedliwiony, niż tamten. Każdy, bowiem kto się
wywyższa będzie poniżony, a kto się uniża będzie
wywyższony» (Łk 18.9-14)
«Mówił, Baal Szem: «Pozwalam grzesznikom
zbliżać się do mnie, jeśli nie ma w nich pychy. Dlatego,
że z grzesznikiem, który wie, że jest grzeszny i dlatego,
że nie stawia się on w żadnej roli – z nim jest Bóg, bo
On „przebywa razem z nimi wśród nieczystości ich”. Ale o
pyszniących się tym, że ich grzech nie dotyka, Bóg, o
czym wiemy z Gemary, mówi: „Nie ma w świecie miejsca, gdzie Ja bym
był z nimi”[35].
Jezus i Baal Szem Tow jednakowo obojętnie odnoszą
się do majątku i dóbr świata tego. «Nie troszczcie
się, więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie
troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej
biedy» (Mt 6.34)
«Baal Szem nie
zostawiał nigdy w swoim domu pieniędzy na noc. Powracając z
podróży, on od razu odliczał wszystkie długi,
które zbierały się podczas jego nieobecności, a
pieniądze, które pozostawały rozdawał potrzebującym”[36].
I Jezus i Baal Szem Tow dokonywali skomplikowanych
cudów. «Zaraz też przynaglił swych uczniów, żeby
wsiedli do łodzi i wyprzedzili go na drugi brzeg (...)Gdy rozstał
się z nimi, odszedł na górę, aby się modlić.
Wieczór zapadł, łódź była na środku jeziora,
a on sam jeden na lądzie. I widząc, jak się trudzili przy
wiosłowaniu, bo wiatr był im przeciwny, około czwartej
straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze, i
chciał ich minąć» (Mk
6.45-49)
«Kiedy Nauczyciel był jeszcze malutkim chłopczykiem,
prorok Achija Szilonita ukazał się mu i nauczył go mądrego
posługiwania się świętymi Imionami. A kiedy Nauczyciel
był jeszcze bardzo młody, postanowił doświadczyć tego,
czego on jest już zdolny dokonać. W tym celu opuścił
swój pas do Dniepru tam, gdzie prąd był najsilniejszy,
wymówił święte Imię i przeszedł przez
rzekę trzymając się rękami za ten pas. Po tym wydarzeniu
kajał się przez wiele dni, aby wyrzucić z duszy dumę z
powodu takiego dokonania, co w końcu udało mu się
osiągnąć. Ale wkrótce musiał on znowu przebywać
Dniestr w tym samym miejscu, gdzie nurt był najsilniejszy, tym razem
już nie ze swojej woli, tylko, dlatego, że prześladował go
tłum ludzi nienawidzących Żydów i pragnących jego śmierci.
Zanurzył znowu swój pas w wody rzeki i przeszedł przez
nią, nie odwołując się przy tym do pomocy
świętego Imienia, ani czegokolwiek jeszcze, ale idąc poprzez
rzekę, pokładał nadzieję jedynie w swojej wierze w Boga
Izraela”[37].
Inna paralela:
«wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził
ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się
wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe, tak
jak żaden folusznik na ziemi wybielić nie zdoła» (Mk 9.2-3)
«W przeddzień trzydziestych szóstych urodzin
Baala Szema, niebiosa oznajmiły jemu, że przyszedł czas, aby
ujawnić się. Goście obudzili się w środku nocy i przez
szczelinę w drzwiach zobaczyli wielkie światło gorejące pod
płytą. Baal Szem od razu wybiegł z pokoju myśląc,
że to gospodarze w tajemnicy rozpalili ogień. Ale wybiegając
zauważył od razu, że to, co uznał za ogień na kuchni
było w istocie Wielkim światłem” [38].
Niezależnie od naszej woli rodzi się
przeświadczenie, że przeznaczeniem pierwszego wybitnego kabalisty, –
kim on by nie był – stało się wysławianie go
wśród narodów, zasłynięcie pośród nich
nie tylko w charakterze Króla, ale nawet jako sam Bóg.
Odpowiednio do tego, jego przeznaczeniem był ostracyzm w Izraelu. Z
każdym żydowskim mistykiem, który pojawiłby się jako
pierwszy i znalazłby się w polu widzenia narodów,
musiałoby zajść to samo, co zaszło z Jezusem: - jego by
uznali za Boga wcielonego i duchową realizację Tory,
przeciwstawioną jej „literze”.
W tej sytuacji wystarczy zacytować opowieść,
od której rozpoczyna się zbiór «Legend chasydzkich» Marcina
Bubera: «Opowiadają, że kiedy wszystkie dusze przebywały w duszy
Adama, w godzinie, kiedy stał on u Drzewa Poznania, dusza Baala Szema Towa
wyślizgnęła się stamtąd i nie spożyła owocu
Drzewa»[39].
Wydaje się oczywiste, ze jeśliby
wśród uczniów Baala Szema Towa znaleźli się
nie-Żydzi, czyli ludzie nie zobowiązani do przestrzegania praw Tory i
wobec nich obojętni, to oni mogliby ogłosić swojego «jedynego
nieomylnego» nauczyciela Bóstwem i wyrazicielem «ducha» Tory
przeciwstawnej jej «literze».
Jeżeli nie zdarzyło się tak, to tylko
dlatego, że odpowiednia nisza duchowno — religijna była już od
wieków wypełniona chrześcijaństwem.
Ale jakie mamy tego oznaki? Na podstawie, czego
możnaby postawić tezę, że opisany w Ewangelii Kaznodzieja
był właśnie Baalem Szemem, kabalistą?
Przede wszystkiem należy podkreślić, że
Ewangelie są zbudowane na osnowie takiego samego klasycznego
przeciwstawienia sobie dwóch epok - epoki proroków i epoki
nauczycieli Prawa - o której jest mowa w tradycji żydowskiej.
Traktat Joma (72) opowiada o tym, w
jaki sposób Izrael pozbawił się natchnienia proroczego,
a dopiero po tym została skompilowana tradycja talmudyczna, na
której bazuje późniejszy judaizm.
Mimo tego nauka Prawa była nie jedynym
następcą dawnego proroczego kontaktu narodu z Bogiem. Powstała
również i kabała — mistyczna składowa przekazu ustnego.
Mądrość kabalistyczna, odpowiadająca poziomowi Duca
Świętego (Ruach Akodesz), jest uważana za następczynie
natchnienia proroczego, znajdującego się na poziomie Szechiny.
Natchnionego Proroka zmienił nie mniej natchniony Sprawiedliwy (Cadyk).
A Jezus buduje swoje nauczanie właśnie na tym
przeciwstawieniu epok. «A od czasu Jana Chrzciciela aż dotąd
królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtownie
zdobywają je. Wszyscy, bowiem prorocy i Prawo prorokowali aż do Jana»
(Mt 11.12-13)
Więcej - odróżnia on i przeciwstawia sobie
te formy służby. «Kto przyjmuje proroka, jako proroka nagrodę
proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, nagrodę
sprawiedliwego otrzyma» (Mt 10.41)
Jak wiadomo, kabała przywiązuje znaczenie do
każdej oddzielnej litery Tory. Istnieje szereg tekstów,
równie starych jak Ewangelie, w których z taką samą
jasnością głoszona jest
ważność nie tylko każdego prawa i każdego słowa,
ale właśnie każdej litery
Tory: «Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota,
ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż wszystko się
spełni» (Mt 5.18)
Cuda opisane w Ewangelii przypominają też cuda,
jakich dokonywali mistycy żydowscy. Przemienienie wody w wino albo
rozmnożenie chleba i ryb, o których opowiadają Ewangelie,
są pokrewne opisanemu w Gemarze stworzeniu cielęcia przez rabina
Akibę. Cechy Baala Szema u Jezusa,
można już dostrzec w codziennych uzdrowieniach, które dokonywał.
Podkreślając, że termin „syn Boży”
stosowano przede wszystkim do uzdrowicieli, Dawid Flusser porównuje
Jezusa z innymi uzdrowicielami opisanymi w Gemarze, przede wszystkim z rabinem
Chaniną.
Tymczasem, pod względem swojej praktyki
ozdrowieńczej, Jezus zasadniczo
różnił się od rabina Chaniny. Rabbi Chanina był
człowiekiem modlitwy, uzdrawiał zwracając się do
Najwyższego, Jezus zaś bardzo często zwracał się do
samego człowieka albo do jego choroby. Dotykając się do chorych
kładł na nich ręce itp. Oskarżenia o znachorstwo i
czarownictwo były w takiej sytuacji całkowicie słuszne.
W takim świetle zrozumiałe staje się wiele
polemik ewangelicznych. „Jezus, znając ich myśli rzekł do nich:
„Każde królestwo wewnętrznie skłócone, pustoszeje.
I żadne miasto ani dom wewnętrznie skłócony, się nie
ostoi. Jeśli szatan wyrzuca szatana, to sam ze sobą jest
skłócony. Jakże się, więc ostoi królestwo
jego? (...) Lecz jeśli Ja mocą Ducha Bożego wyrzucam złe
duchy, to istotnie przyszło do was królestwo Boże. Albo jak
może ktoś wejść do domu mocarza, i sprzęt mu
zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże? I dopiero wtedy
dom jego ograbi. (Mt 12.25-29).
Tą walką z ciemnymi siłami w istocie
przeniknięte są wszystkie Ewangelie. Wystarczy przypomnieć,
że dar czynienia cudów Jezus uzyskał od razu po swoim
czterdziestodniowym odosobnieniu na pustyni, czyli po tym, jak wytrzymał
diabelskie pokusy („związał mocarza”)
Stanowi to jeszcze jedno potwierdzenie
przynależności Jezusa do tradycji kabalistycznej. Przecież
judaizm w istocie nie neguje tego, że praktyczna kabała jest pokrewna
zaklinaniu duchów. Na przykład rabin Abaje (Sanhedryn 67a),
porównywał zakazy
związane z dniem sobotnim z zakazem uprawiania czarownictwa,
wyjaśniając celowość takiego porównania argumentem,
że wśród jednych i drugich zakazanych czynności, są
takie, na jakie istnieje „pierwotne zezwolenie”. Do kategorii takiego
„dozwolonego od pierwocin” rodzaju czarownictwa zalicza on znane opowiadanie o
stworzeniu przez mędrców żywych istot drogą mistycznego
przestawiania liter.
Rosza, kolejno żąda, aby jednoznacznie
zakwalifikowano ten przypadek, jako wykorzystanie mądrości
kabalistycznej w charakterze swego rodzaju środka do zaklinania
demonów.
W końcu nauka Jezusa cechuje się takim samym
duchem ascetycznym i charyzmatycznym, który był charakterystyczny
dla wszystkich późniejszych doktryn mistycznych wewnątrz
judaizmu, a także dla średniowiecznego niemieckiego chasydyzmu i
chasydyzmu polsko – ukraińskiego. Oprócz tego, właściwe
jest zaznaczenie tu, że we wszystkich tych doktrynach wiara otwarcie, albo
ukrycie jest przeciwstawiona Prawu, którego jednak nie neguje się
(tak jak nie było ono negowane i przez Jezusa: „To należało
czynić, a tamtego nie opuszczać” (Mt 23.23)
Mamy tylko jeden punkt, w którym Ewangelie istotnie
różnią się od autentycznych mistycznych kierunków
żydowskich, jest nim nowina o zmartwychwstaniu. Tę nowinę
należy uznać za serce chrześcijaństwa, jego początek i
koniec. Jak powiedział apostoł Paweł: „A jeśli Chrystus nie
zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest
także wasza wiara” (1Kor 15.14).
Jest to
punkt istotny. Możliwe, że po to, aby stać się Bogiem dla
narodów, nie
wystarczało okazać się jedynie pierwszym z
kabalistów. Możliwe, że dla tego niezbędne było
też i zmartwychwstanie (nie będziemy w tym momencie analizować
jak to się przedstawia w „kulturze”, w „religijnym paradygmacie” albo w
rzeczywistości).
Właśnie
to nowinie o zmartwychwstaniu Ewangelia zawdzięcza swoją
światową sławę.
Jednocześnie ani rabin Szymon bar Johaj, ani Jehuda a-Chasid, ani
Baal Szem Tow nie postawili przed sobą takiego celu, aby
zmartwychwstać wcześniej niż inni, jeszcze przed nadejściem
„dnia ostatecznego”
Ale
jednocześnie tym czasie nie można powiedzieć, że zadanie
osobistego zmartwychwstania jest zupełnie obca judaizmowi.
Wśród najbliższych uczniów rabina Szymona bar Johaja
był rabin Pinchas ben Jair, do którego należy
następująca brajta „osiągnięcie Ducha Świętego
prowadzi do zdolności wskrzeszania martwych”
Z tego
punktu widzenia nadzieja chrześcijańska znowu, w określonych
warunkach może być przyjęta życzliwie przez judaizm. Jednym
z tych warunków musi być niewątpliwie wstrzymanie się od
żądania, aby sami Żydzi taką wiarę podzielali. W
najlepszym wypadku, Żyd może jedynie dopuścić, że
zmartwychwstanie rzeczywiście miało miejsce, ale uznanie go
pełną wiary – z powodu całego szeregu przyczyn – oznacza
krytyczne doświadczenie dla jego religii.
Jak by na
to nie patrzeć, obraz, który pokazuje się na stronach
Ewangelii, całkiem zasadnie można uznać za obraz
żydowskiego mistyka, bynajmniej nie fałszywego mistyka, a całkowicie
uczciwego.
W tym miejscu doszliśmy do punktu kluczowego.
Przypuśćmy, że Żydzi dojdą do dozwolonych dla nich
granic, uznają Jezusa za sprawiedliwego kabalistę i nawet
dopuszczą – tylko dopuszczą, ale w żadnym wypadku nie
uwierzą pełną wiarą – że on zmartwychwstał. Jak
się wówczas znaleźć? Jak pogodzić to z
wyobrażeniami chrześcijańskimi. W jaki sposób
przedstawić je jako dopełniające?
Teologia
dopełnienia
Przeanalizujmy jeszcze raz chrześcijańską
naukę o wcieleniu, zwróciwszy uwagę na jedną z jej
osobliwości - niezbędny związek z kontekstem judejskim,
nadającym tej nauce specyficzną paradoksalność.
Rzeczywiście, chrześcijańska idea
bogowcielenia istotowo różni się od podobnych
wyobrażeń u pogan. Na przykład, zgodnie z nauczaniem hinduizmu
bóstwo niewidzialne, bezcielesne, nie posiadające atrybutów,
godząc się z niemocą i innymi uwarunkowaniami ludzkiego
istnienia, schodzi do świata, schodzi do ciała, rzadziej pod
postacią istot posiadających wszystkie atrybuty - i wypełnia
taką albo inną misję - dla zbawienia człowieczeństwa.
Znane jest dziewięć wcieleń (awatar) Wisznu. W jednym z takich
wcieleń Wisznu uratował człowieczeństwo od potopu, w innych
jeszcze od różnych klęsk, ósmą awatarą Wisznu
jest Kryszna, uważany za główną i najbardziej
adekwatną formę wcielenia. Uważa się, że to on
nauczył ludzkość najbardziej jasnych i głębokich prawd
hinduizmu.
Ale czym Kryszna różni się od Jezusa
„kościelnego”? Dlaczego, w istocie rzeczy Kościół nie
idzie w ślad za tymi, którzy widzą w Jezusie wcielenie Wisznu?
Na czym polega wyjątkowość chrześcijaństwa? Widocznie
na tym, że dla chrześcijaństwa niezwykle istotny wydaje się
warunek, że Jezus Chrystus jest wcieleniem nie „Boga w ogóle”, a
właśnie Boga Izraela, czyli tego jedynego znanego światu Boga,
który z zasady nie może być wcielony.. Przecież nie
będzie przesadą stwierdzenie, że zakaz oddawania czci dowolnemu,
konkretnemu przedmiotowi materialnemu jako Bóstwu stanowi osnowę
podstaw judaizmu.
Należy wprawdzie podkreślić, że podobne, jeśli
jeszcze nie zakazy, to w każdym razie wyobrażenia, można
spotkać i poza judaizmem. Rzeczywiście, już pierwsi filozofowie
krytykowali Talesa za jego „wszystko z wody”. Jedność świata nie
mogła, zgodnie z ich opinią, opierać się na
którymkolwiek z elementów tego świata. Już Anaksagoras
zaczął mówić o rozumie, jako zasadzie organizującej
jedność świata, który uczestnicząc w każdym z
żywiołów, nigdy nie jest nim samym. Cała filozofia
antyczna rozwijała się pod znakiem przeciwstawienia widzialnego
wielorakiego świata światu idealnemu, czyli jedynemu w swojej
istocie. Jednakże samo odczucie (wiecznej) jedności w
(bieżącej) wielorakości, samo to wcielenie wiecznych idei w
skończone ciała materialne, w swojej istocie mało
różniło się od mitologicznego (czyli bezpośrednio
religijnego, możliwego do przeżycia) wcielenia całego
świata w jakikolwiek z jego elementów. Między wodą Talesa
i Jednością Plotyna nie znajduje się rzeczywista
przepaść. Wcielenie Jednego w wielości – to „zjawisko”
należące do tego samego rodzaju, co i wcielenie w wielość
czegoś pojedynczego należącego do tej wielorakości, na
przykład tej samej wody.
Mówiąc inaczej, emanacje neoplatonizmu można całkowicie
przedstawić jako racjonalizowanie, formalizowanie historii, związane
z imionami różnych bogów, w danym przypadku z imieniem
Posejdona.
W judaizmie sytuacja jest zupełnie inna. Judaizm nie
dopuszcza, aby w jakimkolwiek skończonym przedmiocie tego świata
mogło uczestniczyć
wszechświatowe Bóstwo. Przykazanie: „nie twórz sobie
bałwana...” oznacza, że prawdziwy Bóg, - Bóg,
który stworzył świat, - znajduje się poza wszelkimi
uwarunkowaniami. Sam wcielić się w ten świat nie może.
W skutek tego chrześcijaństwo, które
ogłosiło wcielenie, stoi w istocie przed zasadniczym paradoksem: - albo
wyrażając się precyzyjniej samo składa się z
fundamentalnego paradoksu, którego istotą jest to, że
jeśli Bóg wcielił się, a wcielenia dokonał
Bóg, który w swej istocie wcielać się może, nie ma
wtedy miejsca na żadne wcielenie (w takim przypadku sens słowa
«wcielenie» jest zasadniczo inny - hinduski, albo gnostycki). Jednak,
jeśli wcielił się Ten, kto w swej istocie wcielać się
nie może to, dlaczego mamy dalej Jego przyjmować jako nie
Niewcielalnego?
Myśl chrześcijańska
uchylała się zawsze przed zdecydowanym postawieniem tego paradoksu.
Dogmaty zostały sformułowane jako niepodważalne. «Nie korzystnie
(...) uznawać w Chrystusie Jezusie albo tylko Boga bez człowieka,
albo tylko człowieka bez Boga» - powiedziane zostało w liście
papieża Leona I, który posłużył za podstawę dla
postanowienia Soboru, Chalcedońskiego. Na tym soborze Jezus Chrystus
został ogłoszony jednocześnie prawdziwym Bogiem (Izraela) i
prawdziwym Człowiekiem.
To paradoksalne sformułowanie, jak
już podkreślałem, na różny sposób i
niejednokrotnie odtwarzało się w najrozmaitszych sferach kultury
europejskiej, a w XX wieku z wyjątkową produktywnością,
odnalazłszy się w mechanice kwantowej, zgodnie, z którą
elektron jest prawdziwą falą i prawdziwą cząsteczką.
Jednak teologia chrześcijańska tej
odkrytej przez samą siebie zasady dopełnienia, w żaden
sposób nie rozwijała już dalej. Codzienna myśl
chrześcijańska podchodziła
z lękiem do tej antynomii dogmatycznej, rozpatrując ją w
duchu swoistego monofizytyzmu, czyli sprowadzają do interpretacji — tylko
«prawdziwy Bóg» (w teologii współczesnej takie
podejście zostało nazwane «odgórną chrystologią»).
Paradoks bogowcielenia ogłoszonego przez chrześcijaństwo,
był zawsze pozbawiany całej swojej prawdziwej ostrości i
napięcia, którymi zostały w naszym wieku naznaczone inne sfery
poszukiwań teoretycznych.
Mówiąc inaczej, w ciągu
wieków wcielenie chrześcijanie postrzegali wcielenie nie jako
nierozwiązany paradoks, a w zupełnie naturalnym i dawno oczekiwanym
przez «proroków Starego Testamentu» ponadhistorycznym wydarzeniem,
którego «okrutnie wyjący» Żydzi nie chcieli przyjąć,
wbrew oczywistości.
Prawda jednak polega na tym - a formuła
chalcedońska rozumie ten fakt, że chrześcijaństwo staje
się samym sobą tylko w momencie uznania zasadniczej
samowystarczalności judaizmu, czyli w momencie uznania pełnego prawa
judaizmu do fundamentalnego nie przyjęcia chrześcijaństwa. Bez
żydowskiego odrzucenia idei wcielenia, idea ta traci całą
swoją siłe, przekształcając się w ideę «awatary».
W ten sposób chrześcijaństwo
otrzymuje prawo do swojego własnego pojmowania natury Jezusa («prawdziwy
Bóg i prawdziwy człowiek») tylko wtedy, kiedy daje ono analogiczne
prawo żydowskiej formule «prawdziwy Bóg» jednoznacznie
odrzucającej pojmowanie chrześcijańskie.
Wyrażając się
innymi słowami, nie-Żydzi mogą przyjmować Jezusa jako Boga,
tylko w jedynym przypadku - jeśli
On będzie pozostawać w ich oczach nie Bogiem, a tylko szeregowym
nauczycielem Tory. Taki dialogizm jest kongenialny z ogólnymi
tendencjami współczesnego chrześcijaństwa, w centrum
uwagi, którego (według słów teologa katolickiego
Bernarda Sesboüé) «przede wszystkiem Jezus - «prawdziwy
człowiek» wobec tego Jezus -
«prawdziwy Bóg», co mówi o pełnym przewrocie w klasycznej
problematyce, do której wielu odnosi się dziś krytycznie,
ponieważ dostrzegają w niej praktyczny monofizytyzm[40]. Albo, jak jeszcze
dokładniej wyraził to inny katolicki teolog, Johann Baptist Metz,
«chrystologia musi znaleźć swoje wyrażenie w żydowskim
wyrazie wiary»[41].
Chrześcijaństwo klasyczne, przypisujące Jezusowi
boskość na podstawie ogólnej wizji teologicznej, do tej pory
zawsze współistniało z tak zwaną «odgórną
teologią», a co zaś dotyczy «oddolnej chrystologii» budującej
się na podstawie jednej opowieści ewangelicznej i nie zdolnej do
przekonującego ukazania boskości; ona oczywiście odpowiada
«ewionejskiej» wersji chrześcijaństwa, tzn. u swoich podstaw wizji
żydowskiej.
Katolicki teolog kardynał Walter Kasper, następującymi
słowami ujmuje ten paradoks: «Centralnym problemem chrystologii, po
staremu pozostaje jedność Boga i człowieka w Jezusie Chrystusie,
a jeżeli wyrazić się konkretniej — pytanie o to, kim jest Jezus
Chrystus. Na pytanie to nie może większość
«odgórnych chrystologii», ponieważ właściwe im nauczanie
o anipostazji i enipostazji jakby umniejsza naturę ludzką Jezusa. Nie
może odpowiedzieć na to pytanie i większość «oddolnych
teologii», ponieważ są one zdolne jedynie do nauczania o objawieniach
Boga w Jezusie Chrystusie i nie są w stanie ukazać, że Jezus
Chrystus jest Synem Bożym[42].
Oczywiście, że «wewnątrz
chrześcijański problem dialektyki” «chrystologii» w całości
sprowadza się do «międzyreligijnej» dialektyki wzajemnych
stosunków judaizmu i chrześcijaństwa, odpowiadającej jej.
W taki sposób, dla konsekwentnego (produktywnego) rozwiązania
paradoksu wcielenia, chrześcijanom potrzebny jest judaizm. Potrzebują
go oni nie jako etapu historycznego, nie jak proroctw, które
dożyły do swojego wypełnienia, ale jako suwerennego i wiecznie
żywego oponenta, potrzebują go jako niezbędnego źródła
własnego stanowiska, własnej paradoksalności. Judaizm w tej
sytuacji okazuje się nie po prostu niezbędnym warunkiem
sformułowania paradoksu, ale jedynym kontekstem znaczeniowym, w
którym ten paradoks jest zdolny istnieć. W taki sposób
judaizm, czyli żywe świadectwo Izraela stanowi wielki element samego chrześcijaństwa,
podstawę, bez której nie jest ono możliwe, ale mimo tego,
podstawa ta w stosunku do niego samego jest pryncypialnie zewnętrzna.
Wobec tego, jak konkretnie może
wyglądać ta teologia «dopełnienia»?
Przede wszystkiem należy przyznać,
że formuła chalcedońska» «prawdziwy Bóg i prawdziwy
człowiek»- może być ujmowana podwójnie.
Zgodnie z klasycznym poglądem
kościelnym Jezus — Bóg w niczym «nie przypochlebiał się»
Jezusowi — Człowiekowi, i «istniejąc w postaci Bożej (...)
ogołocił samego siebie, (...) a w zewnętrznym przejawie uznany
za człowieka, poniżył siebie samego, stawszy się
posłusznym aż do śmierci...(Flp 2.6-8) Tymczasem, zgodnie
z tym podejściem, Jezus zmartwychwstał właśnie, dlatego,
że Bóg w nim okazał się niezwyciężony,
ponieważ Bóg w nim nie umarł. W liście papieża Leona
I napisanym z tego powodu powiedziano następujące: «O Synu Bożym
mówi się, że został ukrzyżowany i pogrzebany, wobec
tego, w jaki sposób On zniósł to wszystko, nie jako
Bóstwo, zrodzone,
a nie stworzone, współistotne Ojcu, a słaba istota ludzka».
Wyrażając się innymi słowami, teologia
chrześcijańska ogłaszając «śmierć Boga» w osobie
Jezusa przyjmuje przy tym śmierć jedynie jego «ludzkiej
składowej”, co nie uniknienie i osłabia ogólny paradoks.
Tymczasem nie mniej prawomocne
wydaje się i inne podejście, dla którego ustalenia klasyczne
wydają się swojego rodzaju teologicznym doketyzmem (doketyzm, nauka
uważająca, że cierpienia Jezusa tylko wydawały się).
Zgodnie z tym alternatywnym, «antydoketycznym» poglądem,
Bóg w Jezusie Chrystusie musiał umrzeć w tym momencie, co i
człowiek. Oznacza to, że w momencie śmierci krzyżowej
Niewcielony Bóg rzeczywiście przestał być Bogiem i
stał się prawdziwym człowiekiem, tzn. tylko człowiekiem i
odpowiednio trójjedyny Bóg chrześcijan przekształcił
się w jedynego Boga Izraela.
Wobec tego, w projekcji na zwyczajną płaszczyznę
logiczną, formuła kościelna «prawdziwy Bóg i prawdziwy
człowiek» rodzi dwa możliwe rozumienia» albo człowiek doprowadza
do boskiej natury, albo bóstwo do ludzkiej. Ortodoksyjna teza
kościelna: «Bóg stał się człowiekiem, dlatego, aby
człowiek mógł stać się Bogiem» zmusza do
dopełnienia jej antytezą: «Bóg stał się
człowiekiem, aby przestać być Bogiem».
W taki sposób teologia dopełnienia ogłasza, że
sformułowany na Soborze Chalcedońskim paradoks wcielenia może
być przedstawiany tylko w sposób antynomiczny. Twierdzenia, że
Bóg w Jezusie nie umierał, i że umierał, są w
równej mierze uprawnione i zasadne. W przeciwnym wypadku
chalcedońska formuła «prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek»
traci swoją prawdziwą zawartość.
W rezultacie tego, podejście paradoksalne
proponuje, aby kościelna teza o «nieumieralności» Boga w Jezusie —
człowieku, musi być dopełniona przez «żydowską»
antytezę, mówiącą o braku także jego «boskiej
składowej», tzn. hipostazy Syna. A to oznacza, że na wysokości
wcielenia (śmierci Syna) trójjedyny Bóg transformował
się w Boga jedynego!
Na płaszczyźnie tej antytezy mamy
prawo uważać, że dzieło odkupienia zostało dokonane
przez Niego tylko środkami judaizmu, czyli wiernością
Sprawiedliwego wobec przykazań Tory. Intuicja tego «tylko» w piękny
sposób wyrażają słowa Borysa Pasternaka:
Zrezygnował On
bez sprzeciwu i walki,/ Tak jak od rzeczy otrzymanych w zastaw,/ Z wszechmocy i
czynienia cudów /I stał się teraz tak śmiertelny, jak i
my[43]. (tłum. P.P.)
Celowe wydaje się tu
zadanie pytania: - jeśli On stał się rzeczywiście takim
samym śmiertelnikiem, jakimi jesteśmy wszyscy i nie dysponował
od tego momentu przywilejami, jakie
dawała mu jego natura Boska, to czy nie prostsze byłoby powierzenie
dzieła odkupienia komuś z nas śmiertelnych? Komuś, komu
wcześniej nie udzielono takiej wszechmocy? I czy można,
zakładając formułę ortodoksyjno —
chrześcijańską odróżnić «byłego», czyli
wcielonego Boga od naturalnego śmiertelnego człowieka?
Zatem, Jezus nie mógłby
dokonać tego - czego zgodnie z wiarą chrześcijańską
dokonał, jeśliby tego nie przewidywała - w odmiennym wprawdzie sensie - droga
hałachy, którą podążał on na równi ze
wszystkimi Żydami. Jezus nie mógłby zostać
wyróżniony równością z Bogiem, którą
nadaje mu Kościół, jeśliby równości z Bogiem
- wprawdzie różniącej się - nie dopuszczało
podejście żydowskie, zgodnie, z którym, każdy, kto
przestrzega naprawdę przykazania, zalicza się to jemu, tak jakby on
sam darował je na górze Synaj, tak jak powiedziano» «Strzeż
ich, pełnij (wypełniaj ich) z całego swego serca i z całej
duszy (Pwt 26.16). Co oznacza «pełnij» (wypełniaj) ich?
«Oznacza to, że każdy, kto wypełnia Torę i przestrzega jej
naprawdę, zaliczane jest, jakby to on sam stworzył ją i
darował na górze Synaj» (Midrasz Tanchuma «Tawo» 1).
Innymi słowami. - W rozumianym
antynomicznie paradoksie chalcedońskim, dogmatyka transformuje się w
dogmatykę żydowską, a chrześcijańskie odczytanie
Ewangelii staje się do pomyślenia tylko w warunkach jednoczesnego
odczytania go oczyma żydowskimi. W ten sposób teologia
dopełnienia głosi, że ortodoksyjne chrześcijańskie
rozumienie tajemnicy Wcielenia i Odkupienia nabiera mocy wyłącznie w
warunkach rozpatrzenia go z pomocą czysto żydowskiego podejścia
do odkupienia, w taki sposób prezentuje się wcielenie na podstawie
negatywnej. Albo, używając innych słów, ortodoksja
chrześcijańska («odgórna chrystologia») zaczyna naprawdę
funkcjonować tylko w momencie, kiedy uruchamia ją judaizm («oddolna
chrystologia»).
Rozumie się samo przez się, że
dla judaizmu rozważania przytoczone wyżej, są pozbawione
wszelkiej wartości. Więcej, cała moc tych rozważań
bierze się z tego, że nie są one przyjęte przez judaizm.
Jednak nie oznacza to tego, że w judaizmie nie ma własnej
interpretacji opisanego paradoksu.
Zgodnie z wyobrażeniami judaizmu,
Najwyższy oddzieliwszy Izrael od narodów i królując nad
nim samodzielnie, kieruje narodami za pomocą pośredników
(aniołów). Tym samym narodom dozwolono bezpośrednio
zwracać się do swoich opiekunów astralnych, przyjmując
ich nawet za swoje drugorzędne bóstwa.
Zgodnie z ustną Torą, zakaz
oddawania czci bogom pogańskim został dany jeszcze synom Noego. Według hałachy
idolatria jest zabroniona zarówno dla ludzi innego rodu, tak jak i Żydom.
Jednak istnieje szereg doświadczeń religijnych, które są
zabronione Żydom, ale dozwolone narodom. Nie-Żydom na przykład,
pozwolono zwracać się do astrologów albo do znachorów.
Jak już zostało wyjaśnione, narody mają prawo do uprawiania
«idolatrii współdziałającej», czyli takiego kultu,
który jest «z jednej strony zwrócony do nie mającego
początku jedynego Boga, Twórcy nieba i ziemi, a z drugiej
przyłączającego do niego siły cielesne albo siły
przyrody, albo człowieka, który zgodnie z ich wyobrażeniami
został postawiony na Boskiej wysokości, tak, że ten pierwszy
uznawany jest za podstawę, a drugi za pochodnego»
Jak pamiętamy, chrześcijaństwo z jego nauką o «felix
culpa» wychodzi od rozumienia właśnie «Jedynego Boga nie
mającego początku» i dlatego wydaje się formą czci
oddawanej Bogu będącą do przyjęcia przez Żydów.
Ale co stoi za samym podejściem żydowskim? Zwykle
wyjaśnia się go za pomocą pojęcia «poziomy
świętości». Żydzi są bardziej święci,
dlatego też popełnianie przez nich poważnych
błędów jest dla nich niewybaczalne. Narody są pod
względem religijnym mniej wysublimowane, dlatego też Najwyższy w
całym szeregu punktów odnosi się do nich bardziej
pobłażliwie. Ale oczywiście to porównanie można w
pełni przedstawić nie hierarchicznie, a dialogicznie.
Sprawa polega na tym, że to,
codzienność nie znajduje się, po prostu, niżej
świętości «według poziomu», nie polega na tym, że
codzienność jest inną realnością, umożliwiającą
zaistnienie świętości. Mówiąc inaczej,
świętość i codzienność odzwierciedlają dwa porządki
świata w jego relacji do Jedynego Boga. Po to, aby kierować
świętością bezpośrednio, Najwyższy musi
kierować codziennością za pomocą odpowiedniego
pośrednika. Jeśli za takiego pośrednika będzie uznany jeden
ze sprawiedliwych Izraela, wtedy wszyscy tylko wygrają!
Wobec tego Jezus Kościoła może
być uważany za Boga chrześcijańskiego, a Trójca
istnieje przy zachowaniu warunku, że Bóg będzie zawsze
wyznawany jako Jedyny przez Żydów. Misja Jezusa zaś
będzie rozumiana przez nich, jako służba wyłącznie
ludzka, dokonana na drodze wypełnienia przykazań Tory.
Takie alternatywne sposoby czczenia Boga
stykają się ze sobą, nie negując jedno drugiego, a czasem
tworząc nawet swoistą «symfonię». Należy zaznaczyć,
że w stosunkach praktycznych tak dokonywało się już do
czasów starożytnych. Rzeczywiście królowie wielu
narodów chrześcijańskich byli zwierzchnikami
kościołów, w każdym wypadku byli uważani za
spadkobierców władzy Chrystusa. U chrześcijan
prawosławnych nauka ta znajduje skrajne wyrażenie w przekonaniu,
że imperator jest żywą ikoną Chrystusa, że w
imperatorze obecna jest chwała Króla Niebieskiego. Ale Żydzi
mają podobne podejście nie tylko do mesjasza, ale i do każdego
króla, który zgodnie z dawnym obyczajem otrzymuje specjalne
błogosławieństwo. Wobec króla, pobożny Żyd
wznosi do Boga modlitwę: «Błogosławiony Ty, Panie Boże
nasz, który dąłeś nam chwałę Swojego ciała
i krwi».
Ale w ciągu wieków takie
błogosławieństwo otrzymywali także i
chrześcijańscy władcy absolutni! Jak widzimy, dwa kulty —
żydowski i chrześcijański — umieją niekiedy znakomicie
współżyć ze sobą.
Do czego zobowiązuje Żyda wiara chrześcijańska
Izrael pozostając sobą i
Kościół pozostając sobą, mogą być
jednocześnie przedstawiane jako jedna dwuczłonowa wspólnota. A
właśnie to radykalne odróżnianie tych wspólnot od
siebie, świadczy o tym, że nie ma, co obawiać się takiego
związku.
Dlatego, że w pewnym sensie
bliźniacy pretendują, aby być jedną i tą samą
osoba, mogą się oni okazać śmiertelnymi wrogami. Jednak,
kiedy różnice między nimi zostaną określone,
jeśli bracia umieją precyzyjnie uznać granice drugiego i nie
doświadczają zagrożenia dla swojego istnienia, mogą oni
osiągnąć na tyle głębokiego zbliżenia, jakie
można porównać tylko z małżeńskim.
W takim wypadku wzajemne stosunki Izraela i
Kościoła (Ezawa) mogą być opisywane za pomocą
klasycznej formuły małżeńskiej, zgodnie, z
którą - jak już wyjaśniliśmy - istotę
męską, od początku, reprezentuje synteza pierwiastków
męskiego i żeńskiego (X i Y), gdy jednocześnie istota
żeńska z męskim pierwiastkiem jest nie do połączenia
(istota żeńska to XX chromosomy)
Rzeczywiście, jeśli chrześcijaństwo, to zawsze
będzie ono judeo - chrześcijaństwem, w takim sensie, że
każda forma tej religii nie uniknienie włącza w siebie elementy
judaizmu i jest zupełnie nie do pomyślenia bez tych elementów,
to dla judaizmu takie złączenie jest śmiertelnie niebezpieczne i
nawet pryncypialnie niemożliwe. Judaizm nie dopuszcza w sobie
obecności żadnych chrześcijańskich domieszek.
Tak, na przykład chrześcijańska agape eucharystyczna
została stworzona na podstawie agape faryzejskiej: obmycie rąk przez
kapłana w ołtarzu przed sprawowaniem Eucharystii zapożyczono z
obmycia rąk przed agape, jakiego dokonują Żydzi. Ale dla kultu
żydowskiego zasadniczo jest niedopuszczalne jakiekolwiek zapożyczenie
z nabożeństwa chrześcijańskiego.
Swój wyraz skrajny podejście to znajduje w
możliwości uczestnictwa w kulcie innych. Dla chrześcijanina nie
istnieją żadne problemy z wejściem do synagogi, wobec tego wielu
baptystów odwiedza ją regularnie. Ze swojej strony Żydzi
nie nakładają na takie wizyty
żadnych zakazów, a w Świątyni Jerozolimskiej
znajdowało się nawet specjalne podwórko dla ludzi innego rodu,
na wypadek, jeśliby oni zechcieli złożyć ofiarę Bogu
Izraela. Ale jednocześnie hałacha zabrania Żydowi wchodzenia do
świątyni chrześcijańskiej. Połączenie judaizmu z
chrześcijaństwem, wewnątrz judaizmu jest niedopuszczalne
dlatego, że takie połączenie nie uniknienie niesie sobą
chrześcijaństwo.
Jednakże w zgodzie z logiką ślubną, taka sytuacja nie tylko
nie stawia przeszkód dla dialogu między tymi religiami, ale
przeciwnie, stanowi warunek jego produktywności.
Po wszystkim, co zostało tu powiedziane, rodzi się pytanie, w
jaki to sposób można sobie wyobrazić przymierze żydowsko
- chrześcijańskie?
Praktycznie powinno zaistnieć to, co i tak zachodzi, kiedy znika
wszelka wrogość Człowiek, który koncentruje się nie
na celu swoich działań, tylko na samym działaniu, nie może
go zrealizować. Ale jak tylko przełączy się on na cel,
wszystkie problemy rozwiązują się same.
Kiedy tylko chrześcijanie w swojej masie uświadomią
sobie, że w ich własnym interesie jest zachowanie żydostwa, w
jego oryginalności, jak tylko nauczą się oni tak samo gorliwie
zniechęcać Żydów od samego zamiaru przyjęcia chrztu,
tak jak Żydzi zniechęcają nie-Żydów od zamiaru
poddania się obrzezaniu, kiedy tylko dokona się to, obie
wspólnoty zaczną odczuwać się jako braterskie (tak jak
powiedział o tym Hanaciw z Wołożyna: «kiedy potomkowie Ezawa w
czystości duchowej uznają nasiona Jakuba i wielkość jego,
wtedy i my uznamy Ezawa, dlatego, że jest on bratem naszym)
A po to, aby proces ten ułatwić,
zwróciłbym uwagę chrześcijanom na szereg osobliwości
judaizmu, które powodują, że kwestia chrztu Żydów
nie jest do pomyślenia.
Ci, którzy wierzą w misję Jezusa, w zgodzie z nauczaniem
Kościoła, powinni przyjąć dwa warunki: - Jezus dokonał
swojej misji wypełniając Prawo, i tym samym przyszedł -
chociaż w mniejszym stopniu - także do tych, którzy byli
powołani do Prawa, reprezentując Prawo jako drogę prowadzącą
ku zmartwychwstaniu.
Jeśli Jezus zmartwychwstał, to ci, którzy uznają
Prawo, mogą dostrzec w tym tylko dodatkowy motyw dla przestrzegania go -
ale ni mniej, ni więcej niż to. Jeżeli chrześcijaństwo
może do czegokolwiek zobowiązywać Żyda, do tylko do
przestrzegania Prawa.
Moisej Mendelhsson
(1729-1766), który został wbrew swojej woli wciągnięty w
polemikę z chrześcijanami pisał: «Nie rozumiem, w jaki
sposób, nawet ci spośród nas, którzy przyjęli
wiarę chrześcijańską, mogą wyzwolić swoje
sumienie od wymagań Prawa? Jezus z Nazaretu nigdy nie dawał do
zrozumienia, że przyszedł on, aby wyzwolić dom Jakuba od Prawa.
On całkowicie jasno głosił rzeczy przeciwne, więcej, on
także postępował w taki sam sposób. Jezus z Nazaretu
przestrzegał nie tylko Prawo Mojżesza, ale i postanowienia
rabinów. Całe jego postępowanie, jak i postępowanie jego
pierwszych apostołów odpowiada zasadzie rabinackiej. Kto nie
narodził się w Prawie, ten nie jest Prawem związany, ale kto
narodził się w Prawie, powinien żyć według Prawa i
umrzeć według Prawa[44]
Przeto Jezus może powołać
Żyda tylko do jednego - do wypełniania przykazań Tory. Z jednej
strony. Z drugiej zaś jest bardzo ważne, aby zrozumieć, że
Żyda wiąże z Jezusem (w ramach ogólnej
łączności wszystkich Żydów) właśnie Zakon,
a każdy inny związek jest dla nich zbyteczny, a nawet szkodliwy.
Zgodnie z Prawem Mojżeszowym wszyscy,
którzy podlegają Prawu, są
odpowiedzialni jeden za drugiego. To powinno przyczynić się do
uświadomienia sobie chrześcijanom, że po to, aby
dołączyć się do zwycięstwa Jezusa, dla Żyd nie
musi przyjmować chrztu, ani «wyznawać Chrystusa ukrzyżowanego:
wystarczy by on, jak uprzednio, przestrzegał Prawa, bo Prawo
wiąże ze sobą wszystkich synów Testamentu jednym
węzłem życia.
W traktacie Sanhedryn (27) powiedziano:
«Wszyscy synowie Izraela są odpowiedzialni jeden za drugiego». Idea
ogólnej odpowiedzialności podlegających Prawu - stanowi
jedną z podstaw judaizmu. W «Wajkira Rabba powiedziano: «Owoc
pięknego drzewa (etrog)» - to cały Izrael: jak w etrogu jest smak i
zapach, tak w Izraelu są ludzie, którzy mają Torę, ale
nie ma dobrych uczynków. «Gałąź drzewa gęsto
pokrytego liśćmi (mirt)», to też Izrael: tak jak w mircie jest
zapach, ale nie ma smaku, tak i w Izraelu są ludzie dokonujący
dobrych uczynków, a którzy nie mają Tory. «Nadrzeczne
wierzby» - i to też Izrael: tak: jak w wierzbie nie ma ni smaku, ni
zapachu, tak i w Izraelu są ludzie, u których nie ma ni Tory, ni
dobrych uczynków. Co zaś Pan Najświętszy uczyni z nimi?
Wygubić ich nie wolno. Pan powiedział: niech oni wszyscy
będą związani ze sobą razem, tak, aby oni byli odkupieniem
dla innych».
Rabbi Szymon bar Johaj
powiedział: naród żydowski jest «podobny do jednego ciała
i jednej duszy. (...) Jeden z nich zgrzeszył — wszyscy niosą
karę, bowiem tak było powiedziane: «Oto Achan, syn Zerachowy,
naruszył zaklęcie, a gniew podniósł na cały Izrael i
nie był on jedynym człowiekiem, który umarł za swoją
samowolę» (Jezus Nawin 22.20). Cierpi jeden z nich, a odczuwają to
wszyscy, dlatego też zostało powiedziane: «Zbłąkaną
owcą był Izrael» (Jr 50.17), kiedy owcę boli jeden z
członków, wszystkie pozostałe członki odczuwają to,
tak i Izrael: jeden cierpi, a czują to wszyscy». (Mechilta de-rabin
Szymon bar Johaj)
Przeto synostwo Izraela określa Prawo, wypełniający Prawo
(a dokładniej podlegający wypełnianiu, czyli urodzenie przez
matkę Żydówkę), są odpowiedzialni jeden za drugiego.
Oznacza to, że jeśli jeden Żyd uchyla się od
wypełniania Prawa, albo dokonuje przestępstwa - tym samym gubi dusze
żydowskie. Ale znaczy to też to, że jeśli jeden
Żyd wstaje z martwych, to w nim
zmartwychwstaje cały naród żydowski
Jednakże przy tym jest istotne, że
jeden Żyd w ogóle nie ma obowiązku wiedzieć, jak
postępuje drugi. Sprawiedliwość w judaizmie może
pozostawać całkowicie anonimową. Talmud głosi, że
świat utrzymuje swe istnienie na 36 sprawiedliwych, którzy
przyjmują codziennie oblicze Szechiny, jak powiedziano (Iz 30.18)
Szczęśliwi wszyscy, którzy w Nim ufają» «Na Niego» - w liczbowym
znaczeniu 36» (Sukka 45.6). Ale imiona tych Sprawiedliwych nie są
wymienione. W każdym razie wymienione były nie wszystkie imiona.
Wobec tego, niezależnie od tego, za kogo
dany Żyd uważa Jezusa Chrystusa, i czy w ogóle cokolwiek o nim
słyszał - nie dodaje to jemu niczego i niczego nie ujmuje z punktu widzenia
jego stanu duchowego.
Nie można też powiedzieć,
że Żyd posiada wolny wybór drogi liturgicznej, że on
może «przyjąć Chrystusa» w rozumieniu kościelnym tego
słowa. Jeśli postąpi on tak, wtedy w pewnym sensie tego
słowa przestanie być Żydem. Ale także w życiowych
interesach Kościoła jest to, aby Żydzi nie przyjmowali nigdy
Jezusa w rozumieniu kościelnym.
Dlatego też jedynym, na co może
Kościół liczyć, kiedy mówi o przyjęciu Jezusa
przez Żydów, to odbudowanie w Izraelu jego dobrego imienia.
Kościół ma prawo oczekiwać od Izraela tylko
ogólnej przemiany jego stosunku do Jezusa, a dokładnie tego,
że będzie on oceniany jako Sprawiedliwy, a nie jako odstępca od
Boga. Ale nie znajduje się ani w interesie, ani w siłach
Kościoła osiągnąć to, aby Jezus był wyznawany w
Izraelu w charakterze Bóstwa, albo chociażby tylko w charakterze
mesjasza.
Wobec tego chrześcijanie
powinni uświadomić sobie, że nie tylko chrześcijaństwo
jest judaizmem dla nie-Żydów, ale że też judaizm jest
chrześcijaństwem dla Żydów.
Jesus for Jews
Jest
jeszcze jeden punkt, na którym należy zatrzymać się na
zakończenie wszystkiego, co zostało do tej pory powiedziane, a jest
to punkt polityczny
Jak błyskotliwie zauważył Lew
Szestow, jeśli dać żebrakowi kawałek chleba i
powiedzieć dobre słowo, to on będzie wdzięczny za dobre
słowo bardziej niż za chleb, ale jeśli powiedzieć dobre
słowo, ale pozostawić żebraka bez chleba, to tym można go
tylko oburzyć.
Wszystkie dobre słowa, wypowiadane przez
chrześcijan pod adresem żydostwa i judaizmu, przekształcają
się w swoje przeciwieństwo na tle poparcia bez zastrzeżeń,
udzielanego Palestyńczykom przez Watykan.
Z wyjątkiem amerykańskich
ewangelistów i paru innych grup protestanckich rozrzuconych po
całym świecie, świat chrześcijański przyjmuje to
wszystko, co zachodzi na Bliskim Wschodzie, za nonsensowny ze
względów religijnych «konflikt narodowy», który tylko
niepokoi go stwarzając niebezpieczeństwo wybuchu, który –
wobec tego - pragnie rozwiązać jak tylko da się «po cichu»,
czyli kosztem strony słabszej - Izraela.
Jeszcze w przeddzień swojej wizyty do
synagogi rzymskiej w roku 1986, papież Jan Paweł II oznajmił,
że stworzenie współczesnego państwa żydowskiego
świadczy o wiecznej miłości Najwyższego do swojego narodu i
bezprecedensowej miłości Żydów do Stwórcy. Od tej
pory katoliccy hierarchowie wypowiadali się nieraz analogicznie,
wśród nich następca Jana Pawła II, Benedykt XVI. Mimo to,
Kościół katolicki unika angażowania się po stronie
żydowskiej we wszystkich konfliktach arabsko - izraelskich.
Tymczasem w rozwiązaniu tej kwestii, — z
kim on jest? -zawiera się bardzo ważny egzamin dla chrześcijan.
Właśnie tutaj widać, w jaki sposób przyjmują oni
«powagę Przymierza Izraela z Bogiem. Właśnie tu wyjaśnia
się, czyj mandat uznają oni - mandat
«Biblii» albo «mandat Koranu».
W Torze, w której żadna z liter
nie znika - jak uczył Jezus — powiedziano: «Mówił dalej Pan do
Mojżesza: «Daj Izraelitom następujący rozkaz: Gdy przyjdziecie
do ziemi Kanaan, wtedy obszarem, który wam przypadnie jako dziedzictwo,
będzie ziemia Kanaan w swoich granicach. Południowa jej strona
ciągnąć się będzie dla was od pustyni Sin aż do
Edomu. (...) Waszą granicą zachodnią będzie Wielkie Morze -
to jest dla was granica zachodnia. Wasza granica północna pobiegnie
następująco: przeprowadzicie linię od Wielkiego Morza aż do góry
Hor. Od góry Hor poprowadźcie linę do Wejścia do Chamat
(...) Jako wschodnią granicę poprowadźcie linię od
Chasar-Enan do Szefam. Od Szefam pójdzie granica w kierunku Haribla, na
wschód od Ain. Potem pójdzie dalej przez góry na
wschód od jeziora Kinneret. Następnie będzie biegła
wzdłuż Jordanu i zakończy się przy Morzu Słonym. To
będzie wasz kraj ze swymi granicami wokoło» (Lb 34.1-12).
Taki jest «mandat Biblii». Bardzo
ważne jest, aby rozumieć, że właśnie w tych ciasnych
granicach Najwyższy zalecił Żydom wypełniać Swoje
przykazania. Przykazania Tory są związane właśnie z
terytorium oznaczonym w przytoczonym tekście, w sposób
jednoznaczny, tak jak jednoznacznie są one związane z narodem
żydowskim. Według opinii Rambama, przykazania w ogóle nie
są obowiązkowe na zewnątrz granic wyznaczonych na tym
kawałku ziemi, są wypełniane tam nie z istoty, a z
motywów czysto «dyscyplinarnych» («aby nie zapomnieć»).
Właśnie na tę ziemię rozciągają się prawa
«szmyty» («siódmego roku») i cały szereg innych specyficznych praw
Tory. Oprócz tego,
szczególną świętością cieszy się
Jerozolima, a przede wszystkim Góra Świątynna — jedyne miejsce
na świecie, gdzie Żydzi mogą wypełniać przykazania
Tory związane ze składaniem ofiar.
Judaizm jest religią związaną w
takiej samej mierze z określoną, dokładnie wyznaczoną
ziemią, jak i z określonym narodem. Wobec tego, zakaz osiedlania
się Żydów w Rec Izrael jest w istocie równoznaczny zakazowi
wyznawania judaizmu. Kiedy w stosunku do Żydów mówi się
o «wolności wyznawania wiary» to powinno się mieć na uwadze nie
tylko ich bezwarunkowe prawo, aby zbierać się na modlitwy w
Teheranie, tak samo swobodnie jak w Brooklynie, ale przede wszystkiem ich prawo
do osiedlania się na całym terytoriom Erec Izrael.
Zabronienie Żydom odwiedzania synagogi w
Moskwie albo w Paryżu w znacznie mniejszym stopniu uderzyłoby w prawa
wiernych, niż zakaz osiedlania się w Szemonie albo w Chebronie. Ale z
ograniczeniami tego typu Żydzi spotykają się bezustannie.
Inną nadzieją judaizmu, bezpośrednio
związaną z powrotem wygnańców jest odbudowa
Świątyni Jerozolimskiej. Wiarę tę głoszą otwarcie
wszyscy nauczyciele Prawa judaizmu. Na przykład rabin Mosze ben Majmon
(Rambam) napisał w «Miszne Tora» w «Gilchot Malachim» (11.1)
«Przyszły Mesjasz powstanie i przywróci królestwo Dawida,
(...) i będzie odbudowana Świątynia i powrócą
wygnańcy». Tę wiarą, tak albo inaczej wyznają wszyscy bez
wyjątku ortodoksyjni Żydzi.
Ale tutaj w pełni właściwe
będzie wspomnieć, że Jezus był wielkim
miłośnikiem Jerozolimy i Świątyni. Mówił on:
«Wcale nie przysięgajcie - (...) ani na Jerozolimę, bo jest miastem
wielkiego Króla (Mt 5.35). (21.10). Jezus płakał
myśląc o zburzeniu Świątyni i zagładzie Jerozolimy (Lk
19.41, które przewidział wraz z innymi mędrcami Izraela (rabinami
Johananem ben Zakkai i Cadokiem)
Jezus wielokrotnie, zaczynając już
od dzieciństwa (Łk 2.42) odwiedzał
Świątynię Jerozolimską. Odnosił się do niej z
taką żarliwością, że przypominał uczniom
słowa psalmu: «Gorliwość o dom Twój pochłonie mnie» (J
2.14-17, Ps 69[68].10). Prawda, w rozmowie z Samarytanką Jezus
rzekł, że «nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w
Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca» (J 4.21). Ale słowa te
znowu można zaliczyć do szeregu wypowiedzi prorockich na temat
zburzenia Świątyni, które były wypowiadane przez Jezusa w
innych warunkach.
Co więcej, możliwe, że w danej
kwestii Jezus jest jednym z najbardziej autorytatywnych zwolenników
odbudowy Świątyni. Rzeczywiście Jezus porównywał
swoją śmierć i swoje zmartwychwstanie do zburzenia i odbudowy
Świątyni. «Jezus dał im taką odpowiedź: «zburzcie
tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na
nowo». Powiedzieli do niego Żydzi: «czterdzieści sześć lat
budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w
przeciągu trzech dni?» (J 2.19-20)
Oczywiście, że nie można
wymagać od Żydów chrześcijańskiego rozumienia tych
słów, jeżeli chrześcijanie nie zechcą dostrzec
ukrytego w nich sensu żydowskiego. Jaki jest on? Dzień, to
tysiąc lat. Dlaczego by nie pojąć tych słów w takim
sensie, że w trzecim tysiącleciu po zburzeniu Świątyni ona
zostanie odbudowana z imieniem Jezusa? Ci, którzy nazywają siebie
«Świadkami Chrystusowego Zmartwychwstania», nie powinni ignorować i
takiej możliwości.
Jak by to nie było, dziś w
świecie jest już niemało chrześcijan
wiążących swoje mesjanistyczne oczekiwania z odbudową
Świątyni (szczególnie takie poglądy posiada
założyciel chrześcijańskiej ambasady w Jerozolimie Jan
Willem van der Hoeven).
Odbudowa Świątyni
Jerozolimskiej, jest zadaniem eschatologicznym, do którego i sami
Żydzi odnoszą się z wielką ostrożnością,
którą przyjmują oni nie tylko jako zadanie trudne technicznie,
ale też jako zadanie sprzężone z mistycznym zjawiskiem, z
bezpośrednią interwencją Niebios.
Tu nie jest miejsce, aby rozważać
wszystkie trudności, jakie stoją na drodze odbudowy
Świątyni z punktu widzenia samego judaizmu, jednak warto
wskazać, że ogólna ufność Żydów na
powrót do Ziemi Izraela i odbudowę Sanktuarium może stać
się też nadzieją Chrześcijan.
W tych sprawach warto zaznaczyć, że
Nabożeństwo w Świątyni - w odróżnieniu od wielu
innych rytuałów religijnych Izraela - miało nie
zawężało się do działań o wąskim charakterze
narodowym, a nosiło charakter powszechny, ekumeniczny.
Szariat zabrania zarówno Żydom,
jak i chrześcijanom modlić się na Górze
Świątynnej. Żyd, który po długich mękach
otrzyma prawo wstępu na Górę Świątynną,
będzie stamtąd przegnany przez
przydzielonego mu ochroniarza, jeśli tylko ośmieli się
przymknąć oczy do modlitwy. Taki jest islam. Ale w koncepcji judaizmu
Świątynia Jerozolimska jest «domem modlitwy dla wszystkich
narodów» (Iz 56.7), do uczestnictwa w Nabożeństwach
Świątynnych zapraszało się całą
ludzkość (Za 14.16; 3 Krl 8.41-43), po równi i za
wszystkie narody w Świątyni składano ofiary (siedemset
byków — według liczby narodów — w ciągu niedzieli
święta Sukkot)
Nie żądając od narodów
przyjęcia judaizmu, sam judaizm jednocześnie zawsze traktował
narody za objęte przez jego służbę Bożą,
wzywał Sprawiedliwych narodów świata należących do
wieczności (Tosefta Sanhedryn 13.1). Judaizm od początku
cechowało podejście pluralistyczne, które w XX wieku
nabrało całkiem artykułowanego kształtu. Rabin Kuk
napisał w taki sposób: «Każdy kierunek duchowny ma swoją
własną logikę i wszystkie idee są wzajemnie związane
ze sobą (...). Nie istnieje pusta ani daremna idea znacząca dla
społeczeństwa, (...) ponieważ wszystkie one pochodzą ze
wspólnego źródła mądrości Bożej (...) W
miarę osiągania przez człowieka znacznej doskonałości
on wykorzystuje zarówno swoje, jak i cudze idee dzięki zawartemu w
nich jądrze prawdy. Z pomocą tych idei człowiek staje się
bardziej doskonały, a dzięki człowiekowi doskonalą się
idee»[45].
Ważne jest zaznaczenie w tym miejscu,
że teologia dopełnienia w istocie uznaje nie tylko
równoznaczność Testamentów. Ona uznaje, że w
takiej samej mierze, jak ważne są oba Testamenty, ważny jest
także... pluralizm.
Judaizm i chrześcijaństwo nie tylko
tworzą parę, ale przez to, że są parą ujawnia się
także i teologiczny sens każdego pluralizmu. Mówiąc
innymi słowami, światopogląd binokularny, zasady demokratyczne
pozwalają nam przyjąć siebie jako bezpośrednie
następstwo objawienia na Synaju.
Teologia dopełnienia w taki sposób
okazuje podstawą, przyczyną i przestrzenią dla dialogu
wszystkich religii, okazuje się teologią ożywiającą sens
religijny myślenia dialogicznego. I tu należy zwrócić
uwagę na jeden jeszcze moment, a mianowicie na wrogość wobec
zasad demokratycznych jednej ze światowych religii — islamu.
Islam jest jedyną
religią, która stanowi przeszkodę dla odbudowania
Świątyni Jerozolimskiej, jednocześnie okazał się
najaurytatywniejszą siłą ze wszystkich sprzeciwiających
się demokracji i pluralizmowi we współczesnym świecie.
Miejsce Islamu
Rzeczywiście, wśród
narodów, które nie przyjęły chrześcijaństwa,
narody muzułmańskie wyróżniają się swoją
jawną niezdolnością do przyjmowania na serio zasad
demokratycznych. Oni stworzyli swoją własną
solidarność niezmiennie będącą solidarnością
przeciwstawną cywilizacji judeo-chrześcijańskiej i widzą
swój cel w tym, aby wyradzać i korumpować jej instytucje.
I Japonia, i Indie, i nawet Chiny - co
najmniej w postaci Tajwanu i Hongkongu, każdy na swój
sposób, ale okazali się włączeni we wspólnotę
prawa narodów cywilizacji judeo-chrześcijańskiej. Tylko islam
zręcznie imitując frazeologię demokratyczną, otwarcie
wykorzystuje ją dla osiągnięcia swoich wąskich celów
politycznych (w Turcji demokratyczne przemiany były związane z
odejściem od islamu). Nawet zagrywając ze światowym komunizmem, żaden
kraj islamski, oprócz Północnego Jemenu nie
przyjął jego idei. Dla islamu nawet komunizm przedstawia się
jako niedopuszczalna westernizacja.
Z czym jest to związane? Widocznie z tym,
że jego charakteryzuje, co wypłynęło w naszych dniach, nie
tyle jego przywiązanie do Koranu, ile negacja Biblii. Złożony w
jednej trzeciej z drobiazgowej polemiki z judaizmem i
chrześcijaństwem, Koran wznosi siebie jako test poprzedzający
świat. Biblia zaś prezentuje się w muzułmańskiej
tradycji jako skażona wersja Koranu. Ta jego wyjątkowość
(negacja prawdy pluralizmu i prawdziwości Biblii) mimo woli postrzegana
jest jako niezbędna charakterystyka wewnętrzna
muzułmaństwa.
Mimo to, alternatywne podejście jest
możliwe. Rzymski szejch Abdul Hadi Palazzi nie tylko uznaje Biblię za
normytatywne źródło, ale i demonstruje miejsca w Koranie,
które według jego opinii mówią o powrocie
Żydów do ziemi Izraela (Sura 17.104) i o tym, że Jerozolima w
takim samym stopniu należy do Żydów, jak do
Muzułmanów Mekka (Sura 2.145)
Szejch Palacci na potwierdzenie swojej pozycji
syjonistycznej odwołuje się i do innych autorytetów
islamskich. Na przekład, w wywiadzie udzielonym gazecie Jewish Press, NY
(04.03.03) Palazzi opowiedział: «Kiedy w końcu pierwszej wojny
światowej Żydzi zaczęli przybywać do Palestyny, Szarif Al
Hussein, głowa rodu Haszimitów i mer Mekki, ogłosił:
«Oglądamy to, co jest przepowiedziane w Koranie. Kiedy inni ludzie
osiedlili się tutaj, ziemia pozostawała bezpłodną. A teraz
ziemia poznała swoich autentycznych synów i przynosi plony».
W innym artykule Palazzi twierdzi: «W
niektórych islamskich teologiczno — filozoficznych kręgach rodzi
się nowe rozumienie sytuacji. Wielu z nas jest dzisiaj gotowymi, aby
dopuścić, że wrogi stosunek do Izraela był wielkim
błędem — być może nawet największym błędem,
jaki muzułmanie popełnili za ostatnie pół wieku»[46].
Wychodząc na przeciw takim pozytywnym
tendencjom w islamie, wyrażającym się w stosunkach do judaizmu,
tendencji gotowej przyznać prawdziwość Tory można
zaproponować swój własny model dialogu. Na przykład, taki
islam można przedstawić jako przedjudejski monoteizm, w
odróżnieniu od chrześcijaństwa, które jest
monoteizmem post-judejskim.
Rzeczywiście, islam
powstał jako swojego rodzaju próba powrotu do pierwotnego
monoteizmu. Muzułmanie uważają siebie za wspólnotę
Ibrachima — hanifa. t.j. Wywodzą siebie od tej «protojudejskiej» wiary w
jednego Boga, którą wyznawał, Ibrachim, jak powiedziano:
«Ibrachim nie był ani Żydem, ani chrześcijaninem, a był on
hanifem, który przetrwał i nie był należał do
czcicieli wielu bogów» (Sura 3.60 (67) sr. Sura 2.129). W tym
impulsie powrotu do prawoźródła zawarty jest jeden z
najważniejszych patosów islamu, wobec czego dialog religii w
pełni mógłby dokonywać się w tym kierunku.
Jednakże judaizm i
chrześcijaństwo są postrzegane przez Koranie jako
odstępstwo pierwotnej wiary, która tylko w islamie objawia
swoją czystość: «Że i Ibrachim, i Izmail, i Izaak, i Jakub,
i ich pokolenia byli Żydami albo chrześcijanami» (Sura 2.134).
Podejście takie zewnętrznie
przypomina to, które w rezultacie zostało zrealizowane przez
protestantyzm. Luter dostrzegł w Kościele katolickim odstępstwo
od pierwotnego chrześcijaństwa i postanowił odtworzyć je za
pomocą samej podstawy katolicyzmu. Mahomet jakby dokonał czegoś
podobnego. Ale zbieżność, między nimi, jest całkowicie
niepełna. Luter budował swoje reformy na jedynym źródle -
Biblii, którą w celu lepszego jej zrozumienia przez
współczesnych, przetłumaczył na język niemiecki.
Mahomet zaś odrzucił Biblię. Wprawdzie ciągle
wspominał o niej, nawet jakby z szacunkiem, ale jego reforma oparła
się na nieukrywanej zamianie. Biblię niezauważalnie wyparł
Koran. Przy porównaniu wygląda to tak, jakby Luter
ogłosił fundamentem wiary nie Biblię, a jakieś swoje
traktaty poleniczne typu «O niewolnej woli».
Jeśliby Koran został przedstawiony
jako midrasz, albo tekst w pewnym stopniu dopełniający Torę,
Arabowie pozostaliby narodem zintegrowanym z cywilizacją judeo -
chrześcijańską. Co więcej, mogliby oni zająć
wewnątrz tej cywilizacji całkowicie oryginalne i godne miejsce.
W istocie Mahomet mógł
całkowicie oprzeć się na Torze, mógłby
wspomnieć słowa Najwyższego przytoczone w tym
źródle: «obrzezany ma być sługa urodzony w domu twoim lub
nabyty za pieniądze. Przymierze obrzezania, będzie przymierzem na
zawsze» (Rdz 17.13). «Wtedy Abraham, wziąwszy swego syna Izmaela i
wszystkich zrodzonych w jego domu lub tych, których nabył za
pieniądze — wszystkich swych domowników płci męskiej -
jeszcze tego samego dnia obrzezał ciało ich napletka, tak jak mu to
nakazał Bóg» (Rdz 17.23)
Ważne jest, aby wprowadzić tu jedno
wyjaśnienie. Mimo tego, że obrzezanie uchodzi w judaizmie za
«Testament Abrahama, dokonują jego Żydzi nie na podstawie
słów Najwyższego, powiedzianych do Abrahama, ale na podstawie
tych Jego słów, które stanowiły przykazanie dla
Mojżesza: «Ósmego dnia [chłopiec] zostanie obrzezany» (Kpł
12.3). Wyrażając się inaczej, do czasu otrzymania Tory,
przymierze obrzezania miało inny charakter i sens, niż ten,
który otrzymało po Objawieniu na Synaju.
Opierając się na przytoczonych
słowach Tory, Mahomet mógłby ukazać, że naród
arabski znajduje się w oryginalnym przymierzu z Bogiem — w tym samym
przymierzu, w którym znajduje się z nim «hafir Ibrachim».
Opierając się na Torze (i nawet nie odrzucając Koranu), Mahomet
mógłby udowodnić, że jego wyznawcy to wspólnota
monoteistów, uznających znak pierwotnego przymierza,
różnego od tego, w które wstąpili Żydzi, ale
które w tamtych czasach zostało zapowiedziane im przez samą
Torę. Mimo całej oryginalności takiego stanowiska, Arabowie
pozostaliby wewnątrz konsensusu judeo-chrześcijańskiego, bo
uznawaliby źródło jedyne dla wszystkich.
Myślę, że podejście
szejcha Palazziego jest skierowany ku przezwyciężeniu
założonego przez Mahometa modelu stosu ku do Tory. Jednak dziś
właśnie taki stosunek pozostaje jedynym autorytatywnym w świecie
muzułmańskim.
Cóż począć,
Mahomet nie pragnął być interpretatorem słów «obrzezany ma być sługa urodzony w
domu twoim». Mahomet ze wzgardą odrzucił te słowa wraz z
całą Torą, której tekst został pozbawiony całej
swojej wiarygodności wobec Koranu. Podejrzliwy stosunek do Biblii
leży u podstaw religii muzułmańskiej i nie dziwi fakt, że
jeśli masowa, historyczna forma islamu uważana jest za powrót
do pierwotnej wiary «Ibrachima hanifa», to w warunkach takiego powrotem wiara biblijnego
Abrahama zmienia się i wyradza.
Doświadczenie szejcha Palazziego wskazuje
nam, że teoretycznie islam może przewartościować swoje
stanowisko, czyli przystąpić do dialogu ze światem judeo —
chrześcijańskim. Jednak, nawet wyrażając
nieśmiałą nadzieję na to, że to kiedyś
nastąpi, musimy żyć dziś orientując się na islam
realny, t.j. na taki islam, który uważa Biblię za tekst
skażony i przy takim podejściu, nie bez słuszności, widzi w
pluralizmie wyrok na siebie.
Mimo całego naszego pragnienia
znalezienia partnera muzułmańskiego, musimy zdawać sobie
sprawę z tego, że dziś za hasła swojej religii
muzułmanie traktują nie te słowa Koranu, które przytacza
szejch Palazzi, a przeciwstawne im typu następujących: «O wy,
którzy uwierzyliście! Nie bierzcie sobie Żydów i
chrześcijan za przyjaciół: oni są
przyjaciółmi — oni dla innego. A jeżeli ktoś z was bierze
ich sobie za przyjaciół, ten sam także jest z nich» (Sura
5.56)
[1] Martin Buber, Dva tipa very, Moskva,1995, Respublika, str. 234. (przekład polski: Martin Buber, Dwa typy wiary, tłum. Juliusz Zychowicz ; przedm. Adam Żak ; posł. David Flusser, Znak Kraków 1995).
[2] Ibidem, s. 251
[3] Hans Uko, Judei i
christianie: obshchie korni i novye gorizonty, w:
http://www.berkovich-zametki.com/Nomer13/Uko1.htm
[4] W oryginale rosyjskim: ńîó÷ŕńňíîĺ čäîëîńëóćĺíčĺ
[5] Sovremenna zapadnaja filosofija, Moskva 1991, str 22
[6] Rabin
Józef Sołowiejczyk, zbiór artykułów „Katharsis”,
Etyka wielkości i etyka skromności, str. 223. Machanami Jerozolima,
1991.
[7] cytuję
za Malcolm. Hay, Krov` brata tvoego, Ierusalim 1991, str. 100
[8] Apokrif 2, Kulturologicheskij zhurnal. V.V.Bibikhin, Simvol i
„drugoe”, s. 56.
[9] V.C.
Bibler, Ot naukouchenija k logike kul`tury, Moskva 1991, s. 150.
[10]
V.S. Bibler, Zamysly, Moskva 2002 s. 961.
[11] I. Kant, Traktaty i pis`ma, Moskva 1980 s.243.
[13] S.
Kierkegard,
Gesammelte Werke,. Dusseldorf. 1962. s. 218
[14] I. Kant,
Traktaty i pis`ma, Moskva 1980 s.. 197.
[16] „Czasem osiowym“ nazywa się (za Karlem
Jaspersem) okres między
[17] cyt. za: Lew Szestow, Umozrenije i otkrovlenije, YMKA-PRESS
Pariż1964, str. 57.
[18] cytuję za Malcolm Hay, Krov` brata tvoego, Ierusalim 1991,
str. 145 (Malcom Hay
"Thy brother's blood" 1950)
[19] John Pawlikowski, Iisus v teologii Israila, Moskva 1999, s. 130 (John Pawlikowski “Jesus and the Theology of Israel”)
[20] cyt
za: Weddig Fricke, Kto osudil Iisusa?, Moskva 2003, s. 295.
[21] John Pawlikowski, Iisus v teologiji
Izraila, Moskva 1999. str. 100.
[22] O nowym
podejściu chrześcijańskiej doktryny wiary do judaizmu i narodu
żydowskiego» Oświadczenie amerykańskiej Grupy Uczonych
Chrześcijańskich ds. Stosunków
Chrześcijańsko - Żydowskich (Christian Scholars Group on
Christian-Jewish Relations) 1 września 2002
[23] A. Roy Eckardt, Elder and Youger Brothers,
N.Y. Schocken, 1973.
[24] John C. Schoneveld,
[25] M.L.King, This I believe» s. 234-5
(1961)
[26] Allan From, Azbuka dla roditelej,
Lenizdat 1991 str. 25
[27] René Girard, Nasilje i
sviaszczennoje, Moskwa 2000, str. 73
[28] cyt. Za Trachtenberg, «D`javol i
evrei», Moskva 1998, str 149.
[29] (G. A. Florovskij, Vizantijskie otcy, Pariż 1933 (V-VIII), str. 212)
[30] V.N. Loskij, „Ocherk misticheskogo bogoslovija vostochnoj Cerkvi”, „Domostroitelstvo Syna”, Moskva 1991, str. 105.
[31] G. A. Florovskij, (IV), str. 52
[32] David Flusser, Iisus, Ural — LDT, 1999,
s. 124-125)
[33] Panem Dobrego Imienia (przyp.
tłum.)
[34] Martin Buber, „Chasidskije predanija”,
[35] Ibidem, str. 83.
[36] Ibidem str. 67.
[37] Ibidem, str. 85.
[38] Ibidem, str. 64.
[39] Ibidem, str. 57
[40] (B. Sesboüé, Novoje w
christologii, Simvol 10.1983, Pariż.
[41] cyt. za: John Pawlikowski, Jezus i teologija
Izraila, Moskva 1955, str.55
[42]
Walter Kasper, Chajanie okonchatel`nogo i slavnogo prishedstvija Iisusa
Christa, Simvol 16. 1986. Pariż
[43] W oryginale: Îí
îňęŕçŕëń˙ áĺç ďđîňčâîáîđńňâŕ,/Ęŕę îň âĺůĺé, ďîëó÷ĺííűő âçŕéěű,/Îň âńĺěîăóůĺńňâŕ
č ÷óäîňâîđńňâŕ / Č ńňŕë ňĺďĺđü ęŕę ńěĺđňíűĺ, ęŕę ěű[43].
[44] Cyt.
Za Lev Poljakov, Istorija antisemitizma — Epocha znanij, Geszarim 1968, str.
68.
[45] »Rav
Avraam Icchak Kuk, Lichnost` i uchenije, Jerusalim 2006, str. 551.
[46] «Govorit
islamskij uchenyj». Prilozhenie k izrailskoj gazete «Vesti» «Okna» 20.12.01